wtorek, 10 maja 2011

Na czterech kołach, czyli Kanada zza kółka

Porzucając dyskusję o ubezpieczeniach samochodu, zanim ogarnę zdjęcia z wycieczki niedzielnej, napiszę parę słów o jeżdżeniu samochodem w Kanadzie. A właściwie w Ontario i w Quebecu. No i motocyklem może trochę też, ale to bardziej z obserwacji niż z autopsji.

W dużym uogólnieniu mogłabym napisać, że jeździ się przepisowo i na tym zakończyć notkę :) Ale nie ma tak łatwo, tak samo jak z tą przepisowością różnie bywa.


Na początku musiałam się przemóc i poprowadzić auto z automatyczną skrzynią biegów, które rządzą tutaj na drogach. Okazało się, że nie taki diabeł straszny i poza jedną sytuacją, kiedy gwałtownie dałam po hamulcu (w mojej głowie nacisnęłam sprzęgło ;)), jeździ mi się wręcz nudno. Aczkolwiek ta sytuacja adrenalinę podwyższyła, na szczęście Pan Za Mną (na wjeździe na stację to było) miał refleks i zahamował ze mną.

Głównie poruszamy się na razie autostradami, a jak już zjeżdżamy na boczne drogi, to są zwykle w dość dobrym stanie i pustawe. Autostrady są rewelacyjnie opisane, przy okazji można sie dowiedzieć różnych ciekawych rzeczy - na przykład przekroczenie prędkości o 50km/h może skutkować mandatem do 10tys dolarów, ponadto zawieszeniem prawa jazdy na minimum 7 dni i zabraniem pojazdu na 7 dni. Dodatkowo kierowca pokrywa koszty holowania i "przechowania" narzędzia zbrodni. I to wszystko jak złapią pierwszy raz, dla recydywistów skutki są poważniejsze.

Ograniczenie na autostradach to z reguły 110km/h, co powoduje moje ambiwalentne uczucia. Z jednej strony na zatłoczonej autostradzie jaką jest przebiegająca obok nas 401, ułatwia to płynność ruchu. Zamiast rozglądać się cały czas na wszystkie strony, człowiek spokojnie jedzie w stadzie. Natomiast w chwilach gdy jest luźniej i na innych autostradach, to aż się prosi, żeby chociaż te 130 było. Nasza dwójka średnio reaguje na prędkość 110-115, nudzi nam się, ja się zagapiam czasami w jeden punkt i ogólnie drętwiejemy i tracimy czujność. Ale policji jest na tyle dużo, że nie mamy większej ochoty jeździć szybciej, nie stać nas :) Taryfikator jest bowiem bezlitosny:
za 120km/h - $95
za 130km.h - $225
za 140km/h - $295
Do tego dochodzą punkty karne, których w Ontario można mieć 10, więc nawet jak się dostanie 2, to już robi różnicę. Za przekroczenie o 50km/h dostaje się bodaj 6.

Policja jest bardzo widoczna, potrafiłam przejechać pół Europy i widzieć może jedną zatrzymaną osobę, tutaj zdarza się to znacznie częściej. Może w Europie częściej zdjęcia pstrykają niż zatrzymują? W takiej sytuacji na pewno bardzo przydaje się tempomat - niestety jest kolejnym kamyczkiem w ogródku nudy.
Nuda ma jednak też dobre strony - tiry nie wyprzedzają się z różnicą prędkości 5km/h, nikt nie siedzi na dupie, nikt nie mruga światłami, nie stresuje i nie popędza. Całe to autostradowe jeżdżenie bardzo mi pasuje do mentalności Kanadyjczyków, a przynajmniej do tego jak ją sobie wyobrażam - najważniejszy w życiu jest spokój i bezpieczeństwo, więc tak sobie spokojnie suniemy, mając świadomość, że kolejne kilometry pokonamy w sensownym czasie.

A teraz robi się ciemno i cały powyższy wywód na temat autostrad przekreślamy grubą kreską :)))) Poważnie, nie wiem czy to dlatego, że była niedziela wieczór i ludzie chcieli szybko wrócić do domów, czy może policji jest wtedy mniej, ale w momencie jak zapadła ciemność w część spokojnych obywateli wstąpił szatan. Wówczas poczuliśmy się tak już bardziej polsko, albo nawet europejsko. Wyprzedzani byliśmy ze wszystkich stron, co chwilę śmigała obok nas kolejna osoba jadąca sporo szybciej i wykonująca dość imponujący slalom. Albo na ostatnią minutę przypominało im się, że pora zjechać, więc przelatywali przez cztery pasy, żeby zdążyć. Ponadto po zmroku wyjeżdżają motocykliści. Mieszkamy tuż obok 401 i powiem tak - motocykliści to nie są praworządni obywatele prowincji Ontario :)))

