czwartek, 14 czerwca 2012

My, kibice :)

W końcu wypadałoby coś o Euro napisać :) Czekałam najpierw na odbiór biletów na mecz, a potem stwierdziłam, że poczekam chwilę jak się zacznie, żeby nie pisać tylko o oczekiwaniach i wojnie kibiców z nie-kibicami. Koniec z końcem nie mogłam znaleźć weny i co zaczynałam pisać, jakoś nie szło, a jak już poszło, to miejsca wystarczyło tylko na "dlaczego się cieszę na Euro" :))) Bilety zostały już zużyte, mecz w niedzielę na pięknym poznańskim stadionie zaliczony, szaleństwo piłkarskie trwa nadal i jeszcze potrwa niecałe trzy tygodnie zostawiając nas zapewne z marskością wątroby ;)

Oboje piłkę lubimy i chociaż do naszej reprezentacji uczucia miewamy mieszane, zawsze z radością witamy wszelakie mistrzostwa bądź finały Ligi Mistrzów jako idealną okazję do bezkarnego picia piwa ;) Stąd też wieść o przyznaniu Polsce i Ukrainie Euro 2012 była miodem na nasze serce. Marzyło mi się po cichu, że dożyję takiej imprezy w naszym kraju i nawet spełniło się to marzenia przed zupełną starością ;)

Oczywiście jak to u nas bywa, zaraz po informacji o przyznaniu organizacji, podniósł się lament. Że nie zdążymy, że będzie wstyd na cały świat, że nie ma kto dróg budować, bo budowlańcy siedzą w Anglii, że stadiony nie wyjdą i w ogóle dopust boży z tym całym Euro. Potem nastąpiło kilka lat doniesień na przemian budujących i ostrzegawczych, dość szybko okazało się, że wszystkich ambitnych założeń spełnić się nie uda, jednak zaczęła pojawiać się szansa, że jak Grecy zdążyli z Igrzyskami, tak my mamy szansę zdążyć z Euro.

W miarę jak gorączka rosła, a media postanowiły porzucić jakikolwiek obiektywizm i uskuteczniły propagandę sukcesu godną poprzedniej epoki, zaczęły pojawiać sie głosy zatrwożone i histeryzujące w drugą stronę. Od pana twierdzącego, że podczas Euro będzie łkał, bo kultura umrze, przez czołowe krajowe feministki obwieszczające festiwal prostytucji i samczych rozrywek, na pani redaktorce biadolącej o opakowaniu swojego ulubionego batonika kończąc (bo batonik ma opakowanie na Euro i nie ma alternatywy). Przez facebook przetoczyła się fala dyskusji z osobami, które na piłkarskie święto czekały (czytaj pisząca te słowa) a osobami, które klikały "lubię to" pod wszelkimi grupami mającymi w haśle "rzygam już Euro". Szczerze mówiąc śmieszą mnie przegięcia w każdą stronę i tak samo, jak przewracałam oczami na artykuły, w których dziennikarze próbowali od każdej jakkolwiek znanej postaci wyciągnąć opinię, oczywiście pozytywną, na temat jak nam się uda, tak samo irytowały mnie kolejne wywiady z antykibicami i ciągłe narzekanie jakie to plagi egipskie spadną na ten nieszczęsny kraj.

Po pierwsze pojawiły się zarzuty, że ścięto budżety z wielu inwestycji kulturalnych i przesunięto je na inwestycje związane z Euro. Hm. Jeśli dobrze pamiętam, wieść o organizacji Euro poszła w świat w 2007 roku, więc chwila była, żeby się mentalnie przygotować na to, że jednak te inwestycje będą priorytetowe. To się może nie podobać, ale pytanie moje - co w związku z tym? Oddać Euro? Krytyka jest bardzo łatwa, gorzej z krytyką konstruktywną, która wymaga odpowiedzi na powyższe pytanie.

Po drugie, zdaję sobie sprawę, że wiele rzeczy można było zrobić lepiej. Tylko że zamiast teraz psioczyć i wymieniać co spartolono, może lepiej po prostu zaangażować się w kolejne projekty i pilnować, żeby było lepiej. Naprawdę łatwo jest siedzieć z boku, obserwować, a potem na koniec wstać, podwinąć rękawy i "khm, khm, ok to ja teraz wam powiem co zrobiliście źle". Tak jakby po czasie, ale dzięki za wkład...

