wtorek, 5 kwietnia 2011

Hokej, czyli id Kanady

Podobno nie można w pełni zrozumieć Kanady nie rozumiejąc hokeja. Podobno też można określić charakter kraju po narodowym sporcie - amerykański futbol ma militarne formacje, a porządny, obwarowany zasadami golf jest odbiciem prezbiteriańskiej Szkocji. Bruce Kidd i John Macfarlane (dziennikarz i pisarz) twierdzili, że hokej jest afirmacją życia, dowodem na to, że pomimo przejmującego zimna, Kanadyjczycy nadal żyją.
Zastanawiałam się nad tym do jakiego sportu i kraju można tę miłość porównać i tylko futbol i Wielka Brytania przyszły mi do głowy. Miłość Kanadyjczyków do hokeja jest tak wielka, że w listopadzie 2003 roku, w Edmonton, 57 167 widzów oglądało mecz dość wiekowych już gwiazd (Wayne Gretzky, Mark Messier) przy temeperaturze -20 stopni. Znajdźcie mi większe poświęcenie :) Organizatorzy twierdzili, że gdyby chcieli sprzedać bilety wszystkim, którzy byli chętni na mecz oldtimerów i wieczorne spotkanie Edmonton Oiler i Montreal Canadiens, sprzedaliby 800tys.

Nikt do końca nie wie skąd się wziął hokej. Najwcześniejszym i najbardziej prawdopodobnym dowodem na istnienie gry jest obraz Petera Bruegla "Hunters in the snow" z 1565 roku.

Image Hosted by ImageShack.us


Faktycznie, w tle widać coś przypominającego rywalizację na lodzie. Podobno istnieje tablet pochodzący z trzeciego tysiąclecia sprzed naszej ery, z Mezopotamii, wspominający mężczyzn używających zakrzywionych kijów do przeprowadzania okrągłego przedmiotu po drewnianym ringu.

Pewne jest natomiast, że w kraju znanym obecnie jako Kanada, hokej był rozgrywany od roku 1800 - na to są dowody w zapiskach Thomasa Chandlera Haliburtona, który był nauczycielem w szkole w pobliżu Windsoru w Nowej Szkocji - opisuje on chłopców grających na zamarzniętym stawie, z "dziką przyjemnością". Natomiast pierwszy oficjalny mecz, ze spisanymi zasadami, odbył się 3 marca 1875 roku w Montrealu, na Uniwersytecie McGilla. Stanley Cup natomiast (trofeum, o które biją się co roku hokeiści NHL) został kupiony w 1892 roku za oszałamiającą sumę dziesięciu gwinei przez Lorda Stanleya i został rok później oferowany najlepszej drużynie w kraju.

Hokej ma w sobie cechy, które są uważane za najważniejsze dla Kanadyjczyków - skromność, pracę zespołową, nieustępliwość, przedsiębiorczość oraz tryumf. Albo raczej cechy, o których Kanadyjczycy lubią myśleć, że są z nich znani na świecie ;) W trakcie wielu lat, zmieniały się zasady, w latach 2005-2006 odbyła sie nawet roczna przerwa spowodowana buntem właścicieli przeciwko horrendalnym płacom, ale nie dyskutowano przez rok tylko o pieniądzach - w tym czasie po raz kolejny bardzo zmieniono przepisy. W szczegóły się nie będę wdawać, bo nie bardzo te wszystkie niuanse rozumiem :)
Prawie wszyscy ogólnie znani bohaterowie narodowi to gracze hokeja - ostatnim jest uwielbiany Sidney Crosby, który zdobył zwycięską bramkę podczas meczu o złoto na ostatniej Olimpiadzie. Oczywiście najlepsi gracze muszą być Kanadyjczykami i muszą być skromni - jest to cecha, bez której nie ma większej szansy na akceptację.

Warto też wspomnieć o wpływie hokeja na politykę - co zabawne, wpływ ten miał zawodnik, który sam siebie określał jak kompletnie apolitycznego. Mowa o The Rocket, czyli Joseph Henri Maurice Richard (nie odmieniam przez przypadki tego długachnego imienia i nazwiska ;)), zawodnik grający dla Montreal Canadiens w latach  latach 1942 - 1960, uwielbiany przez tłumy za pasję, którą wkładał w grę. Rocket Richard jest uważany za przyczynek tzw. Zamieszek Rocketa (Rocket Riot), które są zgodnie przez historyków uznane za wstęp do Cichej Rewolucji (Quiet Revolution), która zmieniła pozycję Quebecu - jego mieszkańcy zmienili się z robotników w menedżerów, z obywateli drugiej, w obywateli pierwszej kategorii. Zamieszki miały miejsce w 1955 roku, pod koniec sezonu, w którym Rocket błyszczał i piął się po szczeblach prowadzących do statusu narodowego bohatera. Jego wyniki zapowiadały, że wreszcie otrzyma upragnione The Art Ross Trophy, nagrodę dla najlepszego strzelca ligi. Podczas meczu przed Dniem Świętego Patryka, Rocket wdał się w bójkę z Halem Laycoe, a był znany ze swojego wybuchowego charakteru. W dużym skrócie Laycoe pacnął Rocketa kijem w głowę, więc Rocket mu oddał, zaczęli się okładać, a gdy jeden z sędziów liniowych złapał go, umożliwiając Laycoe kontynuowanie ataku, Rocket chlasnął również jego. Po całej walce wyglądał tak (nie nosili kasków tedy!!!):


