wtorek, 6 grudnia 2011

Luźne takie

Pojechaliśmy dzisiaj na zakupy, żeby świąteczne ozdoby kupić. Pamiętajcie, zanim to zrobicie, sprawdźcie ile czego macie w piwnicy ;) Koniec z końcem kupiliśmy parę rzeczy do kuchni, bo za nic nie mogłam sobie przypomnieć ile mam rzeczy do choinki. I tak jeszcze pewnie coś będzie trzeba dokupić, jak zrobię menu to się okaże czego i ile mi dokładnie brakuje. Poza przystrojeniem stołu, choinką, stroikiem na drzwi, nie bardzo mam koncepcję co kupić. Mieszkanie w bloku nie daje dużo miejsca do popisu, szczególnie jak się nie chce przesadzić i zawalić pokoju figurkami, których nie znoszę, bo tylko się kurzą i ogólnie mnie wkurzają. Brakuje mi Home Sense, niby jest coś do wyboru, ale ja nie mam większego talentu do urządzania wnętrz, a na dodatek 90% tego co jest w sklepach mi się nie podoba... Łatwo przekroczyć granicę kiczu.



Wygląda na to, że Sylwester będzie u nas. Mamy nadzieję, przynajmniej :) Kuszą mnie lata 60te, najprawdopodobniej przez serial PanAm, który obecnie oglądamy. Nie, panowie nie będą mogli bezkarnie klepać po pupach ;) Przy obecnej fryzurze powinno mi być łatwo zrobić coś w ten deseń:
A jak nie, to z płaczem pójdę do Ewy i będę koczować w salonie tak długo, aż mi coś wyczaruje ;) Najbardziej to bym chciała o takie coś:
Albo jeszcze bardziej ugładzone, z zawiniętymi końcówkami, ale sama sobie w życiu z moimi włosami nie poradzę. No i się waham nad stylem - hippie, czy elegancja? Wolałabym elegancję, taką ocierającą się prawie o końcówkę lat 50tych, ale elegancję będzie ciężej znaleźć, hippie bez problemu by się znalazło w większości sklepów/second handów. Jak się wszystko uda, to na pewno się pochwalę zdjęciami :))) No i muzyka! Muzykę muszę załatwić! Jakieś propozycje? Imprezowe, żwawe, zabawowe, polskie, amerykańskie, inne, czyli czego nie może zabraknąć? :)

Pod koniec stycznia odwiedzimy Berlin :) Na trasę po Europie rusza jeden z moich ulubionych zespołów, Dropkick Murphys - obstawiam, że znam większość irlandzkiej klasyki dzięki nim. W nieco innych aranżacjach wprawdzie, ale zawsze :) Ponieważ koncert w Polsce kosztuje kosmiczne, jak na polskie warunki, pieniądze, postanowiliśmy, że za podobne pieniądze skoczymy po prostu do Berlina na weekend, odwiedzić znajomego, pozwiedzać, połazić i pójść na koncert, na który już od tyyyyyylu lat czekam!

Zima się miga w tym roku, i całe szczęście. Długoterminowe prognozy nie zapowiadają nadejścia tej panny praktycznie do Świąt, w Toronto też okolice zera, jakby nie mogło tak być rok temu :P To z kolei powoduje, że nadal biegam na dworze, chociaż ostatnio biegłam pod wiatr i myślałam, że mnie szlag trafi. Przygotowuję się na 10km, póki co mam postępy, ale muszę jednak dostosować lepiej dietę, bo bez zrzucenia paru kilo nigdy dobrego czasu nie uzyskam.

