piątek, 18 lutego 2011

Koala ma kontrakt!

Właśnie dostałam smsa - Pan Koala dziś został pracownikiem HBC, uwalniając się tym samym wreszcie od agencji! Za tym idzie podwyżka, no i spokój, bo kontrakt w dłoni, bez strachu, że zadzwonią i odwołają zlecenie.

GRATULACJE!!! :))))

Idę w ramach osobistych gratulacji upichcić mój pierwszy makaron z serem i szpinakiem :)

środa, 16 lutego 2011

Zazieleniło się...

... niestety tylko w ogrodzie botanicznym, ale zawsze coś. Pan Koala stwierdził, że skoro zima nas dobija, to trzeba się udać tam, gdzie jest zielono i ciepło. Niestety na Miami nas nie stać, więc zostałam zaprowadzona do Allan Gardens Conservatory, czyli jedynego takiego miejsca nie na świeżym-znaczy-zimnym powietrzu w Toronto. A przynajmniej jedynego, które zdołał znaleźć mój Dzielny Mężczyzna.

Było faktycznie zielono i egzotycznie:
Image Hosted by ImageShack.us

czwartek, 10 lutego 2011

Wyszukiwane słowa kluczowe...

Przeglądając dziś statystyki bloga naszego i postanowiłem podzielić się jakimi drogami trafiają w nasze progi ludzie ze swiata:)
Image Hosted by ImageShack.us


Dodam ze kiedyś ktoś wpisał w googla słowo FARFOCLE :)

wtorek, 8 lutego 2011

Tak od serca. Bo lubię.

No dobra, czas napisać o paru rzeczach trawiących duszę, które tym samym wyjaśnią, mam nadzieję, niektóre moje poglądy i reakcje. I uspokoją Moją Mamę, że nie zamierzam wiązać się na stałe z zawodem kasjerki ;)
Innym słowy, ten post będzie o tym po co w ogóle był ten wyjazd i jakie za nim stały powody. I dlaczego w żadnym wypadku, ani przez chwilę go nie żałuję.

A dziś do tablicy wywołam...

...Monikę :) Poważnie, nie masz dostępnego profilu, a co za tym idzie maila, a mamy ważną sprawę, więc baaardzo prosimy o kontakt :)
Dziękujemy :)

sobota, 5 lutego 2011

Pendulum, czyli koncert lekko osłabiony

Osłabiony podwójnie...

Zaczęło się od tego, że kilku znajomych na Facebooku polubiło zespół Pendulum. Z ciekawości weszłam, sprawdziłam i... No właśnie. Nie mogłam się zdecydować, czy mi się podoba czy nie, co już było intrygujące, bo nie miewam takich dylematów. Z jednej strony elektroniczne dźwięki, ale brzmiące często jak Atari, z drugiej mocne gitary, z trzeciej wpadające w ucho melodie. Sprawdziłam, że grają w Toronto 2go lutego i przez miesiąc chodziłam, słuchałam i debatowałam, chcę iść, czy nie, podoba mi się to to, czy nie? W końcu postanowiłam, że lubię, Pan Koala przesłuchał i również zaakceptował, klamka zapadła idziemy na koncert :)

wtorek, 1 lutego 2011

Lunch na wysokościach

Zanim zacznę chciałam tylko korzystając z przywileju prowadzenia tego bloga napisać jedną rzecz - fajnie by było, gdyby część osób tak mocno krytykujących jakikolwiek wybór inny od Kanady zdali sobie sprawę z tego, że gdzie indziej też może być fajnie, i że skoro Wam jest tutaj super dobrze, to nie znaczy, że wszystkim będzie :)

Jak już wspominałam, wczoraj wybraliśmy się zjeść lunch w restauracji w CN Tower. Cała oferta była częścią Winterlicious, czyli akcji trwającej od 28go stycznia do 10go lutego, kiedy to uczestniczące restauracje oferują swoje ograniczone menu za znacznie niższe ceny niż zwykle. Z tego co wiem, jest też Summerlicious, z którego też na pewno skorzystamy. 
W ten weekend zamknięta była najbardziej uczęszczana część głównej (jednej z trzech - nie mogłam się powstrzymać ;)) linii metra, co w niektórych komentarzach w sieci urastało momentami do zamachu na wolność mieszkańców Toronto :) Może się tak wystraszyli, że gdzieś będą musieli iść. Na szczęście większość zareagowała normalnie, czyli ze zrozumieniem, ze kiedyś prace naprawcze trzeba wykonać. O dziwo TTC spisało się rewelacyjnie - na stacjach skrajnych, na których "kończyło" się metro były stada pracowników informujących o sytuacji i kierujących do zastępczych autobusów. Jak zobaczyliśmy kolejkę, to w pierwszym odruchu zaklęliśmy, ale okazało się, ze nie tylko wpakowywanie ludzi szło sprawnie, ale zaraz podjechał następny, więc bez żadnego problemu dostaliśmy się tam gdzie zamierzaliśmy. 

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Wywołana nagrodą...

