piątek, 3 lutego 2012

I oto dlaczego ludzie się leczą prywatnie...

Załamać się idzie. Wszyscy, którzy wyjechali z Polski mogą teraz złośliwie chichotać i piać nad wspaniałością swoich systemów, ale ja muszę to opisać...

Najpierw małe wyjaśnienie - Rodzicielka Moja jest lekarzem, lekarzem starej daty, który zawsze wychodzi pacjentowi na przeciw i na pierwszym miejscu stawia jego dobro. Dlatego staram się patrzeć na polską służbę zdrowia pamiętając, że tacy ludzie też tam pracują. Niestety odnoszę wrażenie, że większość jest jednak zupełnie inna i nawet Rodzicielka potwierdza, że tak niestety jest i to co jej opowiadam jest określane mianem chamstwa.


Łatwo można się domyślić, z racji powyższego wprowadzenia, że ze służbą zdrowia (czy jak to się powinno teraz mówić ochroną zdrowia, czy jakoś tak) mam do czynienia albo przez Rodzicielkę, albo przez prywatne ubezpieczenie zapewniane ewentualnie przez pracodawcę. Zresztą za wiele do czynienia mieć nigdy nie musiałam, więc historie szpitalne znałam tylko z opowiadań. Przeszedł jednak dzień, kiedy Pan Koala rozwalił kolano...

Trafiliśmy prywatnie do ortopedy z polecenia, który wiedział, że my z rodziny lekarskiej, więc miało być po znajomości, miło i przyjemnie. Z funduszu do ortopedy nie było szans się dostać, ponieważ początek roku to ogólny chaos podpisywania nowych kontraktów i przedłużone, świąteczne wakacje. Umówiliśmy się z ortopedą, obejrzał, pomacał, powyginał, stwierdził, że artroskopia będzie na pewno i zgarnął zaskakującą kwotę. Pomyślałam "cóż, może ta specjalizacja bierze więcej niż inne". Nastąpiły jeszcze dwie wizyty i umówiliśmy termin odwiedzin w przybytku szpitalnym, na który normalnie się czeka około 9 miesięcy. Domyślacie się już, dlaczego się czeka? Tak, dokładnie, przez takich jak my, którzy są wciskani po znajomości i zajmują miejsca tym, którzy nie idą prywatnie, bo ich nie stać i karnie czekają na swoją kolejkę. Jeśli ktoś chce rzucić kamieniem, zapraszam, po uprzedniej odpowiedzi na pytanie, co osoba rzucająca zrobiła by będąc w takiej sytuacji. To, ze taka sytuacja w ogóle może mieć miejsce, że jest to legalne, dzieje się za zgodą przełożonych i wszyscy wiedzą, że tak się praktykuje, jest skandaliczne. Stawia to pacjentów w sytuacji bez wyjścia, po prostu musisz iść i zapłacić prywatnie, jeśli chcesz normalnie funkcjonować. Lekarz używa sprzętu szpitalnego, pracując za swoją pensję plus opłata prywatna, która jest odpowiednio niższa od opłaty za zabieg w prywatnej klinice.

Perspektywy były optymistyczne, kolano się pięknie goiło, zapowiadało się na lekkie naderwanie, artroskopia i po bólu. W środę Koala został zameldowany do szpitala. No dobra, tak łatwo nie było. Otóż szpital jest duży, bo wojewódzki. Wchodzę do pierwszego sekretariatu na ortopedii, pani mówi, że to nie tu, a w ogóle tu są 3 ortopedie. Odparłam, że się domyślam, ale nie wiem gdzie dokładnie mam iść, szukam lekarza X, więc dokąd mam się udać. "A to po drugiej stronie". Druga strona była wg mnie drugą stroną korytarza, więc poszłam tam. Pani numer dwa spojrzała i stwierdziła "Nie wiem".
Ja: ?????
P2: No nie wiem, może po drugiej stronie.
Ja: Ale ja już byłam po drugiej stronie i tam też nie wiedzą i kazali mi przyjść tutaj. Więc może mnie pani skieruje do pokoju gdzie ktoś będzie coś wiedział?
Pani w końcu bąknęła coś o pomarańczowych drzwiach, które, na szczęście, wypatrzył Koala, bo ja już zaczynałam wpadać w szał. Znaleźliśmy nasz oddział, dostaliśmy skierowanie, poszliśmy na izbę przyjęć, gdzie dowiedzieliśmy się, że kontaktem poza szpitalnym nie może być dziewczyna, ale może konkubina, na co nie wytrzymałam i parsknęłam na cały głos :)))) Wróciliśmy na oddział, żeby w końcu się zameldować, a Oddziałowa po prostu wyszła z pokoju. Po chwili zdaliśmy sobie sprawę, że poszła na obchód, co z pewnością jest jej obowiązkiem, w przeciwieństwie do wydukania z siebie "Przepraszam, ale mam obchód, będę za 15 minut".