Image Hosted by ImageShack.us


Wszyscy wiedzieli, że Rocket tym razem się doigrał, nie wiedzieli tylko jak bardzo. 17 marca 1955 roku ogłoszono, że gwiazda Montrealu zostaje zawieszona do końca sezonu, co nie było by takim dramatem (zostały trzy mecze), gdyby nie rozciągnięto kary na play-offy i nie oznaczało to końca marzeń o The Art Ross Trophy... Informacja została przekazana przez prezydenta NHL Clarence'a Campbella, który był wysoki, blady i baardzo angielski... Reszty się możecie domyślać :) Zdając sobie sprawę z sytuacji, policja poprosiła Campbella, żeby nie przychodził na mecz 17 marca, a przynajmniej nie zajmował swego zwykłego miejsca. Campbell nie posłuchał - najpierw został obrzucony jajkami i pomidorami, a po pierwszej kwarcie podszedł do niego człowiek, wyciągając rękę. Odruchowo też wyciągnął swoją, przygotowany na uścisk dłoni, w zamian dostał siarczysty policzek. Inny mężczyzna uderzył tego, który zaatakował Campbella i iskra trafiła na podatny grunt. Wybuchła bomba gazu łzawiącego, powodując ogólną panikę i ludzie wylegli na ulicę. Ktoś rozbujał i przewrócił samochód, inny miał transparent "Sprawiedliwość dla francuskiej Kanady", ktoś zabrał się za demolowanie auta policyjnego, niszczono sklepy, wybijano szyby, cudem nikt nie zginął. Tej nocy wydarzyło się coś, co koniec z końcem nie miało nic wspólnego z zawieszeniem Rocketa - rozpoczęto rewolucję, najpierw głośną, potem cichą, która doprowadziła do zmiany statusu francuskiej części Kanady. 


W 2005 roku, w 50tą rocznicę wydarzeń, CBC wyemitowało takie oto wspomnienie:



Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Zastanawiałam się nad fenomenem Tima Hortonsa - co zadecydowało o tak wielkim sukcesie tej sieci serwującej dość mocno rozwodnioną kawę i przepyszne pączki. Ceny? Naprawdę dobre słodycze? Moja ekonomiczna głowa pękała w szwach - przecież takich sieci jest mnóstwo, co przyciągnęło Kanadyjczyków do Hortonsa tak bardzo, że tłumnie przybywają do niego codziennie o każdej porze dnia i nocy? No i się dowiedziałam - Pan Koala mnie olśnił, że Tim Horton był hokeistą! Urodzony w 1930 roku, zginął w wypadku samochodowym w 1974, będąc pod wpływem alkoholu i popularnego wówczas narkotyku złożonego z amfetaminy i barbituranów. Pochowano go dosłownie rzut beretem od nas, na York Cemetery - brawa dla mnie, nawet nie wiedziałam, że mamy pod nosem cmentarz, a co dopiero, że taka gwiazda tam leży.
W trakcie swojej kariery grał między innymi w Toronto Maple Leafs, był również biznesmenem, który razem ze wspólnikiem (który po śmierci Hortona poślubił jedną z jego czterech córek), otworzył pierwszego Hortonsa w 1964 roku, w Hamilton, Ontario. Obecnie sieć ma ponad 2700 punktów w Kanadzie, ponad 556 w Stanach, obecna jest też w Wielkiej Brytanii. 


Image Hosted by ImageShack.us


I tak oto zagadka wyjaśniła się w prosty sposób, że też na to wcześniej nie wpadłam, przecież to musiało mieć jakiś związek z hokejem! :)))


W powyższej notce podpierałam się informacjami wyczytanymi w książce Roya MacGregora "Canadians. A portrait of a Country and Its People". Wszelkie pretensje i różnice w poglądach proszę więc kierować do Pana MacGregora ;)))

54 komentarze:

  1. Nie odzywam sie ostatnio, bo dla mnie sport to czarna magia:)) A juz ogladanie czegokolwiek zwiazanego ze sportem nawet w bardziej przyjaznej temperaturze niz -20C jest poswieceniem:)))
    Niedawno otworzyli punkt Hortona bodajze na 6 alei i 38 ulicy na Manhattanie. Nigdy wczesniej nie widzialam Hortona w NYC. Czy lubie? Nie przepadam, jak juz musze to wole rodzime DD, chociaz ostatnio tez schodzi na psy:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Stardust, Tim Hortons'ow jest w NYC kilka, bylismy, widzielismy, pilismy:))))Nie powiem Ci gdzie dokladnie ale jak lazilismy po Manhattanie to kilka zaliczylismy:) A ze Tim Hortons byl hokeista, to tez nie wiedzialam:)))Musze zapytac mojego starego czy on to wiedzial!
    A jeszcze a'propos Tim Horton to wlasnie dzis oglosili, ze ceny ida do gory wlasnie z TH 11 kwietnia:((( Przy okazji tez sie dowiedzialam, ze w Mississauga duza kawa kosztuje $1.52 a w Toronto $1.58. Cos takiego, taka dyskryminacja!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. W Starbucksie i Second Cup też ceny idą w górę, kawa ostatnio bardzo podrożała na rynkach i ma być jeszcze droższa. Ceny kawy w TH są różne w różnych miejscach jak mi się wydaje. Po drodze do Nowej Szkocji i na PEI zaliczyliśmy sporo przydrożnych TH i były różne ceny. Poza tym w Quebecu TH kawę podają w glinianych kubkach a śniadanie na talerzu, co bardzo mi się spodobało.

