czwartek, 16 grudnia 2010

Koala, sofa i farfocle, czyli zamach na me jestestwo

Image Hosted by ImageShack.us

A było to tak.
Przywieźliśmy kanapę pod dom. No i trzeba ją wtargać na górę. Mieszkamy na półtorej pietrze :) Znaczy jak się wchodzi to się jest pomiedzy parterem a piętrem, więc mamy de facto półtora piętra do przebycia. Po wąskich schodach. Zrobiłam bardzo poważny błąd taktyczny i wzięłam potwora od przodu, czyli ja pierwsza wchodziłam po schodach. A te sie zaczęły już po wejściu, jak Pana Koale drzwi chlasnęły po plecach.

Ja: Nie pchaj mnie, oszalałeś??
PK: Ale to nie ja!!
Ja: Jak, kuźwa nie ty, ja ledwo mogę utrzymać kanapę, a jeszcze się muszę bronić!

Weszłam po pierwszych schodkach, czując jak mi dwugłowe krzyczą, ze dawno na siłowni nie byłam. Pierwszy zakręt nie był zły, bo to było piętro i sporo miejsca, następnie powrót na schody i kolejny dialog.

Ja: Przestań mnie pchać!!!!
PK: Ale ja nie pcham!!!
Ja: Przecież czuję, @#&^#$&%*((@Q! NIE PCHAJ MNIE!!!!!!!!
PK: Dobra, to czekaj, zamienimy się miejscami.

Autentycznie byłam przerażona, bo mnie kurde pchał na schody i ledwo mogłam utrzymać potwora, miałam wrażenie, ze zaraz polecę na schody, a potwór mnie przygniecie swoim 2,3metrowym cielskiem...
Tak dobrnęliśmy do drugiego zakrętu, w którym sofę trzeba było postawić pionowo, a ja odkryłam, że jedna z nóg jest sztukowana, bo mi została w dłoni. W końcu wleźliśmy, wtachaliśmy sofę do mieszkania rysując przy okazji framugę i mieląc przekleństwa poszliśmy po fotel, który również postanowił zapisać się przy naszych drzwiach... Porzuciliśmy wszystko i pojechaliśmy do miast na show motocyklowe, o którym parę słów i zdjęć będzie później.

Wróciliśmy, postanowiłam wyprać poszewki na poduszki, żeby tak bardziej świeżo było. Poszewki bardzo mocno trzymały się poduszek, które nie były poduszkami, tylko takimi gąbkami, na których zostały niebieskie farfocle. Troche ich też zostało na podłodze. Wrzuciłam poszewki do pralki i wróciłam do ustawiania kanapy. Trzeba było ją przesunąć, żeby umieścić z tyłu kable do wszystkich naszych elektronicznych urządzeń - przesunęliśmy, moja dłoń położona była na oparciu, a Pan Koala dość energicznie uklęknął na sofie... powodując wysunięcie się sztukowanej nogi i potwór cały impetem swojego cielska walnął o ścianę. Oparciem. Obstawiam, że pierścionek uratował mi palec, bo przyjął większość uderzenia, jakby go nie było (pierścionka, nie uderzenia), to bym prawdopodobnie miała złamaną pierwszą w życiu kość. Wtedy zaczęłam podejrzewać spisek ;)

Jak już Pan Koala się naprzepraszał, poszłam przełożyć poszewki do suszarki. Otwieram pralkę.... a tam wszystko w niebieskich farfoclach, z powyciąganymi nitkami, które się pozaczepiały o zamki błyskawiczne... Po chwili w farfoclach byłam cała ja, pół podłogi w pralni, pralka i zlew. Te pokrowce chyba się nie nadają do prania, a jeśli już, to zamknięte... Po wytrzepaniu wszystkiego i doprowadzenia do względnego ładu, otrzepałam siebie, po raz kolejny żałując, że nie umiem tego robić jak pies, i zabrałam się za zamiatanie. Z tego co zebrałam spokojnie by drugi Pankracy wyszedł :)