W końcu Pan Koala otrzymał swoje łóżko z przestrzenią życiową mniejszą niż niejeden więzień. Na sali były jeszcze 3 osoby, chłopak, który tego samego dnia był wypisywany, drugi chłopak z zabiegiem przedramienia i Dziadek 92 lata. Piszę Dziadek, bo wszyscy tam na niego mówią Dziadek :) Dziadek niestety mocno zniedołężniały, prawie ślepy, z demencją, zdany na łaskę i niełaskę ignorujących go często pielęgniarek. Z bólem serca zostawiłam Koalę, obiecując wrócić za chwilę moment. Jak wróciłam akurat kwitnął w jakiejś kolejce (chyba do anestezjologa), więc siedziałam i czekałam na korytarzu. Nie wiem dlaczego, akurat w tej części dominują pokoje kobiece i do jednej z pań przyszedł bodajże syn, taki pan w średnim wieku. Mówi pielęgniarkom, że mama narzeka na cewnik, że ją boli i żeby sprawdziły co się dzieje, bo może trzeba wymienić. "Cewnika się nie wymienia!" - "Ależ wymienia się, co dwa tygodnie" - "Proszę Pana! My tu nie som z łapanki z Rynku Jeżyckiego! My tu pracujemy długo i niech Pan nas nie poucza!"...

Na drugi dzień pognałam, żeby Koalę potrzymać za rękę przed zabiegiem, który miał być o 13:30. Przychodzę z obiadem i pytam jak jedzenie. Mówi, że nie wie, bo wczoraj na obiad nie był zapisany, kolacji nie dostał, żeby "obciachu na stole operacyjnym nie było" (pielęgniara go postraszyła, że dzień wcześniej pacjent na 5 godzin zablokował salę operacyjną, bo kupę zrobił), śniadania nie, bo niedługo zabieg. Miał wyschnięte wargi, bo nie mógł też pić. Zabrali go niemal o czasie, no i zaczęło się czekanie. Zwrócony został 2,5h godziny później z tekstem "ale zabiegu nie było". JAK NIE BYŁO???? Patrzę na niego z niedowierzaniem, a ten mi mówi, że po prostu zasnął w sali obok bloku operacyjnego, a lekarze zajęli się nagłym przypadkiem. Aha, bo na cały szpital są dwie sale operacyjne. DWIE. No dobra, nagły przypadek nagłym przypadkiem, idę pytać co dalej. Pielęgniarki nic nie wiedzą, CHYBA jeszcze dzisiaj będzie zabieg, ale one nie wiedzą, wiedzą lekarze, a lekarzy nie ma, bo są na bloku. Dzwonię do "naszego" - nie odbiera. W końcu pojechałam do domu, czekając na wieści, które nadeszły wreszcie o 23:30, że artroskopia się w końcu odbyła i teraz pacjent idzie spać.

Dzisiaj się okazało, że to niestety nie koniec. Więzadło jest zerwane w 80%, co już się kwalifikuje do rekonstrukcji, która będzie możliwa za 2-3 miesiące. W końcu dali mu jeść i pić, niestety zapomnieli o zastrzyku przeciwzakrzepowym, który dostał przed chwilą zamiast po operacji. Przez cały dzień żadna pielęgniarka nie przyszła zapytać, czy czegoś mu nie potrzeba i czy się dobrze czuje, żadna nie sprzątnęła kaczki z moczem, która stoi przy łóżku. Miał mieć dzisiaj ściągnięty dren i zmieniony opatrunek, ale stwierdziły, że zrobią to jutro. Chłopak od ramienia musiał żebrać o środki przeciwbólowe, bo się zwijał z bólu po zabiegu, a przed wyjściem kilka razy się dopominał, żeby mu wyjęły wenflon. A na korytarzu "tiu, tiu, tiu, Marysiu jak ślicznie masz dzisiaj włosy upięte" Wściekłam się strasznie, pojechałam do domu i zaczęłam szukać alternatywy. Zadzwoniłam do znanego i bardzo chwalonego szpitala z pytaniem o terminy rekonstrukcji więzadła i prawie zemdlałam jak usłyszałam "rok do trzech lat". To teraz policzmy - najpierw trzeba się dostać do lekarza, to podobno jakieś dwa miesiące. Potem 9 miesięcy na artroskopię i minimum rok na rekonstrukcję. Do tego 9 miesięcy rehabilitacji. Razem prawie trzy lata!!!!! Oczywiście można wybrać prywatną klinikę i zapłacić 8500zł :)