    Gdzieś czytałem, że Tim Horton założył ze wspólnikiem kawiarnię, ale potem wspólnik go spłacił i dalej już sam rozwijał sieć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Stardust: z ręką na sercu muszę przyznać, że kawa w TH to lura ;) Ale ostatnio koleżanka stwierdziła, że to mi się tak wydaje, bo jako Europejka piję mocniejszą kawę - co racja to racja, choć jak na standardy europejskie piję średnią. Lubię czasami pączka albo muffinka wciągnąć, chociaż dla mnie słodycze tutaj są nieco za słodkie - do kawy jednak pasują. Reasumując - za często nie korzystam, bo jak rano widzę te tłumy stojące w kolejce, to stwierdzam, że jednak mi się aż tak bardzo nie chce tej kawy pić ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Monika: skandal z tymi cenami u Was! ;) Ciekawe o ile podniosą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Resvaria: na logikę wydaje się, że powinni różnicować ceny, choć na mój gust i tak jest tanio. Ale dla mnie wiele rzeczy jest tanich i się dziwię jak Kanadyjczycy narzekają, że drogo - oni po prostu pamiętają czasy jak było jeszcze taniej.
    Tak, współwłaściciel TH wykupił udziały Hortona za bodajże milion. Po ożenku z córką Hortonówną wprowadził z powrotem Hortonów do firmy, a żona Tima jest z kolei właścicielką jednego z punktów, ale nie wiem czy ma jakieś udziały czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  7. U TH najbardziej podoba mi sie ich 'goscinnosc' - zazwyczaj w lokalu sa tabliczki "cieszymy sie, ze wpadliscie, ale nie siedzcie dluzej niz 20 minut" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. E tam, tabliczki są, żeby móc jakby co się pozbyć "trudnych" klientów. Jeszcze się nie spotkałem z tym, żeby komuś liczyli czas.

    Kawa jak dla mnie nie jest lurą, ale to kwestia gustu. Ostrzegam, że w Stanach przy granicy z Kanadą (NY) rzeczywiście jest lura. Po tygodniu picia czegoś takiego marzył mi się TH. Całe szczęście był zaraz za granicą:)

    Słodycze są słodze i mniej słodkie. Raisin tea biscuit, old fashioned plain donut, sour cream plain donut itp. są mało słodkie. Tak samo whole grain muffins. Polecam zwłaszcza te z różnymi jagodami, bran i orange/carrot.

    Natomiast to z lukrem na górze przerasta moje
    możliwości.

    Koala, myślę, że to nie tyle tu jest tanio co po prostu Polska i Europa mają ceny z kosmosu:)

    OdpowiedzUsuń
  9. PS. Poza tym przez ostatnich siedem lat ceny jedzenia naprawdę poszły tutaj sporo w górę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Resvaria: Smakowo wolę Starbucksa. Cenowo Hortonsa :) Te mufinki bardzo lubię, pomarańczowo-marchewkowe na razie wygrywają. Lubię czasami maple dip do kawy wciągnąć, ale naprawdę czasami, to jest słodycz nie do przejścia na co dzień. Pan Koala kocha boston cream, nie rozumiem tej miłości, ale ona istnieje :)

    Co do cen, to Polska na pewno, co do Europy to ciężko mi powiedzieć. Sporo osób mi opowiada, że teraz jest drogo, co ledwo mi się mieści w głowie - oczywiście, że są rzeczy droższe i drogie, ale tak ogólnie nadal jest tu tanio. W porównaniu. Albo, jak piszesz, normalnie po prostu, bo chyba o to właśnie chodzi, żeby człowiek pracujący za niewiele ponad minimum był w stanie z tego wyżyć na normalnym poziomie. Tak z ciekawości, ceny jedzenia poszły w górę, a pozostałe? Takie pierdoły do domu, środki czystości, noże, talerze, ręczniki i tak dalej?

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonim: i tak większość na wynos bierze, albo drive-sru :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam sie z Resvaria, ceny jedzenia poszly strasznie w gore! Zwlaszcza od poczatku 2011 roku skoczyly z kopyta. I tak dla przykladu: mleko 2%, 4 l bylo w Costco po 3.99 teraz jest juz 4.49. To niby nie tak duzo ale z kazdego produktu sie uzbiera. Inne rzeczy Koala tez poszly w gore ale jak czesto kupujesz noze, reczniki czy talerze? Ciuchy tez i ja to bardzo widze, na przykladzie marki Mexx - zrobila sie ze srednio drogiej, nagle w nowym sezonie bardzo droga. No i cena benzyny ale to odzielny rozdzial, zreszta od tego biora sie wszystkie inne podwyzki. Jak przyjechalam do Kanady 20 lat temu to 1 litr benzyny kosztowal....0.49!!!!
    Kawa TH nie jest wcale lura, kwestia gustu i chyba przyzwyczajenia;)Slodycze z TH jadamy sporadycznie. Od kawy jakoby jestesmy uzaleznieni i chyba nie jestesmy tutaj wyjatkiem;)))Starbucks'a nie cierpie, ma jakis cierpki, spalony podsmak, ktorego wprost moj organizm nie toleruje!

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy przyjechaliśmy do Kanady w 2003 roku benzyna byla po 69 centów o ile mnie pamięc nie myli. Tyle, że dolar amerykański był proporcjonalnie droższy, kanadyjski był wart cos 70 centów amerykańskich, przez co kupowanie czegokolwiek w Stanach było drogie. Teraz to się oczywiście zmieniło. Myślę, że kurs dolara częściowo tłumaczy dlaczego Kanadyjczycy uważają, że w Kanadzie jest drogo. Te same produkty w Stanach kosztują często 10-30% mniej. Wejdź sobie na przykład na stronę Home Depot w obu krajach i porównaj ceny tych samych narzędzi. Coś co w Stanach kosztuje $299 u nas często jest po $399, plus podatek rzecz jasna. Dlatego tak popularne są zakupy w Stanach.

    Ciuchy u sąsiadów są o wiele tańsze. W czasie wakacji w Adirondacks poszliśmy do jakiegoś outletu Gapa. Za dwie pary spodni płóciennych khaki zapłaciłem mniej niż u nas kosztuje jedna para...

    W Kanadzie częśc cen poszła też w dół. Na przykład potaniały książki (ludzie zaczęli bojkotować księgarnie i zamawiać przez Amazona ze Stanów), obiektywy, części komputerowe i elektronika, niektóre narzędzia itp. Ale jedzenie, kosmetyki, benzyna, prąd, karty na metro i inne takie poszły bardzo w górę.