Po trzecie, główny antykibic jakiego znam czyli Oryś, zebrał swoje zarzuty w felietonie o tutaj. Nie wiem jak wygląda sytuacja we Wrocławiu, więc muszę przyjąć, że Oryś nie kłamie :) Mogę natomiast napisać co nieco o Poznaniu, również z punktu już działającej imprezy. Lotnisko jest dwa razy większe i nareszcie wygląda jak lotnisko dużego miasta. Wreszcie mamy nowy dworzec, a to dopiero początek, bo całość inwestycji jest zaplanowana na następne kilka lat. Wyremontowano ulice, które błagały o remont już od dawna. Owszem, zafundowano mieszkańcom koszmar komunikacyjny na rok, ale za to mamy z głowy remonty, które zajęłyby o wiele więcej czasu, bo bez Euro ludzie by pourywali jaja osobom odpowiedzialnym, gdyby to zrobili na raz. Mamy autostradę do Berlina, a tuż przed pierwszym gwizdkiem otwarto odcinek łączący Warszawę, więc mamy w końcu połączenie między dwiema stolicami. Naprawdę jestem ciekawa ile by to trwało, gdyby nie ciągły nacisk, że trzeba zdążyć na Euro. Jeśli chodzi o skalę kraju, bardzo dobry artykuł znalazłam w Wyborczej: Euro to skok cywilizacyjny. Ok, można powiedzieć, że te inwestycje powinny być i pewnie by były i bez tej imprezy. Pewnie by były, pytanie za ile lat.

Po czwarte, wizerunek. Szkoda, że nie można policzyć ile byśmy musieli wydać na promocję kraju, żeby osiągnąć ten efekt, który osiągamy teraz. Nie, nie jestem aż tak naiwna, żeby wierzyć w efekt Barcelony :) Ale wystarczy poczytać co się pisze, wystarczy pogadać z ludźmi na ulicach, żeby zrozumieć co właśnie się dzieje. Przyjeżdżają kibice i widzą nowoczesny kraj, są zaskoczeni przywitaniem, zaskoczeni reakcją mieszkańców, mile zaskoczeni organizacją i infrastrukturą. Jasne, że widzą też wady. Ale wrócą do swoich krajów i przy jakiejś okazji będą opowiadać jak niesamowity czas spędzili u nas. Na dodatek w Poznaniu (słyszałam, że w Krakowie już nie bardzo, nie wiem jak gdzie indziej) nie tylko chleją piwo, tylko też zwiedzają, co jest w gruncie rzeczy zaskoczeniem dla samych muzeów, które nie przygotowały niestety wszędzie dwujęzycznych tabliczek. Może kiedyś wrócą na wakacje, może przyjadą ze znajomymi na weekend powspominać. A nawet jeśli nie wrócą, wieść już idzie na całą Europę - Polska nareszcie kojarzy się z czymś innym niż wódka, kiełbasa i papież. 

Po piąte - marudzenie, że nie stać nas na stadiony. Rany boskie, wybudowaliśmy cztery. CZTERY. Tak wiem, Portugalia i w ogóle, zbankrutujemy i będziemy musieli wyburzać. Błagam, to są cztery stadiony, z czego, jeśli dobrze kojarzę, poznański i tak miał być zmodernizowany. Na tych stadionach nie będą rozgrywane tylko mecze polskiej ligi, tam mogą być koncerty i inne duże imprezy. Nie wiem jak wygląda finansowa strona utrzymywania stadionu, jak mi ktoś udostępni rachunek wyników i cash flow, to się wypowiem na temat szans finansowego sukcesu. Póki co, zarówno stwierdzenie "na pewno będą dochodowe" jak i "wiadomo, ze nie będą dochodowe", można sobie o kant roztrzaskać.

I na koniec, to co mnie najbardziej śmieszy, czyli zapowiedzi, jak to ludzie będą uciekać z miast przed szaleństwem i utrudnieniami związanymi z meczami. Warszawa pewnie ma bardziej przerąbane, ale tam i bez Euro poruszanie się po mieście jest traumą ;) W Poznaniu jednak są trzy mecze. Caaaałe trzy. W dni meczowe jest wyłączony z ruchu teren w promieniu kilometra wokół stadionu, który mieliśmy okazję zwiedzić i żadnego dramatu nie było, a wręcz byliśmy zszokowani brakiem problemów komunikacyjnych. Wierzę, że ludzie mieszkający w centrum mogą mieć dosyć band śpiewających i pijących kibiców, ale to jest mały odsetek, który ma prawo zapowiadać ucieczkę.

No, to się rozpisałam, więc relację z meczu zostawię na później. Oczywiście, że można mieć inne zdanie i nie wszyscy muszą się zgodzić z moim podejściem. Oczywiście, że jestem bardziej skłonna przymknąć oko na parę spraw, bo zwyczajnie lubię piłkę i jestem podekscytowana tym, że nareszcie tak duża impreza jest u nas. Tak wiem, UEFA to mafia i zarobi tylko ona. Tak wiem, kultura umiera. Tak, tak, za chwilę zbankrutujemy i czkawką się to odbije. Jednak ciepło się na sercu robi, jak człowiek sobie przypomni, jak parę rzeczy w tym kraju wyglądało jeszcze te pięć lat temu, a jak wygląda teraz.