Siada człowiek i zaczyna się zastanawiać. Mogę dalej płacić obecnemu lekarzowi stawkę wyższą niż specjaliści w prywatnej klinice, zapłacić mu (pi razy oko) dwa razy niższą cenę za rekonstrukcję i za 2-3 miesiące wrócić do burdelu, w którym pielęgniarki mają cię kompletnie w dupie, gdzie nie czujesz się człowiekiem, gdzie zaczynasz sie zastanawiać, czy z takim traktowaniem aby na pewno czegoś nie spierdolą z opieką pooperacyjną, która jest w końcu kluczowa. Albo możesz w poniedziałek przejechać się do kliniki, popytać jak wygląda sytuacja, jeśli się przeniesiesz do nich, wybulić ładnych kilka tysięcy i zachować godność osobistą i gwarancję, że doprowadzą ci kolano do ładu. Po chwili zastanowienia wybór zaczyna być prosty. I oto dlaczego, jak kogoś tylko stać, to leczy się prywatnie, a na szpitale państwowe i państwową opiekę skazani są biedni. Nikt nie próbuje tam nic zmienić, wszyscy wiedzą, ze pielęgniarki są takie jakie są, ale nikogo to kompletnie nie obchodzi. Jedna jedyna, która obsługiwała Koalę przed zabiegiem, powiedziała, że to jest skandal co się dzieje na oddziałach (np. jeść ma przestać dopiero 6h przed zabiegiem, a nie kurwa 24h). Większość chodzi jak panie na włościach, a pacjenci się kulą ze strachu, że jak się odezwą, to potem już żadna do nich nie zajrzy.

Ale przesunęły łóżka, że w końcu ma przestrzeń życiową taką, iż nie jest narażony na wpadnięcie na dziadkową stopę zakażoną grzybicą, przy wychodzeniu z łóżka...

PS. Ja pierdolę taki Rok Smoka. Oszukali nas.

53 komentarze:

  1. Współczuję serdecznie.
    A właśnie przed chwilą czytałam u Stardust o naszej służbie zdrowia.
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  2. I szybkiego powrotu do zdrowia Koali życzę

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale burdel w tych szpitalach, jak ja nienawidzę służby zdrowia - lekarzy i pielęgniarek, którzy człowiekiem stają się tylko wtedy, gdy załącznik jest odpowiedni!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Oczywiście, jak wszędzie można znaleźć wyjątki i całe szczęście.
    A takie wredne baby, to lałabym i patrzyła, czy równo puchnie. Albo położyć je na oddziale i traktować tak, jak one pacjentów.

    Moja dentystka zawsze po wizycie mi mówi, że gdyby mnie ząb bolał, to mam do niej dzwonić i ona mnie przyjmie nawet po godzinach lub w dniu, w którym ma wolne. A robi tak od czasu, kiedy jej dentysta, który ją leczył, wysłał ją z bólem zęba na drzewo i kazał przyjść na drugi dzień w godzinach urzędowania.

    OdpowiedzUsuń
  4. A jaki czas masz ustawiony w tym blogu?

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzieki Ci Koalo za te notke:) Mnie o malo co zywcem nie zjedli za podanie linka do artykulu w WO.
    Teraz mam ochote podac linka do Twojej notki, moge?

    OdpowiedzUsuń
  6. Aga: lekarze to różnie, ale też nie mam jakiegoś wielkiego przekroju :) Może to też zależy od szpitala? Wielki moloch wojewódzki, masówka, może w mniejszych jest lepiej? Chociaż podobne historie słyszałam też o innych, więc moze jednak to standard. Rozmawiałam z Mamą o tym i ona mówi "no niestety tak już jest, wszyscy wiedzą, nikomu się nie chce interweniować, dlatego ja w szpitalu nie mogę pracować". I potem opinia o całej służbie zdrowia jest taka jaka jest. A ten proceder korzystania z państwowego sprzętu i zgarniania pieniędzy do kieszeni jest skandaliczny i mój dyskomfort moralny jest jednym z powodów, dla których się przeniesiemy na prywatne leczenie :(

    OdpowiedzUsuń
  7. A czas jest znowu kanadyjski, nie wiem dlaczego, bo go przestawiałam, czuję się ignorowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koalo, czasu nie dasz rady chwilowo przestawic, bo bloger znow namieszal:)) Od momentu kiedy dali mozliwosc bezposredniej odpowiedzi na poszczegolne komentarze (co wlasnie robie) to wszystkie blogi maja ten sam czas czyli kalifornijski. Jak dlugo to bedzie trwalo? Licho wie;))

      Usuń
    2. Hahahaha, a ja nawet nie zauważyłam, że u mnie ta funkcja też jest i odpisuję tradycyjnie :))))) Bystrzacha ze mnie :)

      Usuń
  8. Stardust: jasne, że możesz - znaczy, że ktoś zaklinał u Ciebie rzeczywistość? Muszę poszukać, bo ostatnio mam zaległości blogowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie sie po prostu obrazono na mnie, ze dalam link do tego artykulu. A moim zdaniem nalezalo sie jesli juz obrazic na kobiete, ktora ten artukul (list) napisala do redakcji.
      No ale ja sie juz chyba przyzwyczailam do tego obrazania sie:))

      Mam nadzieje, ze Koala szybko (w miare) z tego wyjdzie i jakos dacie rade.

