środa, 7 listopada 2012

Czy Szwedzi są niegrzeczni i egoistyczni?

Z taką opinią i emocjonalną dyskusją spotkałam się na blogu pewnej Amerykanki mieszkającej w Sztokholmie. Dyskusja pod postem przybrała ton dość szokujący, biorąc pod uwagę, że opinie były pisane przez ludzi zarzucających innym nieuprzejmość i brak wychowania. Tutaj znajdziecie notkę: Lost in Stockholm.
Przykładowy komentarz: "I’ve lived in Sweden for many years now (originally from the US) and I can say with some authority that the people here are among the rudest most self-centered people on the planet. And it’s not just folks from Stockholm. The entire culture is dominated by an utter contempt for their fellows."

Nie da się ukryć, że dosyć mocno się zdziwiłam tą opinią, ale przeczesywanie sieci połączone z przeczytaniem paru komentarzy próbujących wyjaśnić stan rzeczy, wyklarowały mi sytuację.

Po pobycie w Kanadzie z pewnością nauczyłam się wielu rzeczy, z czego najważniejszą jest umiarkowanie w wysnuwaniu wniosków i formułowaniu zdecydowanych opinii bez próby dogłębnego zrozumienia tematu. Zdaję sobie sprawę, że wyjazd do Szwecji jest zupełnie inny niż wyjazd do Kanady, przez co również mam inne podejście do wielu spraw, ale utkwił mi w pamięci komentarz Stardust o niepotrzebnym wartościowaniu - trzeba przyjąć, że pewne rzeczy sa inne, niekoniecznie oceniając czy są lepsze czy gorsze. Mogę ocenić, czy bardziej mi się podobają i czy są dla mnie akceptowalne, ale patrząc generalnie, są po prostu inne.

Zanim przyjechałam do Sztokholmu, starałam się znaleźć blogi ludzi mieszkających w Szwecji i dowiedzieć się jak najwięcej o szwedzkiej mentalności, na co mam uważać, co jest niedopuszczalne, a co zupełnie normalne. Póki co, bazując na miesięcznej próbce ;), wychodzi na to, że moje poszukiwania były całkiem sensowne, bo niewiele mnie w szwedzkim zachowaniu zdziwiło. Nie wypowiadam się na temat traktowania kobiet w ciąży, czy z wózkami, bo jako kobieta nie w ciąży i bez wózka, nie jestem w stanie wyrobić sobie opinii póki co. A oto zarzuty:

1. Szwedzi ze sobą nie rozmawiają na ulicy, sa zimni i niedostępni.
Popularna teoria głosi, że nie mogą być, bo jest za zimno i oszczędzają energię ;) Na poważnie natomiast, nie rozumiem tego oczekiwania Amerykanów, że każdy będzie zagadywał na ulicy, uśmiechał się i uskuteczniał "small talk" gdzie się tylko da. Dlaczego nie można po prostu przyjąć, że Szwedzi nie lubią gadania dla gadania, są dość cisi i wycofani i tyle? Ja na przykład lubię gadać, ale nie jestem wielką fanką zagadywania obcych ludzi na ulicy, więc styl szwedzki mi odpowiada. Mogę sobie siedzieć ze słuchawkami na uszach i nie stresować się, że ktoś zacznie do mnie mówić.

