środa, 23 listopada 2011

Święta idą, czyli przystrajamy, czy nie przystrajamy?

Chciałam napisać posta o różnym podejściu do tego co w jakim wieku się robi, zainspirowana Przemyśleniami Resvarii, ale tam się już wywiązała dyskusja, to nie będę dublować. Wezmę Was kiedyś z zaskoczenia ;)

Monika napisała mi w mailu, że ten okres jest jej ulubionym, bo zbliżają się Święta i zaczynają się spotkania w pracy, ozdabianie domu i miły przedświąteczny rozgardiasz. Jak to przeczytałam, to zdałam sobie sprawę, że widzę różnice w świętowaniu pomiędzy Kanadą a Polską, różnice na które nigdy wcześniej nie zwracałam tak uwagi.

Zacznijmy od samego świątecznego nastroju. W Kanadzie na pewno zaczyna się wcześniej niż w Polsce. Wprawdzie tutaj już są choinki w centrach handlowych i wszystko iskrzy gwiazdkami, to jednak ludzie o Świętach nie myślą, a wręcz się wkurzają, że niedługo choinki się we wrześniu pojawią :) W Toronto sklep, w którym pracowałam, otworzył swój przedświąteczny magazyn pod koniec października i o tej porze (koniec listopada) to już mnóstwo ludzi zaopatrywało się w prezenty i już radośnie rozprawiali o czekających przyjemnościach. Zupełnie jakby nie wiedzieli co ich czeka... ;)



Im bliżej Świąt, tym nastroje są coraz gorsze i tu akurat Polska z Kanadą się doskonale zgrywają... Nie wiem dlaczego, spora część osób (w szczególności kobiet) lubuje się w traceniu sporych dawek magnezu i zmienianiu okresu przedświątecznego w nerwowy koszmar dla siebie i dla swoich rodzin. Autentycznie, im blizej było Gwiazdki, tym więcej wkurzonych i poirytowanych ludzi obsługiwałam. Mężczyźni mieli szaleństwo w oczach, kobiety były zmęczone i chętne do morderstwa. Zawsze mi się wydawało, że Święta  powinny być przyjemnością, przygotowania do nich też, więc skąd się bierze to dążenie do perfekcji zarzynające każdą pozytywną myśl dookoła? Próba uniknięcia krytyki i komentarzy rodziny? Próba zadowolenia męża, żeby Święta były takie jak u mamy? Wewnętrzny imperatyw nie pozwalający na odpuszczenie w najmniejszym stopniu? Rok albo dwa lata temu czytałam ciekawy reportaż o konfrontacji wyobrażeń świątecznych z rzeczywistością. Wniosek był mniej więcej taki, że mamy wbite do głowy, że Święta są czasem magicznym. Obrazki szczęśliwych rodzin godzących wszystkie niesnaski przy stole wigilijnym, filmy z przekazem, że nawet najgorsza awantura i tak zostanie cudownie załagodzona wieczorem, a wszyscy padną sobie w objęcia, bo nagle zrozumieją, że rodzina jest najważniejsza - to wszystko jest dużym kontrastem w stosunku do rzeczywistości. Kłótnie, docinki, złośliwości, albo na odwrót, wymuszone uśmiechy, sztywność i pilnowanie się na każdym kroku, w efekcie tworzą męczący wieczór i zmieniają Święta w obowiązek, który trzeba odbębnić. Oczywiście, że tak nie jest wszędzie, ale myślę, że spora część osób biegająca z podkrążonymi oczami przed Gwiazdką ma właśnie wizję jak to będzie i jest już wkurwiona na samą myśl. Nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale staram się unikać sytuacji, które wykańczają mnie nerwowo, dlatego uznaję, że jeśli ktoś ma powodować, że się w Wigilię czuję niekomfortowo, to ja dziękuję. Święta są po to, żeby było miło, nic na siłę :)

Druga sprawa, na którą zwróciłam uwagę, to kwestia przystrajania domów/mieszkań. W Kanadzie w ogóle każde święto jest okazją do przebierania się, zmieniania całego wystroju domu, specjalnego zestawu ozdób i zabawy ze stylem. W Polsce oczywiście też są choinki i ozdoby świąteczne, ale nie dzieje się to na taką skalę. Nie do końca wiem dlaczego, mam dwie teorie. Pierwszą jest komunizm, który jednak zabił kolory i różnorodność. Nie ma tradycji zmieniania wystroju CAŁEGO domu, bo zwyczajnie przez długie lata nie było go czym przystrajać (choć starano się, sama robiłam łańcuchy na choinkę na przykład :)) Teraz z kolei, co prowadzi do mojej drugiej teorii, jest z czym zaszaleć, ale... no właśnie. Niewielu na to stać. Może przesadzam sprowadzając wszystko do kwestii finansowych, ale myślę, że spory odsetek ludzi zwyczajnie nie ma pieniędzy na bawienie się wystrojem co roku i używa tego, co jest w piwnicy. Trochę mi tego brakuje i poważnie się zastanawiam czy nie zaszaleć w tym roku i nie przerobić całego mieszkania na świąteczny wystrój :) Jedyny problem, że jak będziemy mieli to później posprzątać, to jest szansa, że będziemy mieli Gwiazdkę do Wielkanocy :)))