      Usuń
  9. straszne tc co piszesz.. wspolczuje bardzo koali - biedak sie z tym kolanem nacierpi..
    kinga, jak czytam to co piszesz, to z podziwu wyjsc nie moge, ze ty tam nikogo nie opierdzielials slownie z gory do dolu!
    czy to sie wogole kiedys zmieni? bo mi nie chodzi juz o sprawe technologiczna polskiej medycyny - tylko o szacunek do pacjenta. ktory przeciez nic nie kosztuje..
    no i co dalej w takiej syttuacji? oby sie wszystko dobrze i szybko goilo. trzymajcie sie cieplo koalki!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ania: nie opierdzieliłam, bo mnie Koala prosi, żebym scen nie robiła :) Jak zobaczyłam tą przestrzeń życiową jaką mu dały, to się na wojnę szykowałam, ale mnie powstrzymał, że to nic nie szkodzi i jemu dobrze. Tak samo po zabiegu, którego nie było, sam był wkurwiony, ale powiedział "czy mogłabyś iść i się SPOKOJNIE zapytać co dalej?" Odparłam, że może być problem z tym spokojnie, ale postaram się :)

    Dzięki za życzenia, miejmy nadzieję, że za parę miesięcy już będzie po sprawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym "spokojnie" to chyba wiekszosc mezczyzn tak ma:) Moj tez ma anielska cierpliwosc i zawsze mu dobrze, a ja w takich przypadkach zaraz robie Sajgon:)

      Usuń
    2. no kurde i tu problem - kazdy siedzi cicho, bo sie boi cos powiedziec. a tu wlasnie trzeba to wszystko wytykac - ja nie mowie zeby sie drzec - ale opierdzielac dobitnie i spokojnym glosem. i sie nie dac zastraszyc...wrrr..
      sorry ze tak sie wtracam, ale jak czytam o takich szpitalnych przezyciach, to krew sie we mnie gotuje.

      Usuń
    3. Koala właśnie stwierdził, że szpital uczy asertywności :) Dzisiaj jak przyszłam, to mi z kolegą z sali powiedzieli, że pielęgniarka mu kazała zrobić porządek na stoliku, bo gazety leżą. ?????? no i zrobił, ja bym nie dała rady i już by była dyskusja z dobitnym "mój stolik, moja sprawa". Może to też jest taki mechanizm lekkiego strachu, jak zaczniesz się upominać, to cię już zleją w ogóle, więc może lepiej nie prowokować...

      Usuń
  11. Przeskanowałam ten post, o którym Stardust pisała i tak mi się skojarzyło, a propos traktowania inaczej pacjentów poszczególnych lekarzy. My podejrzewamy, że pielęgniarki tak właśnie traktowały chłopaków, bo wiedziały, że oni są "prywatnie". Jak wieźli Koalę na zabieg, to jedna skomentowała "No ładnie musiał pan zapłacić, skoro doktor o tej godzinie przyjechał", jakby to miało kurwa jakieś znaczenie. Być może, gdyby mieli wiecej niż dwie sale operacyjne i zabiegi odbywały się częściej niż w poniedziałki i czwartki, nie musiałby przyjeżdżać, bo operowałby w piątek z rana...

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuje wszystkim za wsparcie. Oswiadczam że dzis "uciekłem" ze wspaniałego szpitala. Wypisałem się na własne życzenie, oczywisice poinformowano mnie ze moze mnie spotkac wszystko co najgorsze jesli u nich nie zostane. Ale i tak wyszedłem. w domu najlepiej.
    No i nie mam pełnej kaczki przy łóżku :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, ze sie odezwales i na pewno lepiej w domu:)) Wracaj do zdrowia:))

      Usuń
    2. oczywiscie ze dobrze zrobiles - nie rozumiem tez tego przedluzanego przetrzymywania w polskich szpitalach - jezeli tylko mozliwosc pozwala - powinno sie isc od razu do domu.
      teraz pewnie cie czeka dluga rehabilitacja - to jest teraz najwazniejsze. cwicz dlugo i wytrwale:)

      Usuń
    3. Za pacjenta jest kasa ;) Nie wiedzieć czemu, w weekendy niemal się nie da wypisać normalnie, bo musisz mieć zgodę lekarza prowadzącego (nasz, już praktycznie były), nie odbierał telefonów, a wczoraj nie zostawił żadnych dyspozycji. Wpadłam w lekki szał, poszukałam odpowiednich przepisów, z których wynikało jasno, że pacjent nie jest więźniem i po wysłuchaniu zagrożeń może wyjść. No kuźwa, gdyby to nie był weekend, to szedłby do domu, dlaczego ma tam kwitnąć do poniedziałku??? Więc zadecydowaliśmy, że wypisujemy go na własne żądanie. Kaczka z moczem stała przy łóżku nadal, od wczoraj rana.