2. Szwedzcy mężczyźni nie są dżentelmenami.
No cóż, się walczyło o bezwzględne równouprawnienie, to się ma równouprawnienie. Koleżanka się oburzyła, że podróżując co tydzień do Polski i z powrotem, nigdy jej nikt nie pomógł z walizką. Wyszczerzyłam się, że w końcu jest równouprawnienie, na co mi odparła "No wiesz, przecież my jesteśmy słabsze!". Nie chcialo mi się dociekać, dlaczego o pomoc nie poprosi, skoro jej tak bardzo potrzebuje. Patrząc po sobie - na razie zdarzyło mi się, że walizkę mi wniesiono na drugie piętro bez mojego proszenia, ostatnio w autobusie już się pan zrywał z siedzenia, ale zarzuciłam kolosa zdecydowanym ruchem i dałam sobie radę, ale generalnie pomocy nie oczekuję - jest miło jak ktoś zaproponuje, ale jak nie zaproponuje to się krzywda nie dzieje, a jak już naprawdę sobie nie radzę, wtedy grzecznie o pomoc proszę. Nie zdarzyło mi się, żeby mnie ktoś olał. Podałam przykład koleżanki w rozmowie ze szwedzkim kolegą i dość zaskoczony zapytał "Mężczyźni w Polsce pomagają w takiej sytuacji?" Zaznaczam, że kolega chamem ani prostakiem nie jest.
Abstrahując od indywidualnych oczekiwań, wyczytałam, że to nawet nie do końca o równouprawnienie chodzi. Spotkałam się z opinią, że Szwedzi mieli w swojej historii czas, kiedy było bardzo ciężko, a domy byly na tyle od siebie oddalone, że nie można było liczyć na pomoc sąsiadów. Radzili więc sobie sami, a wręcz jest takie podejście, że zaproponowanie pomocy może być odebrane negatywnie jako sugestia, że sobie nie radzisz. Stąd nie są specjalnie chętni do rzucania się na ratunek, nie chcąc nikogo obrazić. Ma to sens, więc przyjmuję tę teorię jako prawdopodobną :) Oczywiście to nie jest tak, że nikt tutaj pomocy nie zaproponuje, ale generalnie widzę, że oczekiwanie jest w kierunku "potrzebujesz pomocy - poproś o nią". I naprawdę nie zdarzyło mi się, żeby mi ktoś tej pomocy odmówił, a prosiłam o rady w kwestii zwiedzania, restauracji, pubów, komunikacji miejskiej, i tak dalej.

3. Ludzie w stolicy sa zadufani w sobie.
Eee, a to nie jest tak w większości stolic? ;) Poważnie, w każdym narodzie i w każdym dużym mieście, jest pewien odsetek dupków. Ludzi, którzy z miejsca zamieszkania, czy z pracy, którą wykonują tworzą mentalną przewagę, która w ich mniemaniu pozwala im na traktowanie innych jak śmieci. Nie sądzę, żeby to było w jakikolwiek sposób powiązane z konkretnym narodem, czy miastem.

4. Obsługa klienta nie istnieje.
Ciężko mi to ocenić, póki co faktycznie mogę potwierdzić, że na dwie wizyty w centrum obsługi na dworcu centralnym, dwa razy trafiłam na nie uśmiechniętych ludzi, sprawiających wrażenie, ze w sumie to im się nie chce mnie obsłużyć. Może to też kwestia innej mentalności - dlaczego się mam uśmiechać, skoro nie jest mi wesoło? Nie wiem, ale tutaj faktycznie widzę różnicę w porównaniu do Kanady. Musze natomiast sprawiedliwie oddać,  że każde moje pytanie znalazło odpowiedź, po prostu bezuśmiechową, ale odpowiedź :) W hotelu natomiast (trzy gwiazdki, więc żaden szał), obsługa była rewelacyjna.

5. Nieuprzejmi kierowcy samochodów.
Większość życia spędziłam w Polsce, ciężko mnie czymś zaskoczyć ;) Nie zauważyłam dramatu, niektórzy ci przejadą przed nosem, inni przepuszczają, różnie bywa. Bardziej szokują mnie rowerzyści, którzy potrafią pędzić ze sporymi prędkościami i ZAWSZE się dokładnie rozglądam w pobliżu ścieżki rowerowej, dzięki czemu już parę razy uniknęłam wejścia pod koła.