Podobno niedługo będziemy mogli zobaczyć Mamuta w zoo. Jeśli tego dokonają, to jadę bez gadania, przez całe studia planowaliśmy z Z. posiadanie własnego mamuta. Mieliśmy cały plan, jak go będziemy kąpać i dojeżdżać na nim na uczelnie i imprezy, nie do końca wymyśliliśmy co będziemy robić z odchodami, ale doszliśmy do wniosku, że potrzeba matką wynalazku i coś się znajdzie ;)

Jestem w trakcie rekrutacji, więc proszę trzymać kciuki! :)

A na koniec, Dropkick Murphys w różnych odmianach:



Zawsze jak widzę ten teledysk to mam ochotę na piwo ;)


I singiel promujący najnowszą płytę, który (jakże by inaczej) powoduje, że mam ochotę na piwo. I imprezę :)


Może jeszcze kiedyś ich w Bostonie z okazji Św. Patryka zobaczę. Tam to jest dopiero zabawa! :)

33 komentarze:

  1. http://www.youtube.com/watch?v=pEv2RSt1Gck - taka muzyka? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A jaki album Dropkick Murphys możesz najbardziej polecić?
    Bo powiem, że muzyka mnie zaintrygowała, ale chciałbym przesłuchać ich najlepszy album. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Khm... Widzę, że strefa czasowa nadal na Toronto ustawiona? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. No coż, planowana fryzura bomba. Masz chyba dosyć podobne włosy, więc wiadomo, że wyjdzie bardzo ładnie.
    Muzyka jak dla mnie, taka sobie, to znaczy zespół. Irlandzka muzyka folklorystyczna jest fenomenalna, więc dla mnie każdy kto ją śpiewa jest interesujący. Wild Rover to urocza piosenka, czy wiesz, że jej originalne znaczenie jest do końca nie rozgryzione. Czy to piosenka przeciwko piciu czy też do picia? Mnie nauczyli jej dawno temu Irlandczycy, jako irlandzkiej piosenki, a to też wcale niekoniecznie jest irlandzka pioseneczka. Piosenkę lubię, a Dropkick Murphys...już trochę mniej!
    Od lat już Sylwester nie ma dla mnie takiego znaczenia, jak kiedyś. Najwyraźniej starzeję się! Teraz mogę być już w łóżku o 22 i nic nie szkodzi. Fajerwerki drażnią mnie, bo pies ich nie lubi. Normalnie, starość, nie radość!

    Pozdrowienia.
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimie #1: ja osobiście najbardziej lubię "Sing Loud, Sing Proud" i "Do or die", czyli dwa stare albumy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Alicjo: podejrzewam, że sporo z muzyki, której słucham, nie przypadło by Ci do gustu :) Ostatnio się śmiałam, że z Dropkicków najbardziej lubię utwory, które nie są ich, czyli te wszystkie przeróbki irlandzkie.

    Wild Rover zawsze interpretowałam jako piosenkę za piciem, ale piciem z głową, co zresztą jakoś tam się przewija w tekstach irlandzkich/Dropkicków. Motyw syna marnotrawnego, odkupienia dawnego "ja", było fajnie, poszaleliśmy, a teraz trzeba się ogarnąć.

    Sylwestra lubię :) Bez ciśnienia na dziką zabawę, ale jak jest okazja, to czemu nie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moze troche folku ze Szkocji . Tom of Ayr

    http://www.youtube.com/watch?v=AF0agmxvKgQ&feature=related

    http://www.youtube.com/watch?v=pDJflQfNUE8

    OdpowiedzUsuń
  8. Koala: Jestem w trakcie rekrutacji, więc proszę trzymać kciuki! :)

    Czy to znaczy, że zostajecie na stałe w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do muzyki raz jeszcze, to coraz częściej dochodzę do wniosku, że lubię poszczególne kawałki bardziej niż "zespoły" czy wykonawców. Oczywiście są wyjątki! Ja sama też lubię kilka piosenek o które sama bym się nie podejrzewała, np. zespołu the Pixies. No i uwielbiam klasycznego rocka, dla mnie znaczy to Queen (nie wszystko, ale bardzo dużo), CCR, nawet the Police. CCR to chyba najbardziej czysta forma rocka i sam zespół fenomenalny. Ich to lubię prawie wszystko. Nawet udało mi się polubić parę rzeczy Rammstein! A poza tym to więcej muzyki nie lubię niż lubię (bardzo natomiast lubię klasyczną oraz prawie wszystko, co folk). W Sylwestra bawcie się dobrze (i zdrowo), ale może coś jeszcze przedtem napiszecie (napiszeta!).
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  10. W tym momencie, zawirowaniach w strefie euro i problemach europejskich to ja tez bym w Polsce zostala, w UK teraz ciezko o dobra prace niestety:(, moze za jakis czas sie poprawi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimie: sprawdzę szkocki folk też :)