    Nabiał i mięso w porównaniu ze Stanami są w Kanadzie w ogóle drogie, ale za to w kanadyjskim mleku nie ma hormonów i antybiotyków, więc osobiście wyższa cena mi nie przeszkadza.

    A no i ceny domów w Toronto... Nasz dom odkąd go kupiliśmu dwa lata temu zwiększył swoją wartość mniej więcej o 25%!! Oczywiście nie każda dzielnica Toronto ma takie wahania, nasza jest "up and coming", więc ceny idą w górę bardziej niż gdzie indziej, ale i tak nie zazdroszczę tym, których dopiero czeka kupowanie pierwszego domu...

    A na koniec podatki. Odkąd nasz ukochany premier ontaryjski wprowadził HST wiele cen automatycznie poszybowało w górę. Ciekawe czy wyborcy go za to ukarzą na jesień, mam szczerą nadzieję...

    OdpowiedzUsuń
  14. Boze, Wy to znawcy jestescie:)))) Ja kawe pije wlasnej roboty, tak w domu jak w pracy, wiec kupna kawa tylko w przypadkach absolutnej koniecznosci. Glownie dlatego, ze z kupnych smakuje mi tylko kawa w DD. Starbucksa nienawiedze z calego serca i gdyby to byla jednyna kawa na swiecie to przestalabym pic kawe. Wszelkie ciastka, ciasta i slodkosci sa na moj smak wszedzie za slodkie. Jak jestesmy dlugo w trasie i skonczy sie juz termos kawy domowej to stajemy w DD i tam kupujemy kawe i ja bowtie, a Wspaniay coffee roll, to jedyne dwa dounuts jakie jemy:))). Ale ostatnio te z DD zeszly na psy, no ale raz na rok, da sie przezyc:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Sorry Stardust ale nie lubie DD!!! Jak bylismy na Florydzie to warunki zmusily nas niejako, bo ten stan nie "dorobil" sie jeszcze TH;)))) A szkoda. Wiesz, my tez pijemy w domu, bo rano w weekendy to juz taka nasza tradycja, w domku swiezej kawy zaparzyc.... Ale jak jestesmy on the run, co sie zdarza czesto, to nie ma nic lepszego niz swieza kawa od Timms'a:) My to chyba wszystkie lokalizacje TH znamy w promilu 20 km od naszego domu. Nie zartuje. A jak jedziemy w trase po Kanadzie, np czesto jezdzimy do Thunder Bay, bo to rodzinne strony mojego partnera, to nie ma Timms'a na trasie, ktorego bysmy nie znali. Nie ma nic lepszego niz zatrzymac sie gdzies na pustkowiu i napic sie swiezej kawy. Termosu to my nawet nie mamy;)))

    OdpowiedzUsuń
  16. To chyba trochę błąd porównywać kawy europejskie do północnoamerykańskich. Tutejsze, a szczególnie ten TH to już kawa kultowa smakowo, ale wiadomo, inna niż europejska. Nie da się porównać. To jakby inny napój. Dla mnie amerykańskie kawy są jak najbardziej na miejscu w trakcie podróży samochodem, właśnie pragnę tych lur, tych brązowych napojów, a nie espresso. Espresso to i tak najlepsze jest we Włoszech, więc po co oczekiwać go w USA czy w Kanadzie.

    Co do hokeja, mam ciekawą anegdotkę. Mąż jest kanadyjskim Szwedem, ale swoje kanadyjskie doświadczenie zaliczył i hokeja też, głównie kibicowanie Maple Leafs. Ostatnio w czasie igrzysk olimpiskich w Vancouver, mąż kibicował amerykańskiej drużynie, no jako, że tu mieszkamy etc. Ja z kolei kanadyjskiej! Kiedy dowiedzieli się o tym kanadyjscy znajomi i przyjechali w odwiedziny tuż po igrzyskach, jakoś tak w marcu ubiegłego roku, przywieźli dla nas prezenty związane z igrzyskami. Każde z nas dostało te specjalne czerwone rękawice, a mój mąż dostał to wdzianko określone jako "sweatshirt" w kolorze czerwonym z białymi literami i numerem...no właśnie Sidney Crosby. Z prezentem owym łączył się nakaz pójścia w miejsca publiczne w naszym mieście w USA w tym właśnie wdzianku. Mój mąż spisał się bardzo, bo w bluzie chodził, wzbudzając jednocześnie zainteresowanie sobą. A pamiętacie komu kibicował!

    Pozdrawiam, Alicja

    OdpowiedzUsuń
  17. nie odzwywam sie czesto, ale sledze z daleka ;-)
    no ale jesli o kawie dyskutejecie, to musze cos skrobnac. jak dla mnie TH jest troche dziwny w smaku, nie calkiem lurowaty, ale taki kwasnawy, wiec zdecydowanie wole starbucks. generalnie jednak, odkad nabylismy maszyne do espresso, nasze domowa kawa smakuje mi najlepiej.

    ach, no i musze to napisac, jak ja lubie komentarze Alicji ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Monika: kawa ma być cierpka, a w TH to słodka woda z mlekiem ;) Ale na poważnie, przynajmniej każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie :) Benzyna to nawet była tańsza jak my przyjechaliśmy - 1,01, a teraz? Prawie 1,3 dzisiaj widziałam, w ciągu prawie siedmiu miesięcy!

    OdpowiedzUsuń
  19. Resvaria: czyli raz, ze ceny poszły w górę, dwa że jest porównanie do USA. To sie nie dziwię, że narzekają...