6. Ludzie wchodza na ciebie w komunikacji miejskiej, popychają, przestawiają.
Ponownie - uroki dużego miasta. Zdarzało mi się to w Poznaniu, Warszawie, Barcelonie, Londynie, Toronto, wszędzie. Natomiast nie widziałam młodzieży jeżdżącej metrem z butami na siedzeniu, co bywało normą w Toronto. Jak przechodziłam z walizką w autobusie, młody chłopak zwarł nogi, widząc mnie kątem oka, dzięki czemu nie tarasował kolanem całego przejścia. Przy wychodzeniu z metra, grupka, pewnie dla wielu osób podejrzanie wyglądającej, młodzieży, przesunęła się na bok, po zauważeniu, że stoją na linii wyjścia.

Ponadto, wysłałabym tutaj na szkolenie poznańskich kierowców, bo w Sztokholmie jakoś potrafią ruszać i hamować autobusem w taki sposób, że ludzie nie latają po całej przestrzeni. Bardzo często kierowcy również czekają na dobiegających ludzi, jak również nie porzucają pojazdu pełnego pasażerów przed kawiarnią z kawą ;) Wiem, że mam specyficzną sytuację w pracy, bo ludzie siłą rzeczy muszą (no dobra, nie muszą, ale powinni) być mili dla współpracowników w korporacji. Owszem, nie rzucają mi się na szyję, czasami irytujące jest jak rozmawiają ze sobą po szwedzku, gdy z nimi siedzę, ale tak poza tym nie widzę najmniejszych problemów.

Pytanie więc - jestem tu za krótko, mam szczęście, czy po prostu staram się zrozumieć, że nie wszyscy ludzie są tacy sami?

PS. Jak tu jest w końcu z napiwkami? Najpierw czytałam, że w restauracjach się daje napiwki (niewielkie, ale jednak), teraz czytam, że nie jest to mile widziane. Mam dawać napiwki czy nie, bo jestem zagubiona?

18 komentarzy:

  1. Ja odpisze! Ja! Ja! Mogę ja? ;-)

    Napiwki dajesz albo nie. Zależy od jakości obsługi itd, jak wszędzie. Czasem przy kasie są kubki na drobne to można wrzucić i się tym podzielą potem. Czasem dopisuje się do rachunku przy płaceniu. Ale jakoś nie ma nacisku na dawanie. Ja najczęściej daję w "zagranicznych" restauracjach, jakiś tajskich, hinduskich, tam gdzie wiem, że właściciel też pracuje i że to rodzinne jest a obsługa mi się podobała. Albo w kawiarniach gdzie mają kubki na drobne. Jeśli jest to coś większego i płacę kartą i nie mam jak dodać napiwku, to odpuszczam. Nie zostawiam drobnych przy kwitku, albo z karty odciągają albo nie.

    A co do samego artykułu to nie wszyscy ludzie są tacy sami. A Szwedzi są "zimniejsi", zwłaszcza w stosunku do obcych. Nie są to jeszcze Finowie, ale już nie Hiszpanie. Kierowcy autobusów ostatnio są szaleni, nie wiem co im się stało ale od wakacji jeżdżą jak wariaci, więc boję się jechać do Poznania ;-)
    A kierowcy samochodów nie są nieuprzejmi, przynajmniej ja nie odczułam. Jest tu takie niepisane prawo (a może ktoś je spisał??) że w kolejności ważności są rowery, wózki, piesi, autobusy i na końcu samochody. I ludzie się w miarę tego właśnie trzymają. Choć te wózki to też nie dokońca... A samochód na pasach ma obowiązek Cię przepuścić i jak tego nie zrobi to możesz spisać numery i zgłosić na policję - mandacik murowany. A mandat to nie tylko kasa ale i wpis w papierach...

    W komunikacji jest mało miejsca więc ludzie wchodzą. Chcą się zmieścić i tyle.
    Pomaga się słabszym, więc nie pomagają z natury. Obsługa klienta to też pomoc, więc się nie narzucają. Dla mnie z reguły są mili, więc może zwyczajnie źle trafiłaś :-) Natomiast jeśli ktoś poprosi to się pomaga, bo tak. Inaczej jest źle widziane. Najbardziej rozwiniętą formą pomocy to chyba są wszycy Personal Assistant dla osób starszych i schorowanych. Człowiek czy rodzina prosi a państwo załatwia.

