Tytuł niemal na tyle zgodny z prawdą jak leady na gazeta.pl ;) Czyli ziarno prawdy jest, ale nie odpowiadam za projekcje czytającego, które sobie stworzy zanim kliknie w link. I żeby było sprawiedliwie, wrzuciłam też błąd językowy ;)
Nigdy się nie uważałam za gadżeciarza. Owszem, lubię nowinki, lubię fajny sprzęt, w szczególności muzyczny, ale zawsze albo kasy nie było, albo inne obiektywne przeszkody stawały na drodze. Na przykład zdrowy rozsądek. Pan Koala podobnie ma jak ma, więc ze spokojem sobie żyliśmy posiadając:
1. Nokię E51 - to koalowa, rewelacyjny telefon, miałam jako służbowy kiedyś, prosty, przydatny, nie przeładowany, intuicyjny i ładny.
2. Nokię E66 - moja, podobna do koalowej, ale nowsza, bez żadnych dotykowych ekranów i innych dzikich węży
3. Odtwarzacz mp3 Sony - koalowy, nie pamiętam modelu, taki bardziej gadżetowaty, 8GB, możliwość oglądania zdjęć i filmików, na ekranie który mocno do tego zniechęca, ale jest ;)
4. Zen Stone Plus, czyli oszałamiający 2GB mój odtwarzacz mp3, który wyświetla tylko nazwę utworu i wykonawcę.
Jak trafiałam do większych europejskich miast (szczególnie do Londynu), to gdzieś tam nachodziła mnie chęć na iPoda, ale po przeglądnięciu polskich cen i zestawieniu ich z moimi zarobkami, jakoś tak nie do końca po drodze wychodziło... Zdrowy rozsądek strzelał pałą w łeb i okazywało się, ze w gruncie rzeczy aż tak bardzo nie potrzebuję. Poza tym płaci się za modę (też), wiec zwyczajnie szkoda kasy, a porównując podobne produkty na rynku można się utwierdzić we wniosku, ze się naprawdę płaci za markę i nadgryzione jabłko na obudowie.
Wtem....
Nadszedł ten czas....
Przyjechaliśmy do vice świątyni konsumpcjonizmu, czyli Kanady....
Idziesz ulicą i jedyne co Ci przychodzi do głowy, to: WSZYSCY mają albo iPhona albo BlackBerry. Oraz WSZYSCY mają iPoda, albo Classic, albo Touch. W tym wniosku utwierdziła nas sławetna wizyta u Rumuna w Rogersie, gdzie stała kartka "NIE MAMY IPHONE 4" a i tak co pięć minut wchodził ktoś i niemal ze łzami w oczach pytał czy jeszcze będzie.
iPhone 4 wygląda ta:
IPhone 3GS:
Oraz iPody.
Classic szóstej generacji:
Touch:
Po długich wewnętrznych dyskusjach najpierw zmiękłam ja i zapragnęłam iPoda. Zaczęło się od rozmów o kupnie wieży - prawie wszystkie obecne wieże mają wejście na produkty Apple, można władować muzykę, postawić na wieży i załatwione. Żadnego łączenia, przełączania, kabelków i cholera wie czego jeszcze. Dodatkowo mogę sobie wgrać seriale i oglądać, na nikczemnym ekraniku, ale zawsze. Ten, który dostałam ma 120GB, a ja nie mam nawet na tyle muzyki. Ku mojej rozpaczy, czuję że mam muzyczne zaległości jak widzę ten ogrom wolnej przestrzeni do zagospodarowania ;)
A potem kolega z pracy pokazał mi iPhone'a i niewielki przykład dostępnych aplikacji.... I oszalałam. Wiedziałam, ze muszę go kupić Panu Koali, który ma taką cudowną cechę, że swoje zachciewajki zawsze stawia na ostatnim miejscu. Dlatego ja muszę o nie zadbać :)