... nagradzam z powrotem :) Wprawdzie nie jestem wielką fanką blogowych zabaw, ale tutaj dostałam nagrodę, więc jako istota przekupna włączam się ;) Nagrodę przyznała nam Stardust, za co oboje dziękujemy, w szczególności za przymiotnik "młodych", ha! Ponieważ jutro już pojawi się nowy wpis, ten powstał na gorąco, żeby nie odwlekać w czasie głaskania po głowach :)

Nagroda wygląda tak:
Image Hosted by ImageShack.us

Ponieważ w blogosferze aktywnie funkcjonuję od niedawna nie mam w linkowni 150 blogów, ale blogi czytam nie od dziś, więc ulubione mam. Na dodatek musiałam przetrząsnąć wspomnienia i przypomniały mi się dwa, które czytałam kiedyś, a do których później zapominałam wracać. Zasady zabawy są takie, że ja nagradzam 10 blogów, informuję o tym nagrodzonych, a oni powinni się tym pochwalić na swoim blogu zamieszczając linka do mnie i zdjęcie nagrody. I nagrodzić swoją dziesiątkę. Siłą rzeczy niektórych informować nie będę, wiec pozostanie po prostu mój ranking :) Kolejność przypadkowa, chociaż pierwsze miejsce celowe.

1. Kris za pomoc najpierw bierną (trafiłam na bloga szukając opinii o życiu w Toronto), a potem czynną w całej tej naszej wyprawie. Chociaż się gryziemy w opiniach, to dzięki niemu wystartowaliśmy w miarę bezboleśnie, mając wiedzę, której nie znaleźlibyśmy w sieci, a którą dzielnie nam przekazywał odpisując na każdego maila przez parę miesięcy :)
2. Bartek Pogoda za zdjęcia, podróże, wspaniały opis wyprawy po Ameryce Południowej, który przeczytałam parę razy i podsycanie mojego postanowienia, że kiedyś wyjadę z Polski.
3. Jarek Sępek za wzbudzenie pragnienia zobaczenia Australii i dziką zazdrość za przejechanie dookoła niej na motocyklu :) Dawno u niego nie byłam, ale widzę, że teraz jest w Nowej Zelandii, wydał książkę, więc wnioskuję, że pogodził swoją pasję ze sposobem na życie.
4. Stardust za cięty język, humor i umilanie mi bezrobocia - czytałam całego bloga od początku jak bez pracy w domu siedziałam.
5. Lotnica za Garfielda :)
6. Edysia za fenomenalne przepisy i ciasto (murzynek z jabłkami), w którym zakochał się Pan Koala :)
7. Przemek za utwierdzanie mnie w przekonaniu, że ja chcę do Australii, piękne opisy wycieczek i zdjęcia wywołujące fale zazdrości w zimie :)
8. Daniel Passent za erudycję i przypominanie mi, że wcale taka bystra nie jestem.
9. Daniel, Aga i Wojtek za niesamowitą pozytywną energię, zdjęcia i studia w Poznaniu ;)
10. Kobieta Pracująca za zdjęcia i nadzieję, że się uda :)

No. Nie było łatwo, bo nie mam tych ulubionych blogów za wiele, ale się udało :) Nie będę informować nagrodzonych, bo większość regularnie nas odwiedza, a nie będę przecież zostawiać wiadomości Panu Passentowi :)

niedziela, 30 stycznia 2011

Seniority, czyli kolejka

Już pisałam kiedyś o pracy tutaj, teraz czas na rozwinięcie tematu w miarę jak nam doświadczenia przybywa. Zaznaczam, ze nie wszystko co napiszę poniżej jest krytyką, staram się przedstawić rzeczywistość, a że pewnie w paru miejscach mi sie wymsknie, to już inna sprawa ;)

Seniority to nasze ulubione słowo tutaj. Podobnie jak związki zawodowe.
Seniority to nic innego jak hierarchia, w której starsi stażem mają pierwszeństwo. Związki zawodowe to związki zawodowe i pomimo moich lewicowych poglądów ogólnych, gospodarcze mam jednak mocno liberalne (choć ciągle ewoluują) i związki zawodowe w takim kształcie jak tutaj uważam za wrzód na dupie. Seniority i związki zawodowe są mocno powiązane, ale tak jak w każdym (podejrzewam) związku zawodowym istnieje seniority, tak seniority nie ogranicza się tylko do związków zawodowych.

czwartek, 27 stycznia 2011

Zamroziło nas ;)

Milczymy ostatnio, gdyż odbywają się w naszym skromnym gronie intensywne dyskusje na temat przyszłości ;) Konsultowane z paroma innymi osobami, co grono powiększa. Ja wiem, że jesteśmy tu 4 miesiące, ale z założenia przyjechaliśmy na rok i też odczuwamy potrzebę przynajmniej wstępnego przedyskutowania dalszych opcji. Dlatego myśli zajęte są analizami, plusami, minusami zamiast opisami kanadyjskiej rzeczywistości. O niektórych rzeczach nie wspominamy, bo poglądy mamy znacząco różne od większości, a nie mamy ochoty na awantury. Myślę, że w przyszłym tygodniu pojawią się nowe zdjęcia, bo w niedzielę idziemy na lunch na wysokościach, czyli w restauracji zlokalizowanej w CN Tower. Trzymajcie kciuki, żeby pogoda była ładna i widoki warte obfotografowania :)