      Usuń
  13. Włosy stają na karku. Ja miałam kilka ciekawych "procedur" w czasie mojego życia w Polsce i zwykle jest to ulubionym tematem przy ognisku jak opowiadam tubylcom o niektórych moich doświadczeniach ;). Przeważne są w szoku i Polska jawi im się jako nie tylko były blok komunistyczny, ale też obraz czwartego świata pod kątem medycyny. No ale przeżyłam i teraz mam opiekę dużo lepszą za oczywiście odpowiednie $$$ i póki co, odpukać w niemalowane, mam ubezpieczenie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Aneta: ja tych pielęgniarek po prostu nie rozumiem. Dzisiaj w końcu łaskawie zdjęli Koali dren i zmienili opatrunek, jak cięli bandaż, to powiedział "au" a pielęgniarka na to: "mnie nie boli". No tylko w pysk strzelić za coś takiego, po co w ogóle taki komentarz??? W szpitalu, w którym terminy nie po znajomości są 1-3 lata podobno jest znacznie lepiej pod kątem organizacji i opieki. System amerykański akurat nie jest moim ulubionym, ale wierzę, że dla nich to, co się potrafi wydarzyć tutaj, może być szokujące...

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspolczuje. U mnie jak sama widzialas opis zupelnie roznej rzeczywostosci, ale tez oplaconej prywatnym ubezpieczniem. Na nieszczescie ubezpieczenie niedlugo szlag trafi i zobaczymy jak bede opisywac wtedy te rzeczywistosc. Tymczasem pozdrawiam cieplo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też pozdrawiamy :) Próbowaliśmy iść wyborem, który się należy jak psu buda z racji płacenia składek, po tym wszystkim, jednak wolimy się przenieść na leczenie prywatne :( A jak ubezpieczenie szlag trafi i jesteś nieubezpieczona, to cokolwiek Tobie tam przysługuje?

      Usuń
    2. Bede kombinowac. Na razie nie wiem jeszcze. Z tego co wyczytalam to tylko z glodowymi zarobkami moglabym liczyc na cokolwiek, a jak nie to trzeba bedzie placic. W pon. ide do lekarza na wizyte kontrolna to powiem mu o moje sytuacji- moze cos podpowie. Od biedjako studentce przysluguja mi wizyty w szkolnej klinice, a tam od dermatologa do ginekologa- kazdy lekarz niby jest. Wolalabym jednak nie musiec zmieniac lekarza, no i nie wiem tez jak jest w tej klinice- nigdy nie bylam.

      Usuń
    3. No to chyba pozostaje popytać o opinie o studenckiej klinice... Trzymam kciuki za znalezienie sposobu innego niż głodowe zarobki ;)

      Usuń
  16. To jest prawie niewiarygodne. Bardzo współczuję. Ja bym chyba nie potrafiła zachować tak stalowych nerwów. Zaczęłabym chyba fotografować na przykład tę kaczkę, glosno zaznaczając datę i od jakiego czasu stoi. To jest zupełnie nienormalne i nie zgadza się z moją (wyimaginowaną najwyraźniej) wizją naszego kraju. To przecież jak trzeci świat plus jeszcze chamskie podejście do pacjenta. Czy przepisy na to wszystko zezwalają?

    Pozdrawiam i życzę zdrowia.
    Alicja
    PS Czy lekarze w Polsce nadal biorą łapówki? Mam na myśli normalni, państwowi lekarze na pensjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy w przepisach jest uszczegółowione sprzątanie kaczki, chyba twórcy prawa założyli optymistycznie, że jest to kwestia oczywista... Jak tłumaczyłam lekarzowi, że chcemy wypisu na żądanie, podając kaczkę za przykład, to kolega z sali rzucił "no ale da sie coś z tą kaczką w końcu zrobić?" Lekarz się żachnął, więc dodaliśmy, że nie oczekujemy, iż on to zrobi, ale chyba nic nie zdziałał, bo jak wychodziliśmy, kaczka nadal stała.

      Nie wiem jak jest z łapówkami, bo ich nie daję, możliwe, że ten system chodzenia prywatnie i wciskania do publicznych szpitali zastąpił w części proceder łapówkarstwa. Niemniej moralnie jest to dla mnie nadal mocno dwuznaczne i dlatego z ulgą opuścimy ten system, jak już możemy, to wolimy zapłacić w prywatnej klinice i mieć jasną sytuację.