W miastach jeździ się również spokojnie, ale tak jakoś bardziej pipowato. Ludzie się zagapiają, ruszają z refleksem szachisty, wyjeżdżają w najmniej spodziewanym momencie, ratuje sytuację tylko to, że jeździ się wolno, więc co najwyżej stłuczkami się to kończy. I trąbieniem. I czasami ktoś tam coś pokrzyczy. Ale jak człowiek jedzie spokojnie i nie lata między pasami jak potłuczony, to w gruncie rzeczy nie ma jakiegoś wielkiego dramatu. Przy czym trzeba wziąć poprawkę, ze jako motocykliści oboje jeździmy z oczami dookoła głowy i skupiamy się na jeździe. Kolega, który mnie wozi z pracy regularnie mnie przyprawia o zawał, bo podczas jazdy zajmuje się mnóstwem innych rzeczy - sprawdzaniem, czy ulubiona knajpa jest czynna, szukaniem zdjęć kota w telefonie, oglądaniem się za fajną laską, bądź też odbieraniem smsa. Kończy się to regularnie ostrym hamowaniem, za każdym razem jak jedziemy przynajmniej raz jestem przekonana, że wjedzie komuś w dupę. Strasznie nie lubię jak ktoś tak jeździ. Aha, prawie nie ma rond!

Dość zabawna w moim odczuciu jest sytuacja z alkoholem. Zabawna, bo można mieć do 0.8 promila, więc na porządku dziennym jest widok ludzi, którzy wypijają w knajpie 2-3 piwa i wsiadają za kółko. Tak sobie myślałam, że w Polsce zawsze się taki dramat robi o liczbę pijanych za kółkiem - ciekawe jakby wyglądała statystyka, gdyby w Kanadzie wprowadzono takie limity jak w Polsce, czy w Europie. Ja nie mówię, że w Polsce nie ma problemu pijanych kierowców! Podobno w Polsce jest problem z odpowiedzialnością społeczną, że pasażerowie się zgadzają na pijanego kierowcę, albo wpółpijący nic nie mówią jak kolega koleżanka wyjmują kluczyki po alkoholowym wieczorze, ale ze spotów, które tu widziałam w TV wnioskuję, że w Kanadzie również istnieje problem "jak tu jemu/jej powiedzieć, że nie powinna prowadzić". Niniejszym odszczekuję moje słowa sprzed paru miesięcy, że nie ma akcji społecznościowych - całkowita nieprawda!
Z drugiej natomiast strony, istnieją bardzo restrykcyjne prawa co do alkoholu w aucie. Jakbym chciała się upić jako pasażer, to nie mogę, gdyż łamię w tym momencie prawo. Nie wolno również przewozić alkoholu inaczej niż w bagażniku - odpada podłoga, czy siedzenie pasażera.

Co do Quebecu, to odnieśliśmy wrażenie, że jeździ się bardziej europejsko, czyli w naszym odczuciu szybciej, agresywniej i bardziej zdecydowanie. I drogi mają bardziej dziurawe.

I na koniec motocykle. Nie wolno jeździć między stojącymi samochodami, o czym już pisałam. Więc wszystkie maszyny, których jednak wcale aż tak wiele nie ma (pewnie właśnie z tego powodu), stoją grzecznie w korkach. Na autostradach za wielu nie uświadczyliśmy, ale w końcu jazda moto po autostradzie to niewielka przyjemność, poza możliwością rozpędzenia się. Więcej podróżujących widzieliśmy na bocznych drogach - dobry asfalt, więcej radochy na zakrętach i od razu lepiej się jedzie ;) Dominują czopery, zaraz za nimi - tu dla nas wielkie zaskoczenie - sporty! Stosunkowo niewiele jest motocykli turystycznych, czy sportowo-turystycznych, jeśli są, to w mieście.