Wróciłam do zaniepokojonego Pana Koali, który snuł teorie co mogę w pralni wyczyniać i pomogłam zakończyć składanie krzeseł, o dziwo bez większych przygód. Potem się tylko upociłam próbując wcisnąć gąbki z powrotem w poszewki i mogłam w spokoju delektować się różowym winem w towarzystwie Resvarii i Kobietypracującej, którzy przy okazji odwiedzin w Ikei przywieźli nam wygodne biurkowe krzesło i równocześnie byli pierwszymi, którzy ujrzeli potwora w całej okazałości ;)

W tak zwanym międzyczasie odwiedziliśmy show motocyklowe, pomacaliśmy i obftografowaliśmy trochę motocykli i nie tylko i porobiliśmy zdjęcia :)

Oto ja na moim maleństwie, które tutaj się nazywa dumnie Ninja 650 :) Nie wiem, czemu w Europie zmienili nazwę, chyba sobie Ninja domaluję na plastikach ;)

Image Hosted by ImageShack.us

Sprawdziliśmy jak się schodzi na kolano ;)

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

Pana Koala stwierdził, że wygląda jakby się upił i właśnie spadał ;)

Yamaha wystawiła szkółkę, gdzie dzieciaki mogły pojeździć na malutkich motocyklach crossowych. Wyglądały bosko w całym rynsztunku:

Image Hosted by ImageShack.us

Skuterowy klasyk ;)

Image Hosted by ImageShack.us

Skupienie przy oglądaniu nowego Fazera:

Image Hosted by ImageShack.us

Do miasta może być ;)

Image Hosted by ImageShack.us

To kosztuje więcej niż niejedno auto. A to żółte w tle, to już w ogóle, bo to wersja sportowa...

Image Hosted by ImageShack.us

No przypasowała mi ta R6, przypasowała...;)

Image Hosted by ImageShack.us

Piękne malowanie, tego powyżej i poniżej:

Image Hosted by ImageShack.us

Proszę koniecznie zwrócić uwagę na bohaterów drugiego planu :))))) Dziewczyna o mniej więcej moim wzroście próbowała się wdrapać na siedzenie pasażera :) Pierwsze podejście skończyło się niemal wywaleniem motocykla :) Drugie jest uwiecznione, gramoliła się dłuższą chwilę, ale w końcu dali radę ;)

A na koniec, pierogi, część zrobiona, część w wodzie, a reszta była jeszcze na stole.

Image Hosted by ImageShack.us

Jako wałka użyłam butelki po piwie, bo zapomniałam, że jednak rękoma tego ciasta nie rozwałkuję ;))))

I jeszcze komentarz do poprzedniego posta.
Jasne, że utkniecie na autostradzie to nie w Toronto ;) Ale w samym Toroncie ;) też nieźle się jechało po wczorajszym ataku śniegu.
Bieg Mikołajów w speedo widziałam na zdjeciach i mi się zimno zrobiło... Ale Panie Mikołajowe bardzo ładnie się prezentowały ;)
Pierogów nigdy nie lepiłam, ale bardzo je lubię, więc pewnie będę lepić częściej, a jak się robi w dwie osoby, to nie zajmuje tak dużo czasu. Gotowe rozwałkowane ciasto wydaje się być dobrą koncepcją, musze poszukać, czy tu gdzieś jest...
Pierogi oczywiście z kapustą i grzybami :) Jutro chyba się za uszka zabierzemy :)))

9 komentarzy:

  1. Ubawiłaś mnie tym praniem. No ale teraz już sobie zapamiętasz,że wszystko co posiada suwak należy przed praniem zamknąć owym suwakiem, a końcówkę jego tak zabezpieczyć, by nie poobijała powierzchni bębna. Poza tym zawsze warto przed praniem oczyścić szwy po lewej stronie we wszelkiego rodzaju poszwach i poszewkach, oraz kieszenie wszelakich spodni.A noszenie kanapy po schodach jest koszmarne. Ostatnio kanapa ode mnie z domu wyjeżdżała przez okno, bo to parter. Też było radośnie.Ale do mieszkania nowa wkraczała na barkach tych, co ją ze sklepu przywiezli.
    Do twarzy Ci z motocyklem, no ale ładnemu ze wszystkim do twarzy.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Koala ma faktycznie taką ładną, szczerą i dziecięcą nawet buzię. Pan Koala wygląda na poważniejszego (co nic w zasadzie nie znaczy:)). To zdjęcie na motorze to pokaż koledze z pracy, temu co podejrzewa Polaków o picie (upijanie się?) w weekendy. Ten pan Koala spadający z motocykla na pewno to potwierdzi, bo rzeczywiście tak wygląda. Powiedz mu, że pijecie, a potem jeździcie na motorach. :)