    Kobiety mają takie same prawa, doprowadzone do ekstremum. Kobieta w ciąży to nadal kobieta, więc może stać, nikt jej nie ustąpi. Ale wózkowi już tak. W autobusach są miejsca wydzielone na wózki i trzeba się z tamtąd ewakuować gdy wsiada wózek. No trzeba i już.

    No i stolica... Oczywiście, że są zadufani. Odpowiedź prosta, to taka Warszafka ;-) Nikt nie lubi Sztokholmian (?) bo mówią poprawnie (tzn. "prawdziwym szwedzkim") i mieszka tu w okolicy mniej więcej 1/4 ludności całego państwa (tak na oko). Stolica to stolica... Ale każde miasto myśli, że jest najlepsze i pewnie tak jest, pod jakimś względem ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taką miałam nadzieję, że Ciebie wywołam do tablicy :) Czyli jest tak jak myślałam, żadnego dramatu nie ma, ot po prostu inna kultura i mentalność.

      A z tymi napiwkami, to jest jakiś zwyczajowy procent? W Kanadzie na przykład to 15%, w Europie chyba zwykle 10%. Czyli jak nie dam napiwku, bo nie będę miała gotówki przy sobie to się nikt nie obrazi?

      Kierowcy autobusów w Poznaniu to jest po prostu jakiś dramat, zapomnij, że możesz stać i się czegoś nie trzymać, z reguły musisz, mocno, obiema rękoma i nie daj Bóg nie zdążysz zanim ruszy. Jestem zdrowa i dość silna, a nie raz traciłam równowagę w autobusie. Bywają też śmieszne sytuacje (choć nie wiem czy dla samych zainteresowanych ;)), kiedyś widziałam jak dziewczyna się źle złapała rury i na zakręcie się zgrabnie okręciła wokół niej, siadając na kolanach obcemu panu :D Gdyby nie jej purpurowa twarz, podejrzewałabym, że to taki sposób na zapoznanie :))))))

      Usuń
    2. W zasadzie zgadzam się ze wszystkim :-) Dobrze, ze napisałaś "prawdziwy szwedzki". W rzeczywistości sztokholmski jest bardzo niepoprawny. Do szalu mnie doprowadza np. VART bor du? W Skåne się z tym nie spotkałam.
      Anita

      Usuń
  2. A nie sądzisz, że trochę jest tak, że jest coś za coś? Szwecja jest uznana za ogólnie zamożny kraj, gdzie ludzie żyją w dobrobycie i to niezłym. Wytłumaczenie o dawnych dystansach do sąsiadów kiedyś tam brzmi mi naiwnie, bo na przykład w takiej Kanadzie ludzie też kiedyś mieli dystanse do sąsiadów wielkości większej niż te szwedzkie, z wiadomych względów (większy kraj etc.) A jednak Kanadyjczycy są bardzo skłonni do pomocy, niekoniecznie bez poproszenia, ale jak się poprosi, to pomoc jest praktycznie gwarantowana. A zresztą też bez proszenia też. Założę się, że jako "nowych" w Kanadzie, traktowano Was miło i pewnie niejeden raz zaproponowano Wam pomoc w tym czy w tamtym, albo taką pomoc po prostu Wam dano w formie np. przewiezienia Was gdzieś (bardzo typowe, jak się nie ma samochodu) albo zaproszenia "nowych" na jakąś imprezę integracyjną i tak dalej. Więc skoro Kanadyjczycy mogą, to czemu nie Szwedzi? (jeżeli to prawda). Moja teoria skłaniałaby się bardziej do tego, że mieszkańcom zamożnego kraju nie chce się aż tak bardzo wysilać dla innych czyli pewnego rodzaju egoizm, jak w tytule. No bo zawsze jest coś za coś, prawda?
    Nie wie, czy moja teza ma jakąkolwiek siłę, ale może przysporzy Wam chociaż uśmiech na facjacie, a to już coś!
    Pozdrawiam, Alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Kanada to kraj trzeciego swiata? Nie wiedzialam;)))