Podsumowując jeździ się spokojnie, ale i nudno. Ale i bezstresowo. I można zrobić wypad jednodniowy, przejechać 560km i jeszcze coś pozwiedzać, co niestety w pięknym kraju nad Wisłą jest awykonalne. Tutaj na szczęście jak najbardziej, o czym w następnym odcinku :)

42 komentarze:

  1. Nie ma rond, a dlaczego? No bo zamiast nich så wspaniałe 4-way skrzyżowania. Ameryka Północna była budowana od nowa, starając się pomojać błędy czy też "błędy" architektury europejskiej. A więc nowoczesne miasta planowano na wykresach prostokątnych, ulice przecinają się najczęściej pod kątem prostym, jest niewiele ulic na ukos, po przekątnej. Ulice numerowane są (często) aby było łatwiej. Mi kiedyś Francuz powiedział, że 4-way skrzyżowania w Europie nie są dobre, bo w nich liczy się uczciwość kierowców (no tak!) i stąd pochodząca grzeczność w przestrzeganiu przepisów (a niekoniecznie z przestrzegania przepisów wynika grzeczność), Bardzo mnie to ujęło, bo w sumie w Paryżu nie jeździ się zbyt łatwo. A ponoć w Polsce to już te skrzyżowania na pewno by się nie przyjęły. Szkoda!

    Pozdrawiam, Alicja

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne macie te fiołki na górze! Czy to zdjęcie zrobione w Ontario czy to swojskie fiołki z Polski?
    Pozdrawiam, Alicja

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi jazda w Polnocnej Ameryce:)) W Polsce moim zdaniem nie ma zadnej kultury jazdy, kto szybszy i sprytniejszy a jeszcze ma do tego szybszy samochod ten zwycieza... albo ginie. Zreszta od dluzszego czasu obserwuje jak sa jakies swieta, to jeszcze sie swieto dobrze nie zaczelo a juz jest tysiac wypadkow na drogach. Strach sie bac:))) O jezdzie po pijanemu nawet nie wspomne:)

    OdpowiedzUsuń
  4. To, co opisalas jako jazde po autostradzie wieczorem zdarza sie tez czesto w dzien. Fakt, nie zawsze, nie wiem od czego to zalezy ale czasem po prostu wszystkim sie spieszy i wariuja:)

    A odnosnie alkoholu przewozonego tylko w bagazniku.... Od poczatku mojego pobytu na tym kontynencie slysze o tym ale prawde mowiac nigdy sie nie stosuje. Jakos mi nie wygodnie pakowac swiezo zakupiona butelke/butelki do bagaznika. Moj partner tez tego nie robi. Kladziemy na tylnym siedzeniu albo na podlodze. Nigdy nie mielismy z tego powodu klopotow. Zastanawiam sie czy to nie jest mit, w ktory kazdy wierzy. Jak komus uda sie znalazc link to przepisu prawnego, to bede wdzieczna;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. A'propos rond jeszcze, bo mi sie zapomnialo;) Ronda, jak juz Alicja napisala, nie sa amerykanskim "wynalazkiem". Widzialam kilka ale naprawde na palcach jednej reki moge policzyc. Moj parnter byl pod wrazeniem rond w Warszawie, zwlaszcza ronda Dmowskiego!!! Mieszkalismy w Hotelu Novotel i mielismy pokoj z widokiem na Palac Kultury i rondo wlasnie. Stal codzien przy oknie i sie gapil w dol, glowkujac czy by sie takowe przyjelo w Toronto? Doszedl do wniosku, ze nie!!!!Dla niego to rondo to byla swego rodzaju nowosc i sensacja;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do alkoholu w samochodzie, to faktycznie musi być w bagażniku - ale tylko jeśli został otworzony po fabrycznym zamknięciu, czyli nakrętka odkręcona, kapsel zdjęty i część wypita, korek wyjęty i zakorkowana ponownie butelka - tylko tak i to ma bardzo duży sens. Bardzo podoba mi się, że pasażerowie też nie mogą pić alkoholu w samochodzie, ale mogą być pijani, jak najbardziej, tylko nie mogą się doprowadzić do takiego stanu w owym samochodzie. W Polsce są jedne z najwyższych średnich śmiertelnych wypadków na drogach, ja wiem, że to po części wina tych świetnych dróg, ale moim zdaniem kultura jeżdżenia w Polsce jest na miarę krajów trzeciego świata. To niezatrzymywanie się na przejściach, ryzykowanie życiem za każdym razem, jak człowiek chce przejśc przez ulicę - dziękuję bardzo, to prymitywne jeszcze podejście do ruchu drogowego.

    Pozdrawiam. Alicja

    OdpowiedzUsuń
  7. W Quebecu ronda się zdarzają od czasu do czasu, w innych prowincjach też, ale mało. Jedno jest na przykład w Ontario niedaleko St. Jacob's market. I widać, że kierowcy nie za bardzo wiedzą jak do tego podejść.