      Usuń
  17. No tak. Ja osobiście przypuszczam, że zmiany mogą wejść jedynie "od wewnątrz" czyli sami lekarze pracujący w tych placówkach powinni domagać się odpowiednich warunków, podejścia, traktowania pacjentów. Sami powinni oczywiście prowadzić. Nie jestem za strajkami lekarzy, ale chyba są rzeczy, które lekarze mogą robić aby "opanować" ten system, bo jak oni tego nie zrobią, to nie zrobi tego nikt.
    Normalnie opisałaś horror straszliwy. Może trzeba sprawdzić przepisy i podać do sądu kogo się da? Albo pozastraszać całe grupy ludzi odpowiedzialnych.
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekarze mają to gdzieś, bo albo tego nie widzą, albo nie chcą widzieć. A lekarze tacy jak Moja Mama, którym zależy, po prostu nie pracują w szpitalu, bo nie mają siły kopać się z koniem (choć próbowali).

      Usuń
  18. Nie no, bez jaj. Narzekanie na polski system to jedno, ale podawanue amerykanskiego jako dobrej alternatywy, to zart.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie ja podałam amerykański jako alternatywę. Wspomniałam o nim, pisząc do osoby mieszkającej w USA.

      Usuń
  19. czyli nic sie nie zmienilo :-( wyrazy wspolczucia dla Pana Koali! Trzymaj sie chlopie, w polskiej sluzbie to trzeba jak w tej piosence Liroya bodajze, "jak chesz byc zdrowy to lecz sie sam albo badz twardy jak Jean Claude Van Damme"...

    krotka historia z mojej przeszlosci, ktora skutecznie oduczyla mnie szacunku do polskiej sluzby zdrowia.

    mialam 13 lat. bylam sama w domu. tata byl gdzies nieuchwytny na telefon, czekalam na mame, miala wrocic z pracy. nie wrocila, za to pojawila sie sasiadka z wiadomoscia, ze mame potracil samochod i zabrano ja do szpitala, szczegolow nie znala. wiec ja w szoku, splakana, bo mi sie juz wizje sieroctwa w glowie wykluwaly, dotarlam do szpitala i pierwszego lekarza, ktorego spotkalam, zapytalam, gdzie moze byc moja mama z wypadku, on niechetnie odpowiedzial, ze moze na izbie przyjec, a ja na to, a gdzie ona jest, a on mi na to "a co ja punkt informacyjny jestem?"

    no to wylalam zale.

    trzymajcie sie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może są placówki, gdzie jest lepiej, ale po tej przygodzie, polskie szpitale jawią mi się jako pełne naprawdę sfrustrowanych i niemiłych ludzi :(

      Usuń
  20. Uff... współczuję...
    Trzymajcie się ciepło i zdrowo. Mam nadzieję, że Koalę wyleczą.

    Niestety obrazki służby zdrowia są takie jakie pamiętam jeszcze z czasów kiedy mieszkałem w Polsce, więc chyba się niewiele zmieniło. Od rodziców wiem, że załatwienie czegokolwiek w ośrodku publicznym jest trudne. Ale prywatnie też nie zawsze jest dobrze. Ja sam mam koszmarne wspomnienia z dentystami. Chodziłem prywatnie i płaciłem spore pieniądze, mimo to poziom usług był fatalny. Chodzi o samo podejście - tutaj na głowie stają, żeby po pierwsze nie bolało a po dugie, żeby leczyć zęby jak tylko się da. W Polsce od razu robią kanał albo wyrywają (nie mnie). Kiedy zrobili mi leczenie kanałowe dentysta "zapomniał" wyjąć spiralę, którą się wprowadza lekarstwo do kanału. Nie wiedziałem o tym oczywiście, bo nic mi nie powidział. W Kanadzie co jakiś czas robią rentgena wszystkich zębów, więc oczywiście spirala ładnie wyszła na zdjęciu. Dentystka była dosyć zszokowana. Musiałem zapłacić kupę forsy chirurgowi dentystycznemu, żeby mi to ustrojstwo wyjął, bo zaczęło się zapalenie. Postanowiłem nigdy więcej nie iść do dentysty w Polsce, nawet awaryjnie gdyby musiał. Żeby było ciekawiej przed przylotem do Toronto regukarnie odwiedzałem dentystę, żeby ewentualnie wyleczyć wszystko co trzeba. Dentysta zapewnił mnie (zapłaciłem mu sporo...), że wszystko OK. Po czym na miejscu w Toronto dentystka zrobiła prześwietlenie i zrobiliśmy plan pracy na następne dwa lata... tyle trwało żeby naprawić wszystko co schrzanili polscy dentyści.

    Wiem, że niektórzy narzekają na kanadyjską służbę zdrowia, bo są kolejki i problemy ze znalezieniem lekarza rodzinnego. Ale szczerze mówiąc dotychczasowe nasze doświadczenia szpitalno-lekarskie są doskonałe i bardzo profesjonalne. Niebo i ziemia w porównaniu z Polską.