      Usuń
    2. Nie wiem na czym to dokładnie polega, chyba po prostu tak jest i tyle :) Jak już pisałam, ja mam nieco inną sytuację, co siłą rzeczy w pracy jestem "włączana" we wspólne śniadania piątkowe, itd. Nie wiem dlaczego Kanadyjczykom się chce, a Szwedom nie :)

      Usuń
  3. Ale B.S., Monika! Kanada to Nowy Świat, ze względów oczywistych (!!!) Wiele rzeczy w Nowym Świecie pochodzi ze starego świata, głównie z Europy. Kanada nie miała jeszcze tyle czasu co Szwecja, aby ustalić swoje miejsce w świecie, to się oczywiście dzieje cały czas i posuwa, ale daj spokój, kiedy Szwedzi mogli mieli już tradycje i rozwijali swoje specyficzne cechy narodowe, to Kanada jako współczesny kraj jeszcze nie istniała!
    Gdzie Ty myślisz Kanadyjczycy zasięgają porad jak rozwijać na przykład transport miejski? W Europie oczywiście. To tylko jeden, dziecinny w zasadzie przykład, ale daj spokój, niech trochę Ci ta czacha poparuje! To nie boli....
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej! Podczytywalam ten blog jeszcze za czasow kanadyjskich, a tu widze - zmiana na Szwecje, czyli "moje" podworko ;-) Skomentuje (krotko) takze czesc poprzednich notek...

    Obsluga klienta - nie zauwazylam roznicy na minus, moze nie cwierkaja z usmiechem od ucha do ucha, ale informacje sie dostanie. Zreszta coraz czesciej nawet w sklepach slyszy sie "Milego dnia". Obsluga telefoniczna to inna bajka, choc tu problemem moze byc merytorycznosc pomocy - nie zawsze wiedza co mowia, takze w urzedach ;)

    Kontakt z ludzmi - najlatwiej sie rozmawia z nieznajomymi starszymi wzglednie innymi emigrantami. Z mlodymi i w srednimi wieku juz niekoniecznie. Ja gadam, bo zagaduje sama, a i daje sie zaczepic... Ale nie raz zdarzalo sie, ze patrzono na mnie dziwnie, kiedy mowilam wiecej niz jedno zdanie ;) I pewnie, akceptuje ze tak jest, w koncu "kiedy wejdziesz miedzy wrony", ale z checia uskuteczniam small talk w Polsce czy innych krajach, gdzie ludzie sa bardziej kontaktowi.

    Szwedzcy dzentelmeni - tu nie jest dobrze widziane dawac do zrozumienia, ze kobieta to slaba plec. Baardzo to niepoprawne politycznie (feminizm sie klania). Wiec sie czasami widzi laske z ogromna waliza a obok niej chlopaka spacerkiem... Z wiekiem troche mija, jak taki troche pozyje, to do jakichs praktycznych wnioskow dojdzie. W kazdym razie z tym proszeniem o pomoc to dobra rada. Aha, nie jest oczywiste, ze to kobieta przechodzi pierwsza przez drzwi, zazwyczaj nikt tu z zasady nie przepuszcza kobiet wtedy.

    Nogi na siedzeniu w autobusie np- ooo to widuje, regularnie. I nie zwraca nikt uwagi zazwyczaj.