    Alkohol w samochodzie można wozić w środku, o ile jest zamknięty fabrycznie. Tyle, że to są przepisy ontaryjskie, w innych prowincjach i stanach może być zupełnie inaczej. Na przykład w Pensylwanii nie wolno mieć alkoholu na kempingu w parkach stanowych, co uważam za przesadę. Kielbaski bez piwa?

    Do 115 km/h zwykle nie ma problemu, kiedy ktoś jedzie szybciej to łapią. Mandaty zostają w "papierach" i ubezpieczalnie podnoszą staki tych nieszczęsnych ubezpieczeń. Po kilku madatach za łamanie przepisów (te za parking sie nie liczą do niczego) bardzo trudno znaleźć ubezpieczalnie, która by chciała oferowac polisę. Trzeba się ubezpieczać w takich, które się specjalizuja w trudnej klienteli, o ile wezmą, i wtedy oczywiście stawki są jeszcze wyższe.

    Na wielu autostradach są "tajniacy" w nieoznakowanych autach policyjnych. Bardzo często widzę jak łapią z nienacka delikwenta z tyłu. Poza tym nad 401 są patrole w helikopterach. Na autostradzie są namalowane pasy w odpowiedniej odległości i na tej podstawie załoga w helikopterze oblicza szybkość i powiadamia posiłki na dole.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurde zeżarło mi długaśny komentarz.
    Alicja: brak rond zauważyłam jak czytałam o Kitchener, że tam są i było to podane jako coś odmiennego :) Co do wspaniałości 4-way to bym nie przesadzała, sprawdza się to na małych skrzyżowaniach, na dużych ze światłami podejrzewam, że byłby już burdel, bo przecież wszystkim się spieszy. Zabudowa miast to akurat nie wymysł amerykański, ale brytyjski. Zresztą są miast w Europie tak zbudowane, na przykład Barcelona.

    Co do jazdy po Polsce, to niestety pomimo poprawy (co mogę napisać z ręką na sercu po paru latach jeżdżenia), nadal jest dziki wschód. Miejmy nadzieję, że skoro się poprawia, to będzie już coraz lepiej.

    Fiołki z Ontario, kawałek za Wellesley odwiedziliśmy cmentarz z zaszyfrowanym grobem i tam właśnie były :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Stardust: a jak jest w NY, bo czytałam, że tam też jest zasada "walcz albo giń" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Monika: właśnie wyobraziłam sobie twojego Pana stojącego godzinami w oknie :)))))

    OdpowiedzUsuń
  11. resvaria: o właśnie, zapomniałam o helikopterach! Jak pierwszy raz przeczytałam informację na poboczu, to czekałam na drugą, żeby się upewnić, że mi się nie przywidziało ;) To już jest lekka przesada, ale widać skutkuje. Czytałam, że jak drugi raz cię złapią na przekroczeniu prędkości o 50km/h to zostaje w papierach na 10 lat. A co do stawek ubezpieczeń, to pomijając te bazowe ;) zawsze uważałam, ze uderzenie po kieszeni jest najlepszą metodą wychowawczą w przypadku kierowców. Żadne tam mandaty, bo jak trafi na bogatego dupka, to w pompie to będzie miał, ale właśnie ubezpieczenie.

    Co do alkoholu, nadal jestem oburzona, że nie mogę sobie piwa się napić jako pasażer :) Wprawdzie tego nie robię i tak, bo się zmieniamy jako kierowcy, ale nie bardzo rozumiem, czemu wioząc powiedzmy kolegów na festiwal nie mogę się piwem uraczyć po drodze. Jest jakieś uzasadnienie tego przepisu, czy bardziej "żeby nie kusić"?

    OdpowiedzUsuń
  12. Poprawka z tymi kolegami, nie że ja nie mogę, tylko oni nie mogą.

    OdpowiedzUsuń
  13. No jest uzasadnienie - w Ontario nie wolno pić alkoholu w miejscach publicznych bez licencji. Samochód w tej sytuacji jest traktowany jak miejsce publiczne, stąd logicznie rzecz ujmując nie można. Za to możesz sobie siedzieć przed swoim domem, albo nawet stać zaraz obok ulicy i pić piwo. Na kempingu też koło swojego namiotu jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Obok ulicy na terenie swojej posesji rzecz jasna.

    OdpowiedzUsuń
  15. resvaria: traktując samochód jako miejsce publiczne, to faktycznie ma sens. Choć sprzeczałabym się, czy faktycznie MÓJ samochód to miejsce publiczne, czy może powinien być traktowany jak teren posesji :) Ale przepis to przepis. Ciekawe, czy wszędzie taka jest interpretacja.