    Zastanawiam się skąd się bierze ta nieczułość polskich lekarzy i pielęgniarek na ból i prywatność. Szczerze mówiąc nie wiem. I chyba nie chcę wiedzieć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie szczególnie wkurza to wszystko, bo wiem jak się starają w przychodni u Mojej Mamy, żeby pacjentowi ułatwić życie. A potem cała praca na poprawę wizerunku idzie na marne.

      Zastanawiałam się też, czy oni rekrutują ludzi z odpowiednimi cechami charakteru, czy może każdy się prędzej czy później taki staje... A ci empatyczni pracują w prywatnych placówkach. Nie wiem, ale ze wszystkich ekip, które się przewinęły podczas tego kilkudniowego pobytu Koali, trafiły się dosłownie dwie normalne i pomocne osoby.

      A co do dentystów, to nie rozumiem tego nie używania rentgena. Mamy gabinet blisko i tam pierwsze co robią, to rentgen, który mają na miejscu. Wiele gabinetów rentgena nie ma i wysyłają pacjentów tylko jak już naprawdę trzeba, a tymczasem takie prewencyjne zdjęcie pozwoliło by nie doprowadzać do poważnych sytuacji.

      Usuń
    2. W Kanadzie tez szalue nie ma. Mam podobny uraz do Koali, zerwane ACL. Po roku staran wyzebralem rezonans (pocztkowo pani lekarz probowala to zbagateliziwac). Od 4 m-cy czekam na wizyte u specjalisty. Potem oewnie za kolejne kilka moze doczekam sue operacji. Lacznie prawd. zajmie to ok 2 lat. Zastanawiam sie czy przy wizycue w Pl nie wpasc po prostu do Enelmedu, zaplacic i miecto z glowy (tu oczywiscue takuej opcji nie ma). Nero

      Usuń
    3. Rany, mnie już wkurza, że to wszystko nam zajmie rok (łącznie z rehabilitacją doprowadzoną do końca), a co dopiero kilka lat. Teraz doceniam jaki mój dawny uraz był mało upierdliwy, choć wyglądał jakby się nie wiadomo co stało...

      Usuń
    4. Anonim, teść mojej siostry miał skomplikowaną operację kolana. Byłem w szpitalu z wizytą, widziałem jak wygląda opieka, więc bez przesady. Jeśli uważasz, że można porównać to znaczy, że nie widziałeś polskiego szpitala. Nie ma systemu idealnego, bo zawsze potrzeby są większe niż możliwości albo finanse. Jednak wolę zdecydowanie system kanadyjski, z jego wadami, od amerykańskiego, gdzie wszystko jest piękne jeśli masz ubezpieczenie i jeśli ubezpieczalnia zechce zapłacić.

      Usuń
    5. Poza tym zależy wszystko od tego gdzie się mieszka. Na wizytę w szpitalu u ortopedy dla naszego dziecka dostaliśmy termin jeszcze przed jej porodem a potem zaraz po. Żadnego czekania nie było, tak samo z rehabilitacją, cotygodniowe wizyty umawialiśmy tak jak nam pasowało.

      Usuń
  21. Znajomy sąsiad - chirurg opowiadał do mojego teścia, że lekarze w szpitalach to tak naprawdę "czekają na śmierć pacjentów-szczególnie starszych", a wiecie dlaczego - bo to taniej dla szpitala!! I wspominał też, że pielęgniarki są okropnie leniwe i tu by się wszystko zgadzało. Ja nie twierdzę, że wszyscy są tacy sami, ale coś chyba w tym jest:(.
    Ostatnio w Polsce oszukano mnie jawnie o 40zł w przychodni - jednego dnia miało być 66zł, a następnego już 106zł - wszystko przez stare niekompetentne "babsztyle", które zamiast zajmować się pracą interesowały się moim życie osobistym - oj następnym razem to dyktafon zabieram i się nie dam łatwo, oj będzie wojna:)!! Trzymajcie się zdrowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego starszym ludziom już w ogóle współczuję, my jeszcze mamy jakieś alternatywy, oni są skazani. Dziadek z pokoju Koali miał coś z biodrem i nogą i jak nie dostał porządnej dawki przeciwbólowego leku, to się męczył strasznie. Chłopaki mówili, że wczoraj wył przez 1,5h zanim któraś w końcu przylazła podać mu lek :(

      Usuń
  22. Rentgen tak naprawdę jest rakotwórczy i można zrobić bodajże jedno prześwietlenie na rok, a kobietom w ciąży nie wolno wcale bo szkodzi zdrowiu, więc tylko w nagłych wypadkach powinien być stosowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle, że dawki promieniowania w aparaturze dentystycznej są minimalne a prześwietlają całą szczękę raz na dwa lata... Z kolei bez rentgena nie widać czy w zębie coś się nie dzieje, więc różnica jest taka, że tutaj zdiagnozują nawet bardzo mały problem i zaraz go naprawią. W Polsce z kolei za problem z zębem zabierają się kiedy go widać gołym okiem, czyli późno, czasem za późno.