    Grubi ludzie - moze to jakis fenomen duzego miasta/stolicy ze ludzie dbaja o siebie? Bo poza Sztokholmem jus sie otyle i grube osoby widuje duuzo czesciej. Dziewczyna z 30+ kg nadwagi we wdzianku ledwo zakrywajacym wzgorek (do tego tylko rajstopki) nie nalezy do rzadkosci. I tlumaczenie; "bo kobiety tak wygladaja", tzn maja kraglosci ;)

    Magiczne piec lat po kupieniu mieszkania (sprzedac mozna bez podatku od zysku) - nie istnieje... Ten podatek mozna rozlozyc na pare lat, jesli sie przy sprzedazy kupilo mieszkanie, do ktorego si erodzina przeprowadzila. Ale to jest zawieszenie podatku, a nie umorzenie. Tak pokrotce, bo jest to uwarunkowane wieloma sprawami. Ciebie prawdopodobnie to nie bedzie dotyczyc, tzn bedziesz wynajmowc mieszkanie?

    Maria Agdalena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkanie mi firma wynajmuje, więc mam problem z głowy ;)

      Na razie mam największego nerwa na sytuacje, kiedy mówią po szwedzku, wiedząc, że nie rozumiem ani słowa. Ostatnio na wspólnej nasiadówce tak zrobił CFO - zapytał czy znam szwedzki, odparłam że nie, po czym się odwrócił i zaczął rozmawiać z innymi po szwedzku. Ja wiem, że wiele osób nie robi tego specjalnie i czasami jest normalne, że mówią do siebie w swoim języku, podczas gdy ja rozmawiam z kimś innym. Coraz częściej widzę, ze się reflektują, że jestem w ich towarzystwie, ale czasami mają to kompletnie w dupie i tak siedzę jak sierotka i albo zagadam sama, albo pozostaje mi liczyć, że ktoś się zreflektuje, ze nie wiem z czego wszyscy się cieszą, bo nie rozumiem żartu...

      Usuń
    2. Kinga! A chodzisz na jakis kurs szwedzkiego? Doskonale Cie rozumiem, bo to okropne nic nie rozumiec, jednak powiem Ci, ze w Polsce nie jest lepiej. Ostatnio kilku Szwedow bylo wlasnie pare miesiecy w Polsce przed podpisaniem kontraktu i sytuacja byla dokladnie taka sama.

      Usuń
    3. Ciężko zadecydować o kursie, bo nie wiem jak długo tu będę. Teoretycznie miałam być do końca lutego, teraz już wiadomo, że będę dłużej, ale jak długo to nikt nie wie. Firma mi za kurs szwedzkiego nie zapłaci, a ten który widziałam kosztuje 1300zł, więc trochę mi kasy szkoda. Próbowałam samej coś porobić, ale nie mam póki co głowy do tego, może za tydzień-dwa będę mogła się bardziej skupić na tego typu rzeczach. W każdym razie, jeśli mam tu zostać nieco dłużej, to chociaż może jakieś podstawy mi się uda podłapać, bo frustruje mnie to strasznie.

      Usuń
    4. Spytaj w firmie. To w końcu i w ich interesie leży, żebyś trochę rozumiała.
      Anita

      Usuń
    5. Wg. mnie powinni Ci dać możliwość choć pol dnia w tygodniu się uczyć.
      Anita

      Usuń
  5. Zauważyłam, że tylko jedna osoba komentująca tego bloga jest myśląca - to Alicja - a pozostali, to niezbyt rozgarnięte osoby, którym nie chce się ruszyć mózgownicą i wypisują jakieś bzdury.
    Oczywiście to jest blog Kingi i Łukasza i oni tutaj rządzą, ale chyba mogę wyrazić swoją opinię, że bardzo mi się nie podobają te przemądrzałe komentarze Alicji niestety coraz częściej ukraszone docinkami, że ktoś nie myśli.
    Pozdrawiam
    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 10/10 Aga. Alicja, nawet gdyby Koale napisały o rozmnażaniu jeży będzie wiedziała lepiej, co jeże preferują. Można przywyknąć i traktować jako folklor.