    OdpowiedzUsuń
  12. resvaria: nie, to znaczy, że na razie nie wiemy kiedy wyjedziemy, a z czegoś trzeba żyć :) W Polsce, żeby zarabiać coś ocierającego się o normę, muszę szukać pracy w zawodzie. Poza tym dobrze będzie mieć w CV coś z dziedziny, a nie przerwa-kelnerka-przerwa.

    OdpowiedzUsuń
  13. Alicjo: o Pixies bym Cię nie podejrzewała, proszę, proszę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimie: no właśnie, po pierwsze pora roku, a po drugie, bezrobocie w Polsce jest tańsze niż na Wyspach, więc nie mamy zamiaru się w środku tak rozchwianej sytuacji tam pchać. Niech coś uradzą, ludzie i rynki się uspokoją, wtedy będzie można podejmować jakieś decyzje :)

    OdpowiedzUsuń
  15. No tak, o Rammsteina pewnie też jeszcze mniej. Ale to tak w życiu jest...

    To co napisałaś o tym mamucie rozbawiło mnie prawie do łez. Bo były plany posiadania go, "dojeżdżania nim na uczelnię i na imprezy". To jest strasznie zabawne, bo pokazuje Waszego młodego ducha. "Dojeżdżać mamutem na uczelnie i imprezy" zamyka właściwie to co się w Waszym życiu działo. Nie ma dojeżdżania mamutem do pracy, do sklepu tego w Toronto, nie ma dojeżdżania mamutem do sklepu hydraulicznego bo Wam właśnie coś tam poszło w hydraulice łazienki. Tylko na uczelnię i na imprezy. To jest bardzo fajne marzenie. A teraz czym dojeżdżacie na uczelnię i te imprezy?

    Pozdrowienia, Alicja

    OdpowiedzUsuń
  16. Jakbym miał mamuta to do tej pory bym dojeżdżał na nim zarówno do pracy jak i do hydraulika czy gdziekolwiek indziej (pod warunkiem,ze byłoby go gdzie zaparkować) !! Na myjkę oczywiście też bym go brał :)
    Co do muzyki:
    http://www.youtube.com/watch?v=r5JHGi0awgc
    no i oczywiście Yardbirds
    Z pozdrowieniami Z.

    OdpowiedzUsuń
  17. Alicjo, czy naprawdę myślisz, że na studiach miałam w głowie wyprawy do hydraulika? :) Obecnie taki mamut przydałby się w powrotach nocnych z miasta, oszczędzałabym na taksówkach ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Z.: czy myśmy mieli imię dla mamuta? Nie mogę sobie przypomnieć, czy miał imię, czy był po prostu mamuuutem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja upierałem się przy Pimpusiu

    Z.

    OdpowiedzUsuń
  20. "powrotach nocnych z miasta"? No proszę, już jest temat na kolejną notkę. A co dzieje się nocą w mieście? I czy Wy mieszkacie już nie w mieście, a gdzieś poza nim?
    Pozdrowienia,
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  21. Faktycznie, Pimpuś :) Mam niejasne wrażenie, że nie byłam wielką fanką tego pomysłu ;) Ale Pimpuś brzmi zacnie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Alicjo: ja to się czasami zastanawiam, czy Ty tak na serio, czy się ze mnie nabijasz :) W mieście (domyślnie, w centrum) są puby, do których zdarza nam się zawitać. A że jestem za stara na tłuczenie się autobusami nocnymi, to też wracamy zwykle taksówką. Mieszkamy w Poznaniu, ale na obrzeżach, więc do "naszych" musimy dojechać kawałek. Jednak ów kawałek jest odległością nieporównywalną z tymi, z którymi mierzyliśmy się w Toronto :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Do "naszych" pubów miało być.