No i wsiąkliśmy... Po Wigilii Pan Koala przez dwa dni praktycznie siedział i ściągał aplikacje i gdyby nie to, że byliśmy umówieni z S. to by pewnie z domu nie wylazł :) Oprócz gierek, jest po prostu mnóstwo programików ułatwiających życie - cały plan TTC, aplikacje dla ludzi prowadzących biznes, jakieś pierdółki z pogodą, gazety, notowania giełdowe, mapy, no wszystko praktycznie co sobie wymyślicie. Autentycznie jak będę duża i bogata to też go sobie kupię, bo zwyczajnie jest zajebisty :) I tak sobie myślę, że nie ma co się na siłę przekonywać, że ci ludzie co kupują, to są w bambuko robieni, a tak naprawdę wcale danego gadżetu nie potrzebują, bo mi wystarcza to co mam. Ok, wystarcza, ale co złego w tym, że gadżet po prostu ubarwia, bądź wręcz ułatwia życie? A żeby nie mieć poczucia, że płacimy głównie za jabłko, mamy nasze gadżety nieco starsze niż to co jest na topie - Pan Koala ma 3GS zamiast 4, a ja mam Classica zamiast Toucha. Ceny na kanadyjską kieszeń są w normie, a użytkowość niewiele mniejsza od nowości :)
Myślę też, że wielu rzeczy jeszcze nie odkryliśmy, co pewnie potwierdzi mój kolega Andrzej, który jeśli dobrze pamiętam gorącym zwolennikiem Apple jest. Zaprzeczy pewnie Oryś, który z Applem się lubi pogryźć ;) Tak wiem, wkurza Cię to, ze zwolennicy mówią, że masz lubić Apple, bo to jest Apple. Też tak dotychczas myślałam, firma produkująca po prostu telefony, komputery i odtwarzacze multimedialne, a wszyscy się ślinią jakby to był cud techniki i genialna kreatywność. Ale potem się przyjrzałam i pomacałam. Owszem, przyznaję, ze Apple jest mistrzem marketingu i budowania PR. To oni stworzyli poczucie, że być użytkownikiem Apple jest "cool". Jest w modzie, jest trendy, o tym się mówi, ludzie w szkołach, na uczelniach, w pracy rozmawiają o dostępnych aplikacjach i "niedługo-mających-wyjść" dodatkach czy wersjach. Ale oprócz tego, stworzyli laptopa, którego bateria działa w okolicach 7 godzin (piszę teraz z pamięci), system operacyjny, który jest tak intuicyjny, że bardziej się nie da,telefon, który jest narzędziem multimedialnym i bardzo wspomaga ludzi zmuszonych do podróżowania, a chcących mieć dostęp do "wszystkiego w jednym", odtwarzacz mp3, przez który można sobie pogadać przez kamerkę z użytkownikiem innego odtwarzacza, bądź iPhone'a. O iPadzie nie piszę, bo go przelotnie tylko widziałam. Nie wnikam też głębię technikaliów, bo jestem zwykłym, może troszkę bardziej swiadomym, ale jednak zwykłym użytkownikiem, który ocenia produkt pod kątem dostępności, dostępności rozszerzeń, kompatybilności z innymi urządzeniami i zwykłej wygody. Dlatego proszę informatyków wszelkiej maści o nie pouczanie mnie na temat strasznych bugów i zagrożeń, bo dopóki mnie takowy nie dotknie, to go nie wyłapię i średnio mnie on interesuje ;)
Krytykujemy, że ogłupili, że wykorzystują, że omamili i przekłamali, że mój ci on jedyny? Brawa dla pań i panów z PR i marketingu!!! Ja pamiętam czasy, kiedy Macintoshe były oryginalną zabawką, ale wszyscy się śmiali, bo nic na tym nie chodziło, były drogie i praktycznie mało kto dawał im szansę. I z marki ciekawej, ale nie traktowanej poważnie wyrosła firma, która przekonała ludzi, że muszą mieć jej produkty. Jeśli ktoś je kupi tylko dlatego - tym bardziej brawa dla pań i panów z marketingu. Ale mnóstwo ludzi je kupuje, bo to się zwyczajnie opłaca, jest wygodne i człowiek się nie użera z dostosowywaniem i przejściówkami.
Problem z tym, że teraz chcemy więcej fajnych gadżetów...;) Ja już po cichu marzę o takich bezprzewodowych słuchawkach (bo mnie ten pałętający się kabelek naprawdę drażni) za jakieś koszmarne pieniądze, po tym jak mi kolega gadżeciarz zaprezentował ich możliwości...
Ło jezusicku co to potrafi za bas wyprodukować...:)