    OdpowiedzUsuń
  20. Stardust: ja rzadko pijam poza domem/pracą, bo nie lubię za bardzo chodzić z tymi kubkami. Ze swoim jeszcze czasem mogę, ale z obcymi nie bardzo :) Natomiast spróbować muszę :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Alicja: smaku nie porównuję, ale moc chyba się jednak różni.
    Pomysł z koszulką rewelacyjny! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Atsanik: przy espresso wymiękam, moje biedne serce dostaje zadyszki :) Ale własna porządna maszyna do kawy w domu - jak będę duża i bogata to na pewno sobie sprawię :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kawy nie slodze i mleka dodaje minimalnie i to najlepiej "cienkiego" 1%-owego wiec nie chodzi tu o poslodzona wode z mlekiem;)) Kawa ze Starbucks jest jednak bardzo specyficzna, chyba nie mozesz zaprzeczyc? Nie wnikam juz czy ktos lubi czy nie. A espresso to juz calkiem inna para kaloszy, lubie bardzo ale niestety pijam sporadycznie, bo mi tez serce kolacze;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Zapomniałam jeszcze dodać, że świetnie, że wkleiłaś obraz Buegla (Starszego zresztą). Jego obrazy pokazują wiele ciekawych rzeczy o których wiemy, że były wtedy, dlatego właśnie, że on je namalował. Chyba właśnie u niego pojawia się pierwszy malunek wózka inwalidzkiego oraz tzw. chodzików dla inwalidów. Kilka chorób jest oczywistych z jego obrazów przez to jak dokładnie ukazał obraz ludzi czy też ich postawę (posture). Dla mnie jego obrazy są zawsze szalenie ciekawe i super, że właśnie to znalazłaś, a nawet jak było to w książce o której piszesz, to też świetnie.
    A wiesz, że Indianie amerykańscy (szczególnie środkowa Ameryka) grali w grę z której chyba wywodzi się koszykówka? Była to gra strasznie okrutna, zdaje się przegrywających zabijało się czy coś takiego. Coś takiego? Otóż są przypuszczenia, że czasem odcięte głowy zakładników czy słabszych zawodników służyły jako ....piłka. No właśnie. Mieli jakieś tam piłki gumowe, stąd rozwój kauczuku tam, no ale mieli też i te...inne piłki. To była taka prehistoryczna koszykówka, bo pewnie zupełnie inną oficjalną datę podaje się na początek obecnej koszykówki.
    Pozdrawiam. Alicja

    OdpowiedzUsuń
  25. O, ja też o kawie lubię dyskutować. Rozśmieszył mnie bardzo komentarz Moniki, że kawa Starbucks ma "jakis cierpki, spalony podsmak." Chyba dlatego, że przez wiele lat dosłownie nie znosiłam tej kawy, dokładnie tak samo bym ją opisała. Ale potem pracowałam blisko Starbucksa i kilka razy miałam "potrzebę" na kawę i zero innego wyboru i nie wiedzieć kiedy się uzależniłam. Uzależniłam, że ich kawa była dla mnie najlepsza i im bardziej cierpka i gorąca, tym lepiej. No ale jak zmieniłam pracę i przestałam pić, bo nie było mi po drodze, to mi z czasem przestała aż tak smakować. DD zawsze była moja ulubiona, tzn. do czasu miłości do Starbucks. Teraz miłość do Starbucks mi przeszła, a ta do DD nie do końca wróciła. W domu piję kawę parzoną w French press i bardzo lubię. TH u nas się pootwierał na prawo i lewo, ale jakoś mi nie po drodze. Kilka razy piłam, ale kawa nie wywarła na mnie wrażenia, ani pozytywnego, ani negatywnego. Natomiast jeśli chodzi o kubki, to wszędzie chodzę ze swoim i proszę o napełnianie. Sprawdza się to naprawdę dobrze z podróżach służbowych, bo przeciętnie zaoszczędzam 3-4 styropianowe/plastikowe kubki dziennie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Monika: no ja właśnie nie wiem za bardzo o co chodzi z tym Starbucksem, aż sie przejdę z ciekawości, bo nie pamiętam, żeby mi coś w smaku nie pasowało. Aha, ja lubie sporo mleka i trochę cukru :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Alicja: obraz był wspomniany w książce, więc mnie zaciekawiło jak wygląda. Kiedyś czytałam, że historia medycyny często właśnie opiera się na obrazach, na których można znaleźć choroby nękające sportretowane postaci. Temat bardzo ciekawy, tylko znaleźć czas, żeby zgłębić wszystko co ciekawe ;)

    A z koszykówką idealnie trafiłaś, bo mi kolega z zaprzyjaźnionego bloga zaproponował, żebym teraz zgłębiła tę dziedzinę, więc pewnie jak skończę MacGregora to poszukam czegoś na ten temat. A do MacGregora jeszcze wrócę, bo bardzo mnie jego opinie zaciekawiły - ujął w bardzo zgrabne słowa to, co mi się kołatało po głowie i co zaobserwowałam i gdzieś tam czułam, ale nie umiałam tego zwerbalizować. Bardzo wiele spraw mi się rozjaśniło, ciekawa pozycja.

    OdpowiedzUsuń
  28. Aneta: no właśnie, kawa musi być cierpka, dla niektórych mniej, dla niektórych więcej, ale cierpkość ma być i tej wersji będę się trzymać ;) Nie wiem co to DD - Dunkin' Donuts?
    Ze swoim kubkiem mam problem - mam dwa, ale chyba jednak nie jestem wielką fanką chodzenia z kubkiem, próbowałam w zimie i zawsze miałam sajgon - słuchawki, kabelki, torebka, rękawiczki, aarrrgghhhh. Może w lecie mi lepiej pójdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Koala: Tak, DD to Dunkin Donuts. Co do kubka to rozumiem, na ja raczej nie CHODZĘ, tylko JEŻDŻĘ z tym kubkiem ;). Acha, poprawka: kiedyś chodziłam. Miałam go karabińczykiem przypiętego do torebki.

    OdpowiedzUsuń
  30. "Miałam go karabińczykiem przypiętego do torebki."