    OdpowiedzUsuń
  24. Serio, serio, nie nabijami się. Ja w ogóle jestem bardzo poważna, za poważna na swój wiek. Cieszę się, że nie tłuczecie się nocnymi autobusami.
    Nie wiedząc za dużo o Waszej sytuacji obecnej (hint hint) zastanawiałam się, o co chodzi w tych powrotach z miasta nocą. Czy mają jakąś pracę która się kończy w nocy? Polskie miasta nie słyną z hucznych, nocnych zabaw, no ale może się coś w końcu zmieniło. No a poza tym też nocne zabawy to jest taki obcy mi temat, że sobie w ogóle nie wyobrażasz. Tak jest, jak się ma dzieci. Nie ma nocnych zabaw. To jest tak obce pojęcie jak...no nie wiem ja co. Po prostu nie ma na to szans. A i tak moje dzieci nie są maciupkie, ale powiadam Ci - jak są w domu dzieci, to się siedzi w domu, albo lata się z dziećmi, albo chodzi się na proszone kolacje, czasem też z dziećmi, jak zaproszone. Czasem chadzamy do kina, ale rozbawiłoby Cię, jakbym Ci powiedziała na którą! Tak! Najlepiej na 15:00 w niedzielę. Już jak pójdziemy na 19:00 to nie mogę wysiedzieć i zasypiam. Spać chodzę wcześnie, kobieto życie upływa szybko, ale nie mogę powiedzieć, żebym się nudziła. Na coś takiego jak wizyty w pubie nie ma szans. Zreszta u nas puby nie są popularne. U nas się chodzi do winiarni i do barów z winem. To jest inne niż pub i nie jest nigdy głośno. Elegancko-tak, głośno-nigdy. Na to też czas jest rzadko, czasem się wyrwiemy, ale rzadko. Jestem w ogóle gosposią i bardzo lubię wszelakie prace domowe, łącznie ze sprzątaniem. Nie mam pani od sprzątania, wszystko robię sama. No superwoman po prostu. Acha, i jeszcze pracuję w ambitnym zawodzie, ale na szczęście mogę pracować GŁÓWNIE z domu, bo sobie stażem zarobiłam na to. I jestem w domu bardzo wydajna.:)
    Pozdrowienia, Alicja

    OdpowiedzUsuń
  25. ”Pimpuś ” ze zdjęcia bardzo miły,a te ciosy (kły)....można by jeszcze pranie suszyc.

    Pozdrawiam,Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  26. Alicjo: puby lubię, ale nie głośne, bo mi gardło wysiada od wrzeszczenia i drażni mnie możliwość rozmowy tylko z jedną osobą poprzez plucie sobie do uszu. Dlatego nie chodzę do klubów, raz że muzyka nie moja, a dwa, że nie da się pogadać.

    Bardzo dobra opcja z pracą z domu, fajnie, że udało Ci się w ten sposób pokierować karierą. Są osoby, które w domu nie potrafią się skupić, ale jak widać, można też być bardziej wydajnym niż w miejscu pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Krzysztof: no proszę, jeden mamut a ile zastosowań ;) Wczoraj próbowaliśmy ustalić jak go zwędzimy Japończykom - ja chcę już uprowadzić mamuta, Koala twierdzi, że trzeba zgarnąć słonicę z mamutem w łonie :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Evita: dziękuję bardzo, w przyszłym tygodniu powinnam znać wynik :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Myślę,że Pan Koala ma rację.Trzeba zgarnąc oboje razem.Po pierwsze,gdy urodzi się w Japonii...może miec skośne oczy.Po drugie zawsze to lepiej wychowywac od małego.
    Tylko co Wy zrobicie ze słonicą? Chociaż z drugiej strony lepiej jest miec dwa ”imprezowe samochody”(Pimpuś wygląda mi na wehikuł jednoosobowy).

    Pozdrawiam,Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  30. Tom of Ayr
    Wracajac do folku . Ten jest Irlandzki ale z Londynu :) i na swieta
    http://www.youtube.com/watch?v=HwHyuraau4Q&feature=autoshare
    choc tytul sugeruje NYC

    OdpowiedzUsuń