    OdpowiedzUsuń
  16. A czy wiesz, ze przewozac w samochodzie dzieci nie wolno przy nich palic??? Jak Cie zlapia, dostaniesz mandat! Tak, ze jak najbardziej nalezy ten wlasny samochodod traktowac jako miejsce publiczne;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak jest w NYC? Wlasnie szlam dzis z subwaya do pracy i czekalam na skrzyzowaniu przy 6 Alei obok stala para mlodych ludzi. Nie wiem czy oboje z Polski, ale dziewczyna w pewnym momencie powiedziala "jezdze w W-wie, ale tutaj bym sie bala." A ja sie tylko usmiechnelam, bo ja bym sie bala ale w W-wie:)))
    Nowojorczycy generalnie jezdza bardzo dobrze i zdecydowanie, ale rowniez kulturalnie, sa szybkie zdecydowane manewry przy zmianie pasow, ale nie ma przepychanek i wciskania sie na sile. W 90% przypadkow jak kierowca zobaczy, ze sygnalizujesz zmiane pasu, to sie przystosuje i przepusci. Gorzej z tymi co nie maja zwyczaju sygnalizowac, a tacy tez sa:)) Przepisy jesli chodzi o alkohol sa takie same, nie wolno i tyle, ja mysle, ze pasazerowie pijacy w samochodzie dzialaja tez rozpraszajaco na kierowce. W NYC zdecydowaniem wykazuja sie nie tylko kierowcy, ale i przechodnie. Pamietam jak rok temu byla u mnie Spt i kiedys przechodzac na skrzyzowaniu ona odskoczyla, bo samochod skrecal i miala wrazenie, ze jedzie prosto na nia. Ja szlam spokojnie, bo wiem, ze nie musze skakac:))) Nic mi nie grozi, on moze przejechac tak blisko, ze zdejmie mi buty, ale na pewno mnie nie potraci:))) Spt nawet napisala cos na ten temat u mnie w notce, ktora popelnila jako gosc po wizycie, ale ja juz nie dementowalam. Szczerze powiedziawszy ten jej skok w bok uwazam, za nawyk polski, gdzie jako przechodzien pokonuje sie kazde skrzyzowanie z dusza na ramnieniu.
    Jeszcze tylko sprawa parkowania, mnie szlag trafial w Polsce na parkowanie na chodnikach. Chodnik jest dla PIESZYCH. Czy aby nie czas, zaczac budowac podziemne prakingi? Ja nie wiem na co oni czekaja... ale to juz poza tematem:)

    OdpowiedzUsuń
  18. W Toronto wystarczy, że kawałek opony wystaje na chodnik i można dostać mandat, poza tym piesi będą rzucać miny i komentować/opieprzać. Ma sens.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dla mnie osobiscie jazda po NYC to bylo jedno z bardziej traumatycznych doznan jako kierowcy :) Wawa to przy tym pikus.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie wiem kto Ty jestes Anon i czy mieszkasz w NYC i jak dlugo? bo to jest wazne, jesli przyjechales tutaj na tydzien, to nawet nie powinienes probowac:))) Taka jest prawda, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  21. W ogole nie mieszkam, bylem przejazdem (road trip). Nie probowalbym, gdybym nie musial :)

    OdpowiedzUsuń
  22. W USA przepisy zależą od Stanów, ale nie słyszałam o stanie, w którym można mieć ótworzony (fabrycznie) alkohol w kabinie, a nie w bagażniku.

    Miasta budowane na "grid" są też w Europie. ale w Ameryce Północnej są *prawie tylko* takie miasta. Wynikało to z tego, że Nowy Świat chciał uniknąć znanych problemów Starego Kontynentu i stąd takie planowanie. Typowo europejskie rozwiązania można znaleźć do dzisiaj na wschodnim wybrzeżu, ale głównie w niewielkich miastach, bo te które stały się duże rozrosły się w formie "grid". To nie znaczy, że unikanie form innych niż "grid" oznacza najlepsze rozwiązania dla wszystkich miast. No ale trudniej wbudować te ronda w rozwiązania tutejsze.
    4_way crossing (czy też All-way crossing) jest rzeczywiście lepsze na mniejszych skrzyżowaniach, te większe z natury mają światła. A osobiście to rond nie lubię, ale zdecydowanie są bardzo ciekawe, jak to chyba Monika wspomniała.