    No że też Ci się kawa nie wylewała ;)))))

    OdpowiedzUsuń
  31. Jak znam Anetę i jej ciekawe sprzęty, to kubek był wodoszczelny:)

    Porównywanie kawy domowej do tej na zewnątrz chyba nie bardzo ma sens. Apples and oranges, jak mówią miejscowi.

    Ja kawę w domu i pracy robię zwykle czarną z odrobiną brązowego cukru i lubię mocno paloną. Za to na zewnątrzy nigdy nie piję z cukrem tylko zawsze ze śmietaną, nie lubię z mlekiem, chyba, że to latte. Brzmię jak snob kawowy? Niestety na punkcie kawy i herbaty mam bzika i wymagania dosyć specyficzne. W domu robię albo z małego włoskiego ekspresu, który się stawia na piecu albo z maszyny do espresso i wtedy robię americano, bo espresso moje serce też przyprawia o apopleksję. W pracy muszę się męczyć z normalnym ekspresem, za to mam swój osobisty na biurku (mam dwa biurka).

    Mój snobizm kawowy objawia się też tym, że nie piję kawy, która była zaparzona więcej niż kilkanaście minut wcześniej, co niestety jest plagą wszelakich kawowych miejsc. W TH robią świeżą co chwilę, dlatego lubię. Kiedy stoi dłużej to wytrącają się w niej substancje smakowe, które mi nie pasują.

    Najbardziej lubię kawę świeżo paloną. Czasem kupujemy zieloną kawę i prażymy przed parzeniem w piekarniku, ale w domu kawę pijam właściwie tylko w weekendy, więc mi się nie chce rano bawić w prażenie. No więc kupuję prażoną w ziarnach, trzymam w zamrażarce i mielę tuż przed parzeniem. Mniam mniam...

    A pomyśleć, że wpis był o hokeju...
    Skoro o hokeju mowa to dzisiaj w radiu CBC słyszałem, że firma która produkuje sprzęt do hokeja właśnie postanowiła zamknąć fabryki w Quebecu i oczywiście przenosi produkcję do Chin. Jak tak dalej pójdzie nic już nie będziemy poza Chinami produkować.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja tez jestem snob kawowo/herbaciany:) TH musi byc swieza i jak kupuje w godzinach rzadziej uczeszczanych przez fanatykow kawy, to po prostu pytam czy dopiero co parzona. Tez nie lubie smaku kawy, ktora stoi i sie grzeje dluzej niz 15 minut;)Herbate (zielona - parzona w imbryku) pije tylko w pracy i w domu. Nigdzie takiej dobrej/esencjonalnej nie serwuja;)
    Kawe w domu parzymy w szklanym percolator, jest wysmienita! Niestety, nigdzie w sklepie czegos takiego nie mozna juz dostac, tylko na eBay. Nie mam pojecia czemu juz tego nie produkuja??? Najwiekszy problem z czesciami, ktore czesto sie tluka, jako, ze sa szklane:(
    www.pyrexlove.com/flameware-pyrex-coffee-percolator-7754-7756-7759/glassware/

    OdpowiedzUsuń
  33. Monika, już trąbiłem o tym kilka razy, ale nigdy za wiele. Bardzo polecam wizytę w Merchants of Green Coffee. Prażą na miejscu i podają kawę, która jest po prostu nie do opisania w smaku:
    http://www.merchantsofgreencoffee.com/
    A poza tym ceremonię kawową w jakiejś dobrej knajpie etiopskiej, mmniam mniam...

    Na punkcie herbaty też mam fioła. Ale to temat na osobny wpis, nie chcę uprowadzać koleżance bloga.

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja uwielbiam herbatę - swoją drogą gdzie można kupić sypaną, czerwoną herbatę tutaj? W supermarketach nie widzę, jeśli już to mają zieloną :( Moim marzeniem jest czajnik, który mamy w sklepie, z wyborem temperatur na różne rodzaje herbat.

    Co do kawy, to, hm... Możliwe, że nigdy nie piłam naprawdę dobrej, ale rozpoznaję różnicę tylko między czymś normalnym a bardzo niedobrym :))) Nigdy w życiu nie określę, czy kawa stała dłużej niż 15 minut, czy nie :) Swoją drogą, przeprowadziłabym na Was ślepy test, ciekawe, czy bylibyście w stanie rozróżnić ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Aa, jeszcze chciałam dodać, że bardzo lubię kawę z tego włoskiego czegoś co się na piecu stawia :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Oczywiscie kubek byl przepiety karabinczykiem kiedy nie byl uzywany :D.

    Ja tez herbate bardzo lubie. Pije sypana, parzona w zeliwnym imbryku i tez tylko w domu, bo praktycznie nigdzie nie mozna kupic naprawde dobrej herbaty. Nie wiem gdzie w Kandzie kupuje sie sypana, ale w Stanach np. w Wegmans (na wage) lub Teavana.com.

    OdpowiedzUsuń
  37. W Toronto duzy wybor herbat ma Teaopia:
    http://www.teaopia.ca/

    A poza tym bardzo polecam klasyczny sklep z herbatami, kawami i przyprawami przy Kensington Market. Na rogu Augusta Ave i Baldwin St.
    Zaraz obok przy Augusta jest Jumbo Empanadas, jesli tam jeszcze nie byliscie to nie wiecie co tracicie... To klasyk nad klasykami. Zreszta caly Kensington Market to kapsula czasu.

    OdpowiedzUsuń
  38. PS. Warto bardzo zajrzec do latynoskiego marketu Perola Supermarket. Maja zupelnie inny zestaw produktow niz gdzie indziej. Polecam zwlaszcza karmel do smarowania na chleb, guava paste i rozne gatunki czekolady do picia na goraco.