PS. A w relacji z meczu podzielę się linkami na pokrzepienie serc, czyli co o nas mówią przyjezdni :)
PPS. Teraz znalazłam rewelacyjny artykuł w Financial Times o Poznaniu i do tego, co wymieniłam, dodatkowo: stworzono cztery dodatkowe linie tramwajowe, zmodernizowano 12 ulic, w tym dwie obwodnice (jedna jeszcze nie w 100% ukończona).

13 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Parę fotek jest, niestety nie wzięliśmy dużego aparatu, bo byliśmy pewni, że nas nie wpuszczą z nim. A na meczu za nami stała kobieta z taką lunetą, że aż się trochę zdenerwowałam.

      Usuń
  2. http://www.uefa.com/womensunder17/photos/photoid=1772413.html

    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja! Mam drugie życie!!! Rewelacja :))))

      Usuń
  3. Ja tez uwazam, ze bilans zysk i strat dla Polski wyjdzie po Euro 2012 korzystnie. Jest to impreza prestizowa i na pewno inaczej nasz kraj bedzie odtad postrzegany. Z tego co slysze koncertuje w Polsce bardzo wielu slawnych wykonawcow, to chyba te stadiony nie beda lezaly odlogiem?
    Toronto znow ma skladac oferte organizacji letniej olimpiady w 2024 roku. Tez jest bardzo duzo glosow przeciw!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, w Poznaniu w ogóle nie było za bardzo gdzie robić porządnych, dużych koncertów. Mamy Halę Arena, która jest nagłośnieniowym koszmarem i potem nic. Wszystkie gwiazdy jeżdżą albo do Chorzowa, albo do Warszawy na Służewiec.

      Wiadomo, że zawsze będą głosy za i przeciw, bo to są ogromne koszty, które niekoniecznie się namacalnie zwracają, a na dodatek, z tego co pamiętam i co pisał Resvaria, Toronto ma problem z budżetem i bez organizacji tak dużej imprezy. W Polsce ten aspekt wizerunkowy jest, uważam, ogromnie ważny. Podobnie zresztą jak to, że konieczne inwestycje przyspieszono, właśnie wyczytałam w Financial Times, że średnio o 5 lat później by wszystko powstało, a w samym Poznaniu parę rzeczy nie skończono by przed końcem tej dekady.

      Usuń
  4. Ale przecież mój felieton nie jest antyeurowy, tylko opisuje czym różni się eurowa propaganda od rzeczywistości ;-)

    Ja też uważam, że generalnie Polska pewnie wyjdzie na plus na tym Euro - jeśli chodzi o prestiż i takie tam, ale po prostu nie wierzę w te bajki o tym, jakich to kokosów na tym nie zbijemy.

    A fajnie, że Poznań nie miał stadionu a teraz ma, jeśli chodzi jednak o Wrocław, to miał dwa, na których utrzymanie go nie było stać, a teraz ma trzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie to kokosy zbijają restauratorzy i taksówkarze, z tego co czytałam w Poznaniu jest oblężenie i jednego i drugiego :)

      Usuń
    2. A We Wrocławiu - różnie. Jedni zbijają kokosy, u drugich spadły obroty o ponad 50% i zwalniają ludzi bo nikt do nich nie przychodzi dzięki wspaniałemu pomysłowi odgrodzenia ich od ludzi płotami - czyli mój ulubiony pomysł strefy kibica w rynku. :)

      Usuń
    3. Z tymi taksówkarzami też tak sobie: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,11945013,Wroclawscy_taksowkarze_tesknia_za_hojnoscia_Rosjan.html (chyba, że to znowu Wrocław jest wyjątkiem).

      Usuń
  5. Lomatko, bilans zysków i strat miało być. Nie wiem skąd wytrzasnelam tego dziwolaga?

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam, ze nie na temat, ale może by tak coś o Stuligroszu? Pozdrawiam i z góry dziękuję!
    Najlepiej jakieś osobiste impresje, jeśli macie. Może p. Koala u nich śpiewał?
    Pozdrawiam, go Poland!
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicjo, Pan Koala u Stuligrosza nie śpiewał :))) Na temat samego Stuligrosza nic praktycznie nie wiem, bo i chóry chłopięce są poza zasięgiem moich zainteresowań.

      Tyż pozdrawiamy :)

      Usuń