    Fiołki prześliczne, ja sama uprawiam kilka takich krzaczków - bardzo szybko się rozdzielają i teraz mam ich więcej niż rok temu. U mnie fiołki kwitną około lutego.
    Pozdrawiam, Alicja

    OdpowiedzUsuń
  23. Anon--> Rozumiem, to zmienia postac rzeczy:) Nawet moj maz, ktory jest urodzonym Amerykaninem i doskonalym kierowca, musial sie przyzwyczaic do NYC, a moze tylko poznac miasto na tyle, zeby moc sie swobodnie poruszac. Mimo wszystko unikamy jezdzenia po Manhattanie, glownie ze wzgledu na parkingi:))

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja na początku też się stresowałem jazdą po autostradach w Toronto. Na 401 miejscami jest po pięc pasów w jedna stronę (express) plus trzy-cztery pasy dojazdówki (collectors)i ciągły ruch. Bardzo duży ruch. Zanim poznaliśmy miasto trochę potrwało, teraz bardzo lubię po Toronto jeździć, ale w Polsce za kierownicę nie wsiadam, bo się odzwyczaiłem i kiedy widzę co się dzieje to wpadam w przerażenie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jak ktoś ma ochotę zobaczyć jak to wygląda to polecam to i pokrewne:
    http://www.youtube.com/watch?v=ltcme5qIL9s

    OdpowiedzUsuń
  26. Resvaria--> Ja mam podobne wrazenia z Polski:)) Jezdzilam jako pasazer i prawie caly czas trzymalam sie tego pulpitu przed oknem:))) Wspanialy jezdzil w Polsce 2 dni i powiedzial, ze gdyby mial jezdzic wiecej to rozwod murowany:)))

    OdpowiedzUsuń
  27. Hahaha te same odczucia mam z Polski, nie moge tam prowadzic auta, bo za duzo nerwow mnie to kosztuje;) Sto razy wole 401, do ktorego tez musialam sie przyzwyczaic, bo na poczatku oblewalam sie potem:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Dokładnie to samo u mnie. To wyprzedzanie na poboczach, ta jazda byle szybciej bez uwagi na ograniczenia (i większość znajomych Polaków mówi "te ograniczenia są dla głupków, ograniczenia są po to, aby je łamać, no zobacz, tutaj mam jechać 30 (km/h), co za bzdura" - oczywiście mówią to głównie ludzie młodsi.
    Zobaczcie sobie statystyki śmierci w wypadkach samochodowych na tle Europy - ręce opadają.

    Pozdrawiam.
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
  29. Tak, Alicjo, to prawda istnieje jakas duma narowdowa i chluba ze sie umie docisnac do gazu, albo jechac po pijanemu. To jest straszne, no ale nasi rodacy sa z tego dumni. Evek pisala ostatnio o Polakach, ktorzy rozwalili samochod w Chicago. Turysci oczywscie i potem sie dziwia, ze Ameryka nie zniosi wiz. Ja sie modle, zeby nie zniosla:))) Ciekawe kto zaplaci za ten samochod?

    OdpowiedzUsuń
  30. Wlasnie, Alicjo, zobacz sobie statystyki USA i Kanady, oba kraje maja duzo wiecej wypadkow smiertelnych niz wiekszosc krajow europejskich, USA b. zblizone do Polski, wiec nie wiem skad ten argument.

    OdpowiedzUsuń
  31. Ponieważ mi znowu zeżarło komentarz, a nie mam siły pisać nowego, to napiszę go jutro :)

    Anonimie: wydaje mi się, że Alicja pisała o Polsce na tle Europy. Ale głowy nie dam, bom zmęczona :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Polska ma według Wikipedii wskaźnik 14,7/sto tysięcy mieszkańców, USA 12,3 a Kanada 9,2. Tyle, że kiedy się spojrzy na liczbę wypadków śmiertelnych na ilość przejechanych kilometrów to wygląda to inaczej:
    Polska 14,4
    Kanada 8,2
    USA 8,5
    Inaczej rzecz ujmując, o ile w Polsce jest o 60% więcej ofiar na sto tysięcy mieszkańców niż w Kanadzie i o 20% więcej niż w USA to biorąc pod uwagę ilość przejechanych kilometrów w Polsce jest o 76% więcej zabitych niż w Kanadzie i o 70% więcej niż w USA na miliard przejechanych kilometrów...

    OdpowiedzUsuń
  33. chyba jeszcze trzeba wziasc pod uwage jeden factor - nie wiem czy mam racje, ale powinno sie brac pod uwage nie liczbe mieszkancow, ale liczbe samochoddow. bo na przyklad. w przecietnej amerykanskiej rodzinie kazdy ma samochod - zona, maz, dziec - natomiast w polsce wiekszosc ludzi korzysta z komunikacji publicznej. Wiec przykladowo 1000 osob w usa moze miec 800 samochodow i powodowawac 10 wypadkow - gdzie w Pl 1000 osob moze miec 200 samochodow i powodowac 12 wypadkow...