      Usuń
  23. Tak sobie porównuje Twoja opowieść z wspomnieniami znajomych z podobnych operacji tutaj. Po pierwsze znajomy #1 miał takie naprawienie czegostam w kolanie i nie było to w szpitalu, tylko laparoskopowo u lekarza w gabinecie - kilka godzin i koniec. Ale pewnie problem był mniejszy. Po drugie tutaj pielęgniarki skaczą wokół pacjentów - bo jak nie skaczą to są bezrobotne. Po trzecie w szpitalu się nocuje tylko jak masz naprawdę poważny problem, większość takich operacji jest "outpatient". A po czwarte to o ile w szpitalu dbają o Ciebie tak ze można poematy pisać, to horror zaczyna się dopiero jak wyjedziesz i przychodzą rachunki. Niezależnie od ubezpieczenia jakie się ma - ubezpieczenie najczęściej uważa ze cześć procedur była niepotrzebna a reszta za droga. A szpital uważa ze powinno się pokryć różnice miedzy tym co zapłaciło ubezpieczenie a tym co oni chcą. Czasem ubezpieczenie pomaga i samo mówi szpitalowi żeby nie napastowac pacjenta, a czasem trzeba samemu dzwonić i prosić, grozić i krzyczeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabieg tutaj też jest laparoskopowo przeprowadzany - hospitalizacja wiąże się z obowiązkiem obserwacji 24h po wykonaniu punkcji, a później patrzą czy się coś nie paprze w ranie (no, dziurce ;)). W Polsce chyba nie ma bezrobotnych pielęgniarek, obstawiamy, że stąd tyle pomyłek w zawodzie - płaca do dupy, ale praktycznie pewne zatrudnienie, więc idą laski często z przypadku.

      O ubezpieczeniowych horrorach w USA to już legendy słyszałam, z dwojga złego to już chyba wolę zapłacić prywatnie i się potem z ubezpieczycielem nie szarpać (często pewnie z marnym skutkiem).

      Usuń
    2. Taki mały disclaimer - nie wiem czemu, ale byłam przekonana, że znieczulenie zewnątrzoponowe też się nazywa punkcją. Obecnie wydaje mi się to nielogiczne, ale tak sobie wmówiłam, więc te 24h to po znieczuleniu, a nie punkcji :)

      Usuń
  24. Szkoda mi tego starego dziadka:(

    OdpowiedzUsuń
  25. To wszystko to jakieś horrory. Stomatologia w Polsce za czasów komuny to leżała i kwiczała (o tej państwowej mówię). Ja leczyłam się prywatnie, ale nie miałam dużo do leczenia bo dzięki genom i diecie mam zdrowe zęby i właściwie jedynie niedawno leczone. Jednak trudno nie było znać tych wszystkich historii, okropne leczenie, okropne podejście, sterroryzowane potem dzieci. Nie miałam kontaktu ze szpitalem w Polsce właściwie żadnego oprócz członków rodziny czy znajomych lekarzy, ale zawsze ludzie opisywali horrory. No a najgorsze dla mnie to było łapówkarstwo. Ja wiem, że lekarz to człowiek i z czegoś musiał żyć, ale jednocześnie lekarze to inna grupa ludzi niż nie-lekarze. Mają wyjątkowo odpowiedzialny zawód, sami wybrali i muszą się pogodzić z tym, że czasem muszą się więcej napracować niż mogą dostać w zapłacie. Tak było za komuny i dlatego wykombinowali sobie te łapówki, bo nie chcieli żyć jak biedacy. I to zapoczątkowało to błedne koło... Polecam bardzo film z Gajosem pt. Tam i z powrotem (There and Back) o czasach jeszcze stalinowskich. No, ja tych czasów nie znam, ale znam z opowieści. Film jest jednych z najlepszych filmów EVER.
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  26. Nastepna horror story na temat polskiej sluzby zdrowia. Sama, nie majac zadnych innych doswiadczen poza tymi, nabytymi 20+ lat temu moge tylko napisac, ze szkoda mi Was, tam w Polsce;) Dodam, ze mam tam Mame, ktora jest na szczescie zdrowa i nie korzysta prawie wcale z dobrodziejstw niemniej jednak martwie sie bardzo o nia, coraz bardziej i bardziej. Panie Koala, mam nadzieje, ze uda Ci sie szybko wyjsc na prosta z tym kolanem, powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Rentgen w Polsce w prywatnej przychodni to koszt 60zł a w państwowych to nie wiem ile się czeka na prześwietlenie jamy ustnej.

    OdpowiedzUsuń