A jak u Was wyglądają Święta i przygotowania do nich? Bawicie się wystrojem? Planujecie i działacie ze spokojem, czy biegacie i siwiejecie? A w ogóle, pamiętacie robione w PRLu ozdoby na choinkę? Ja najlepiej pamiętam obowiązkowy łańcuch - papier kolorowy się cięło na wąskie paski, sklejało się te paski w kółka, łącząc ze sobą :) Największym wyzwaniem było zostawienie jak najmniejszych śladów po kleju :)

W samą Wigilię natomiast zawsze ktoś mnie zabierał do drugiego pokoju (jako najmłodsza najdłużej wierzyłam w Gwiazdora) na wypatrywanie pierwszej gwiazdki, w tym czasie rodzice układali prezenty pod choinką. Przy pierwszej gwiazdce sąsiadka dzwoniła do drzwi, wszyscy wypadali na korytarz i oczywiście wszyscy widzieli uciekającego Mikołaja, tylko nie ja :) A jak wracałam do dużego pokoju, po choinką leżały prezenty, co było dla mnie niepodważalnym dowodem, że ów Gwiazdor jednak był, tylko ja go nie widziałam :)))

5 komentarzy:

  1. Juz wiesz Koala, ze ja sie w tym lubuje:) Co roku cos dokupuje i naprawde jest to dla mnie radocha:) Zdaje sobie sprawe, ze do czasu, bo przeciez nie chodzi o to aby kazdy kat w domu zawalic dekoracjami. Troche jak dziecko ale pocieszam sie, ze nie ja jedna! Choinka ma jedynie ozdoby w kolorach zlotym i czerwonym i raczej trzymamy sie tych kolorow (warianty i odcienie mile widziane) aby sie to wszystko kupy trzymalo:) Na zewnatrz tez dekorujemy ale to domena mojego pana. Przystrajamy zwykle w pierwszy weekend grudnia ale w tym roku juz mnie cos nosi i byc moze zrobie to w ten nadchodzacy. Jest z tym naprawde duzo zabawy ale ja to lubie. Gorzej, ze sprzataniem po, czesto do tego zaganiana jest mlodziez;)
    My nie biegamy i nie tracimy nerwow, moze dlatego, ze swieta sa u nas w gronie najblizszej rodziny i wszystko odbywa sie na luzie. No i nie stoje tygodniami przy garach, bo takie swieta nie mialyby dla nas zadnego sensu. To ma byc wlasnie relaks i wypoczynek. I zawsze jest!

    OdpowiedzUsuń
  2. No i mi zżarło komentarz. Napiszę później jeszcze raz, teraz jestem wkurzony:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Monika: no wiem, a jak to wyglądało w dzieciństwie w Polsce? :) Jeśli oczywiście chcesz pisać, nie chcę być wścibska, bo różne się układało kiedyś... Coraz bardziej mnie kusi. Chyba zaszaleję w tym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Koala, w dziecinstwie nie bylo szalenstwa ale choinke mielismy kazdego roku, zywa, pachnaca pod sam sufit! Lancuchy tez robilam, glownie w przedszkolu, to pamietam. Pamietam tez duzo gwiazd origami. Nie mam pojecia skad u nas w domu tyle tych gwiazd bylo, bo ja do tej pory jestem noga w robieniu origami:)Chyba ktos nam dal w prezencie, przy okazji zapytam Mamy, moze pamieta? Pod choinka stala szopka. Byly jakies stroiki na stole wigilijnym i to by chyba bylo na tyle. W ogole lampki na choike to byl produkt bardzo pozadany i trudny do dostania. Pamietam, co roku przed ubraniem choinki zawsze trzeba bylo wymieniac zarowki, bo okazywaly sie byc przepalone. Pamietam zawsze jakies trudnosci, a to brak zarowek a to nie wiadomo ktora sie przepalila i trzeba sprawdzac wszystkie po kolei (polaczenie szeregowe zdaje sie to sie nazywalo;) Tutaj co kilka lat lampki na choinke mozna smialo wymienic, bo jest to tanie jak barszcz a do tego ciagle jakies nowosci sie pokazuja. Za czasow mojego dziecinstwa mielismy ciagle te sami lampki. Pamietam tez moja babcie i mame stojaca przy garach na dobrych kilka dni i nocy (!) przed Wigilia. I potem spotkania z rodzina glownie przy stole. Jedzenie, jedzenie, jedzenie! Ciesze sie, ze jestem tutaj i nie musze swietowac przy stole:) Serio:) W Boxing Day idziemy cala rodzina do restauracji na obiad, to taka nasza mala tradycja, ktora kultywujemy od kilku juz lat. Oczywiscie pieczemy indyka na Swieta i zasiadamy przy odswietnie udekorowanym stole, wykladam swiateczna zastawe, szklo itd ale nie wyglupiam sie z robieniem nie wiadomo ilu potraw. Koala, pewnie, ze zaszalej:)

    OdpowiedzUsuń