    Ja jednej rzeczy nie rozumiem - w PL bardzo ciezko jest podobno zdac egzamin, slysze, ze ludzie podchodza nawet po 10 razy!!! Ktos by sie mogl spodziewac, ze przepuszczani sa naprawde bardzo dobrzy kierowcy.

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja nie jestem pewna czy w Polsce wiekszosc ludzi korzysta z komunikacji publicznej. A nawet jesli, to czy nie maja tez i samochodów? Ciekawa jestem jakie sa statystyki posiadania samochodu w Polsce. Mi sie wydaje, ze samochodow maja ludzie bardzo duzo, moze nie 2 w kazdej rodzinie, ale sporo jest rodzin, ktore maja 2.

    Co do egzaminu w Polsce - kiedys bardzo dawno temu, kiedy zdawala go moja Mama, egzamin zawieral material odnoszący się do budowy samochodu, silnika, różnych jego części. Było tam wiele spraw nie mających nic wspólnego z uniejętnością jeżdżenia, a raczej z umiejętnością ewentualnych napraw! Mam nadzieję, że to zlikwidowano. Ja prawo jazdy robiłam poza Polską, więc nie mam pojęcia jak wygląda tam egzamin.

    Miłego dnia życzę - Alicja

    OdpowiedzUsuń
  35. Aniu, dlatego właśnie ten wskaźnik wypadków na przejechane kilometry ma większy sens i tu wyraźnie Polska odstaje od Ameryki Północej, o niektórych krajach w Europie nie wspominając. Poza wszystkim nie mam pojęcia czy statystyki doliczają pieszych czy nie. O tyle istotne, że w Polsce na drogach ginie pieszych okropnie dużo.

    OdpowiedzUsuń
  36. @resvaria- pieszych też wliczają tak samo jak i rowerzystów których ginie równie duzo (zwłaszcza na wsi)
    A co do liczby wypadków i smiertelności to mysle ze w duzej mierze kluczowe jest to jaki jest stan dróg w PL oraz liczba autostrad/dróg expresowych.
    Co przy połączeniu tego z "ułańską fantazją" niektórych daje nam takie własnie statystyki.

    OdpowiedzUsuń
  37. @resvaria- pieszych też wliczają tak samo jak i rowerzystów których ginie równie duzo (zwłaszcza na wsi)
    A co do liczby wypadków i smiertelności to mysle ze w duzej mierze kluczowe jest to jaki jest stan dróg w PL oraz liczba autostrad/dróg expresowych.
    Co przy połączeniu tego z "ułańską fantazją" niektórych daje nam takie własnie statystyki.

    OdpowiedzUsuń
  38. Wczoraj mi się dwa razy zj... zpsuło, ale za drugim razem sie wycwaniłem i sobie zapisałem do pliku, więć teraz mogę na wypasie wkleić jeszcze raz.


    Zjadło mi komentarz. Więc od nowa, po kolei
    1. Klimaty podobne jak w UK, spokojni kierowcy, niskie ograniczenia, spokojna jazda... A czasem coś w nich wstępuje... ;-)
    2. Ronda: chciałbym zobaczyć minę tego Kanadyjczyka na widok tego:
    http://2.bp.blogspot.com/_cI2zDpU0gTs/TPwSWHPvqMI/AAAAAAAABFs/E9xT9WJAC1g/s1600/magic_roundabout.jpg
    Muszę powiedzieć, że trochę tego jest w okolicach Londynu i w porównaniu do normalnego dużego ronda wygląda to strasznie dziwacznie (bajzel kompletny, wszyscy trąbią i kręcą głowami jak szaleni) ale w życiu nie widziałem tam ani stłuczki, ani korka...
    3. Większość ludzi korzysta z komunikacji publicznej? Oj, już chyba nie, tymbardziej, że szczególnie poza miastem w dzisiejszych czasach jest to kpina. Dziś jak ktoś się musi ruszać, to ma przynajmniej jeden samochód w rodzinie. U mnie w domu rodzinnym jest jedno auto mniej niż mieszkańców (nie licząc jednego, co stoi w garażu i czeka aż młoda kuzynka zrobi prawko), a dwie osoby (mama i babcia) nie jeżdżą ;-) Po prostu, jest jeden nadprogramowy jeep do ciągania przyczep z końmi.
    4. Statystyk z Europy nie można przekładać wprost na Amerykę, a jeżeli, to przynajmniej trzeba wziąść pod uwagę wszystkie czynniki. Popatrzmy jak wygląda przeciętny samochód amerykański i dlaczego jest dwa razy dłuższy niż przeciętny Europejski, to będzie pierwszy czynnik wpływający na śmiertelnosć w wypadkach. Drugi: drogi. W USA siłą rzeczy nie ma dróg będących wyasfaltowanymi średniowiecznymi duktami, wszystko jest zbudowane od zera...
    5. Zawodowo jeżdżę po całej Europie i muszę przyznać jedno: w Polsce faktycznie ograniczenia są stawiane przez kretynów. W Niemczech jak jest zakręt oznaczony 50 to przy 55 robi się gorąco. W Polsce przez zakręt oznaczony 50 przelatuję bezstresowo w pełni załadowaną furgonetką mając na liczniku 80 albo i wiecej...