    OdpowiedzUsuń
  39. Tak, bylibyśmy w stanie odróżnić. To nie tak, że patrzę na zegarek i sobie mówię - aha, 15 minut, trzeba nową. Po prostu smak się zmienia, jest taki kwaśnawy i ma specyficzny posmak na języku. Czym dłużej stoi tym bardziej ten smak się robi intensywny. Brrr... Podobnie jest zresztą z kawą, która stoi w ciepłym miejscu. Bardzo szybko jełczeje, zwłaszcza mielona, i ma specyficzny smak, dlatego zawsze trzymam moją w zamrażalniku.

    OdpowiedzUsuń
  40. Skoro już o kawie mowa, to jestem pewna, że potrafiłabym też ocenić czy kawa świeżo parzona czy odgrzewana. Z zawiązanymi ślepiami naturalnie!
    Co do przechowywania kawy w zamrażalinku, to zupełnie mi to nie odpowiada. Poniższy artykuł (drugie pytanie) wskazuje, że możliwa jest zmiana smaku:
    http://recipes.howstuffworks.com/coffee-questions.htm

    Nigdy więc kawy nie trzymam w zamrażalniku, co najwyżej to w chłodnym miejscu, tam gdzie trzymam wina (nie w lodówce specjalnej, bo mam naturalną piwniczkę na wina, szczelnie zamkniętą. Ale i tak kawa tam często nie ląduje bo kupujemy niewiele, a często, więc nie ma wielkich zapasów czy puszek.

    Włoscy konoserzy kawy zalecają picie jej na drugi dzień po prażeniu. Jest nawet jakieś włoskie przysłowie w tej sprawie, ale nie pamiętam, coś jakby, że pierwszy dzień jest dla kawy, a drugi dla nas, żeby pamiętać i nie pić jej od razu po prażeniu. Tę samą zasadę wyznaje firma Intelligentsia Coffee Roastery z Chicago, a ta firma, według mnie, dostarcza najlepszej kawy w ziarnach do konsumenta w całej Ameryce. U nich też dopiero drugi dzień jest uznany za najlepszy do picia kawy.

    W domu parzymy w prostych maszynkach włoskich, do stawiania na ogniu. Znajomym zawsze ta kawa bardzo smakuje, a nam również.

    Dobre herbaty czasem można kupić w Holt Renfrew w TO. Nie wiem czy zawsze mają, ale parę razy kupiłam tam świetne paryskie herbaty, moim zdaniem zresztą to Francuzi, a nie Anglicy, przygotowują najlepsze herbaty ( w sensie rodzajów, suszenia, fermentacji etc.). W Kanadzie macie też Second Cup, które to miejsce ja bardzo lubię oraz Murchies ale to już tylko BC. Nawiasem mówiąc Murchies dostarczyło kawy i herbaty na mój własny osobisty ślub. Rankiem ja pojechałam do fryzjera, a mąż poleciał po odbiór zamówionych herbat i kaw. Miłe wspomnienia.

    Co do czerwonej herbaty, to czy masz na myśli Rooibos? Jeżeli tak, to lepiej pytać o Rooibos w herbacianych sklepach. Spotkałam się jednak z określeniem czarnej herbaty jako czerwona, więc nie jestem pewna o której pani Koala pisze.

    Pozdrawiam.
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  41. Resvaria: ooo, dzięki, stęskniłam się za czerwoną herbatą. I w ogóle inną od czarnej zwykłej. Za opis Peroli dziękuję, właśnie się pośliniłam na myśl o różnych gatunkach czekolad ;) Może jutro wpadniemy na Kensington, ma być ciepło i ładnie, więc pewnie wiekszość dnia poza domem spędzimy, a nie byliśmy tam jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  42. Koala, czerwona herbate kupisz wszedzie u Chinczykow, najlepsza jakosciowo i najtansza. Sypana oczywiscie, bo ja nie uznaje torebek! Pewnie, ze sa specjalne sklepy z herbatami ale po co przeplacac? W Holt Renfrew herbate?? Moze i mozna ale juz sobie wyobrazam tam cene herbaty. Ja kupuje moja zielona w chinskim supermarkecie, maja tam cala aisle z herbatami wlasnie dzis po pracy jade do chinskiego marketu, bo sie skonczyla a ja po obiedzie delektuje sie tylko herbata zielona:)
    Oczywiscie, ze rozpoznam, ktora kawa swieza a ktora odstana;)A w ogole to najbardziej mi smakjue PIERWSZA kawa z rana:)Potem juz ta druga tez ale jakby mniej:)To chyba jakis moj pierdolec;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Alicja: podziwiam Was, mam wrażenie, ze ja bym nie rozróżniła dobrej kawy od bardzo dobrej. Chyba jestem kawową ignorantką :) Second Cup lubię nawet bardziej od starbucksa, ale głównie go widziałam w centrum, gdzie na co dzień nie bywam :(
    Z herbatą się właśnie zgubiłam - w Polsce jest sprzedawana czerwona i Rooibos jako osobne, więc może ta o której myślę, to jest czarna czerwona? Specyficzny zapach ma, rooibos mi z kolei ładnie pachnie. Kurcze, muszę to przegooglować zanim zamieszam w sklepie :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Czerwona pu-erh, o tej myślałam. Inaczej wygląda nawet niż rooibos, którą notabene też uwielbiam. Wikipedia mówi, że pu-erh w Polsce jest zaliczana do czerwonych, a w Chinach do czarnych, bo "Chińczycy dzielą herbaty wg koloru suszu, a nie naparu, jak Europejczycy"

    OdpowiedzUsuń
  45. E tam, z wiekiem po dekadach picia kawy to się poznaje, która świeża, a która odstana. No i jak się nie pali papierosów oczywiście, bo tytoń ma wpływ na wrażliwość tych nerwów zapachowych i smakowych. Żaden to cud czy tajemnica, a tylko raczej doświadczenie życiowe. Właśnie Chińczycy nazywają niektóre czarne herbaty "czerwonymi", nie wiem co prawda co to znaczy, czy ta czerwona jest mniej czarna czy co? Ja zawsze myślałam, że czerwona to czarna albo Rooisbos. Będąc na plantacjach herbaty mówiono nam tylko o czarnej, zielonej i białej oraz Ulung (pomiędzy). Czerwona nawet nie była wspomniana, więc teraz czuję się oficjalnie zagubiona. Jak się dowiesz, to koniecznie o tym napisz. Pozdrawiam, Alicja