      Usuń
  6. Babciu, ratunku (skąd cytat?),
    Ago, proszę Cię, nie znajduj problemów tam, gdzie ich nie ma. Docięłam Moniczce za to, że posądziła mnie, że myślę, że kraj w którym mieszka jest krajem Trzeciego Świata. Czytając moje komentarze, powinnaś wiedzieć (docinek?), że mało który kraj tak doceniam za świetność jak Kanadę właśnie. Ja do Moniki nic nie mam, chociaż to ona jest cięta jak osa, a nie ja. A Tobie życzę spokoju i niedenerwowania się. Nie ma po co.
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do ,,równouprawnienia" . Równouprawnienie = równe prawo do czegoś.
    Te codzienne gesty wobec kobiet, które mamy na przykład w Polsce to są gesty uprzejmości.

    Nie chodzi o to, że ja nie potrafię sobie otworzyć drzwi i trzeba mi z tym pomóc. Albo ja słabsza jestem, więc swojej walizki nie mogę nieść. To jest miły gest ze strony mężczyzny, jeżeli mi pomoże. Prawdziwy mężczyzna powinien chcieć się tak zachowywać, a kobieta to doceniać. Jeżeli mężczyzna nie chce być dla mnie miły, to ok, nie musi, ale mimo wszystko podoba mi się ten zwyczaj, tak zostałam wychowana.

    Odruchowo oczekuję, że mężczyzna mnie przepuści w drzwiach, taka jest zasada, że podświadomie wiemy jak się zachować. Zwyczaje się nie zmieniają szybko

    OdpowiedzUsuń
  8. Równouprawnienie czyli równe prawo do czegoś. Do głosowania w wyborach na przykład. Zostałam wychowana tak, że uważam za naturalne, że kobiety pracują. studiują, głosują, mają prawo do swoich wyborów, są równe wobec prawa itd. To nam dało równouprawnienie.

    Natomiast te wszystkie zwyczaje jak otwieranie i przepuszczanie w drzwiach to są gesty uprzejmości. Nie widzę związku pomiędzy równością kobiet i mężczyzn jako istot ludzkich, a zwyczajami. Mogę być równa w prawach z mężczyzną, a jednocześnie mogę oczekiwać, że przepuści mnie w drzwiach lub pierwszy powie cześć.

    Zwyczaje mogłyby być inne, ale nie są, więc to normalne, że odruchowo tego się oczekuje.
    Uważam, że w Polsce te zwyczaje są zachowane, rzadko się zdarza, żeby facet mnie nie przepuścił pierwszej w drzwiach lub przy wejściu do pociągu. Nawet dresiarze się tak zachowują.

    Nawet jeżeli jest dużo chamstwa dookoła, to nie zmienia faktu, że zwyczaje istnieją i obowiązują. Kiedy ktoś nie ustąpi miejsca osobie starszej, od razu jest afera, w sumie zanim ktokolwiek zdąży wstać już się robi atmosfera, że coś złego się dzieje i zazwyczaj obserwuję jak po kilka osób gwałtownie wstaje i ustępuje, żeby nie wyjść na chama.

    W innych krajach też są zasady. W Anglii trzymamy drzwi dla osoby idącej za nami. W Polsce mężczyzna przepuszcza kobietę przodem. No i nie ma co tu filozofować, zasady muszą być, bo ludzie je zawsze tworzą.

    W Niemczech zawsze ktoś brał moją walizkę, nawet jak mówiłam, że dam sobie radę, to i tak pomagali. Nie wiem czy tak zawsze tam jest, ale trafiłam na miłych Niemców.

    Gdyby nie wziął mojej walizki, to nic by się nie stało, doniosłabym ją bez problemu. Może jestem słabsza, ale nie na tyle, żeby nie wykonywać normalnych czynności. Tu bardziej chodzi o tworzenie życzliwego społeczeństwa i miłe gesty.

    A gdybym była mężczyzną to bym wolała być uważana za gentelmena. To jest duży komplement i zdecydowanie najbardziej pozytywne określenie na mężczyznę

    OdpowiedzUsuń