    OdpowiedzUsuń
  39. Oryś: właśnie a propos ograniczeń, pamiętam jak jeździłam po Hiszpanii i oni tam mają coś takiego jak znak z zalecaną prędkością. I to była zwykle pi razy oko taka prędkość z jaką należało pokonać zakręt. Nie pamiętam już gdzie to było, ale też się nacięłam w jakimś górzystym rejonie, jak przyzwyczajona do ograniczeń z dupy wziętych weszłam w zakręt za szybko. W Polsce jak widzę znak "ostry zakręt" i ograniczenie do 40 to wiem, że zwykle mogę spokojnie 60 jechać, a czasami nawet szybciej. To są zwykłe dupochrony i pretekst do nie zmieniania niczego. Zamiast poprawić drogę, stawiamy ograniczenie do 40 i załatwione. A potem się ludzie dziwią, że się ignoruje przepisy.

    Na koniec zabawna historia, jak organizowałam koncert i jako support grał norweski zespół. Prowadziłam ich przez Poznań do klubu, oczywiście jechali całkowicie przepisowo. Z Poznania wybierali się na koncert do Rzeszowa i kumpel stwierdził, że jak oni chcą tak przepisowo do tego Rzeszowa jechać, to może niech nie nocują, tylko od razu po koncercie ruszają w drogę :)

    W ogóle jeżdżenie po Polsce to temat rzeka...

    OdpowiedzUsuń
  40. Aha, co do egzaminu - teraz każą jedynie pokazać gdzie się sprawdza olej i uzupełnia płyn do wycieraczek, więc nie ma sprawdzianu z wiedzy o budowie silnika. Problem jest natomiast taki, że reguł egzaminu nijak się mają do faktycznego użytkowania pojazdu. Na przykład przy parkowaniu możesz bodajże tylko raz poprawić swój tor jazdy, co jest w moim odczuciu kompletnym idiotyzmem. Kandydaci na kierowców, praktycznie z zerowym doświadczeniem, zżerani przez nerwy, nie mogą poprawić auta przy manewrach, które przy normalnym parkowaniu się poprawia czasami kilka razy! Poza tym mnóstwo jest jakichś małych gównianych szkółek, które kasę zgarniają, ale uczyć to za bardzo nie uczą.

    OdpowiedzUsuń
  41. Znaki z zalecaną prędkością są też w UK. A co więcej są też znaki z zalecanym zwalniem: SLOW, REDUCE YOUR SPEED albo SHARP BEND :-)

    Co do manewrów: pewnie, powinno być tak, że masz być za X sekund zaparkowany i Twój problem jak to zrobisz. jak chcesz na blues brothers, i umiesz, to zdane.

    A co do egzaminów: dla mnie pytanie - rekord, to jest w zbiorze na kategorię C (cytuję z pamięci):

    "Jedziesz i widzisz przed sobą autobus. Z jego rury wydechowej wydobywają się kłęby czarnego dymu. Co to może oznaczać:
    - uszkodzone wtryskiwacze
    - zły skład mieszanki
    - olej przedostaje się do silnika"

    No żesz kurwa: to egzamin na KIEROWCĘ CIĘŻARÓWKI czy na ZDALNEGO DIAGNOSTĘ AUTOBUSÓW?

    OdpowiedzUsuń
  42. W Ameryce i w Kanadzie też jest mnóstwo gównianych szkółek, które "kasę zgarniają, ale uczyć to za bardzo nie uczą". Na tym polega wolny rynek, że każdy musi sobie sam znaleźć to co da niego działa. I moim zdaniem, jak klient jest na tyle głupi, że się w taką szkółkę właduje, to jego własna wina!

    Alicja

    OdpowiedzUsuń