    Z tym praniem to śmieszne, nie wiem czy nie powinno sę tego prać w całości, jeśli to gąbka....no bo niby czemu nie....gąbki niby nie można prać?
    Ja kiedyś uprałam taki elegancki koc, nie pamiętam czy to pralce czy w suszarce koc mi "zszedł" i przestał być kocem, a stał się kolekcją farfocli, taką w miarę niespójną, bo po prostu rozkładał się w rękach i poszedł prosto do śmieci - a wcale nie był ani stary, ani uszkodzony wcześniej. Po prostu chyba nie można go było prać (albo suszyć!).

    Pozdrawiam.
    Alicja

    Pozdrawiam, Alicja

    OdpowiedzUsuń
  3. Anabell: oj tak, nauczyłam się zdecydowanie :) Jak również, że jak coś nie chce wyleźć, to lepiej nie wyjmować ;)
    Z mebli najcięższym co pamiętam było wtargiwanie mojego pianina na czwarte piętro :) Oczywiście ja tylko obserwowałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Alicja: dziecięcą twarz mam w genach po rodzinie Mamy, tam wszyscy jak młodziaki długo wyglądają :)
    Problem z poszewkami był taki, że kanapa jest taka aksamitna i jak się pruły nitki, to ten aksamit wyłaził w formie farfocli. Pewnie jakby szwy były słabsze, to skończyło by się jak z Twoim kocem ;)

    No i dziękuję za komplementy obu Paniom :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz co, chyba masz rację, bo ten mój koc był taki właśnie aksamitny, lub też "aksamitnawy" i normalnie rozłożył się na czynniki pierwsze.
    Trzymaj z tą młodą twarzą, nie będą potrzebne Ci drogie kremy, aby łudzić się, że coś działa! :)

    Pozdrawiam. Alicja

    OdpowiedzUsuń
  6. Tez sie usmialam, bo przenigdy by mi nie przyszlo do glowy wsadzac zadnego obiciowego materialu do pralki:) A Koalka jeszcze doprawila to suszarka;))) Tylko i wylacznie pralnia chemiczna, zmarnowalam juz troche rzeczy i teraz nie ryzykuje. Tez mam poduszki z kanapy, ktore czekaja na wyprawe do pralni chemicznej:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Farfocle mnie rozłożyły na łopatki - setnie się uśmiałam :-))) Wyobraziłam sobie jak jesteś cała niebieska i na tzw. czworakach otrząsasz się z nich, jak pies, a na to wszystko wchodzi do pralni Pan Koala i robi oczy, jak spodki od filiżanek :-DDD
    Już samo określenie farfocel strasznie mnie bawi.

    A Ty to się ostatnio taka gospocha zrobiłaś. Pieczesz, gotujesz, pierogi lepisz - normalnie nie pogadasz. Gratuluję i zazdroszczę zapału.

    A motorki, jak już pisałam wcześniej, fajowe i ten skuterek - chcę takiego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Monika: nie no, akurat suszarka już im nic nie zrobiła, bo zostały zamknięte ;) Ale długo się biłam z myślami, czy ryzykować, w końcu nie wyszło źle, nic się nie skurczyło i poza szansą na produkcję Pankracych innych strat nie uświadczyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aga: tam gospocha od razu :P Może się starzeję ;))) Skuterek mnie urzekł też, na wypad po bułki i mleko jest po prostu uroczy. Słowo farfocel uwielbiam i jak się już otrzepałam, bardzo byłam szczęśliwa, ze będę mogła go użyć :D

    OdpowiedzUsuń