    OdpowiedzUsuń
  46. Monika: właśnie zaliczyłam tzw. facepalm :) Przecież ja mieszkam w azjatyckiej okolicy, że też nie sprawdziłam ichnich sklepów! Fakt, że u nas raczej Koreańczycy a nie Chińczycy, ale może coś będą mieli, trochę tych marketów tu jest. Zrobiliście mi takiego smaka na herbatę, że najpóźniej jutro muszę coś upolować :) Taki pyszny rooibos mi się marzy...

    OdpowiedzUsuń
  47. Jak będziesz przy Kensington to się przespaceruj na Spadina do Chinatown. Mają tam kilka dobrych marketów chińskich gdzie zielonej herbaty jest kilkanaście gatunków, tak samo jak oolong i innych.

    Monika, masz rację, że w chińskich sklepach taniej, ale ja na przykład lubię senchę a o nią u Chińczyków trudniej.

    OdpowiedzUsuń
  48. Dzieki resvaria za namiary, troche daleko ale na pewno tam zawitam jak bedziemy w sasiedztwie:) Jeszcze mi sie przypomnialo odnosnie kawy. Kiedys jak bylismy w Costco, pani czestowala kawa na takim przenosnym stoisku wlasnie z roznymi rodzajami kaw. Mozna bylo wybrac smak i gatunek kawy. Moj stary od razu wybral kawe blue mountain. Tak sie nia zachwycil, ze od razu pognal do polek i ja do wozka wrzucil. Pamietam, ze byla droga, bo prawie $30 za dwa funty. Matko jaka ona byla dobra!!!! Miala dziwny podsmak ale pycha byla. Niestety stoisko sie w Costco zwinelo i juz nie jest tam do dostania. My jestesmy maniacy i kupujemy duza puche TH, odpowiada nam do domowego parzenia. Juz sie slinie na kawe Santo Domingo z Dominikany, ktora ta zanabedziemy sobie we wrzesniu:)

    OdpowiedzUsuń
  49. Alicja: bo Chińczycy mają czarną, zieloną, białą i Ulung. Tylko jedna z odmian czarnej, pochodząca z prowincji Pu'er, jest poddawana dodatkowej fermentacji - podczas tego procesu końcówki jej liści zyskują czerwony kolor, stąd pewnie w Polsce jest nazywana czerwoną.
    Jest bardziej gorzka od czarnej i ma taki specyficzny zapach, który nie wszyscy lubią, ja się przyzwyczaiłam, ale na początku piłam aromatyzowaną.

    OdpowiedzUsuń
  50. A czerwona herbata pachnie stechlizna (jak ja to okreslam: jedzie piwnica), nie uwazacie?

    OdpowiedzUsuń
  51. Ja to nazwałam ładniej "specyficznym zapachem" :)))))))

    OdpowiedzUsuń
  52. Aaaaacha! Ta Pu'er to już zupełnie inna bajka pod kaźdym względem. Akurat za ten rodzaj herbaty płaci się w zależności od tego jak stara jest. Sprzedawana jest ta herbata nawet całkiem stara, kilka dekad. Faktycznie zapach jest nieco dziwny, ale smak jest ciekawy! Ja w sumie na temat tych herbat nic nie wiem, ponoć mają jakieś zbawienne działanie na zdrowie. I tych Pu'er odmian jest też do diabła wiele, ja jestem w nich zupełnie zgubiona. Jest natomiast takie wielkie imperium herbaciane, międzynarodowe, pewnie macie w TO. Nazywa się Ten Ren i jest to firma herbaciana z przedstawicielstwami na całym świecie. Nie wiedziałam, że Pu'er jest znany i w Polsce! Naprawdę to mnie zdziwiło. No ale muszę przyznać, że jak była w Złotych Tarasach w W-wie to podobała mi się tam taka jedna herbaciarnia i do dzisiaj mam kilka ichnich herbat - nie piję bo szkoda mi, i to jest błąd. Jednak to jest pozostałość po komunie, zawsze boję się, że więcej już czegoś nie będzie albo nie "rzucą". Znasz to wyrażenie?

    Pozdrawiam, Alicja

    OdpowiedzUsuń
  53. Herbata pu-erh jest bardzo znana w Polsce, bardziej niz w Kanadzie. Ja sie o niej dowiedzialam kilka lat temu od mojej mamy, ktora chaiala ja tu kupic i trudno bylo. Oj naszukalysmy sie wtedy ale to bylo ladnych kilka lat temu. Teraz jest ich sporo ale w etnicznych sklepach, w polskich oczywiscie jest kilka gatunkow. W kanadyjskich lepszych supermarketach typu Highland Farm czy Loblaws wybor herbat jest naprawde dziadoski. Glownie w torebkach brrrrr Moze nie sam wybor ale gatunek tych herbat pozostawia wiele do zyczenia. U nas w pracy firma zakupila wielkie pudlo herbaty Tetley w torebkach i dziewczyny to pija, kilka dziennie! Nie wiem ja to mozna pic, wzdrygam sie na sama mysl;)
    A te pozostalosci po komunie to moj partner u mnie nazywa "post communist syndrome", bo tez czasem cos takiego zmaluje:) Pani Koala pewnie wie jakie znaczenie moze miec "rzucic na sklep" ale sama nie doswiadczyla:) I dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  54. http://www.ctv.ca/CTVNews/TopStories/20110406/hortons-price-jump-canary-110406/

    OdpowiedzUsuń