czwartek, 27 maja 2010

Hm...

Jakoś nie mam ostatnio weny. Mój problem polega na tym, że my z Panem Koalą bardzo dużo ze sobą rozmawiamy i wszelkie przemyślenia i teorie, które potrzebuję z siebie wyrzucić, wyrzucam podczas dyskusji z nim. Nie jest to problem sensu stricte, ale problem na linii ja-pisanie bloga ;)

Dobija nas pogoda, jest koniec maja, a to co jest na dworze nijak nie wygląda na akceptowalne dla nas temperatury. Motocykle bidne stoją i czekają na jakiś cieplejszy dzień, na szczęście od czasu do czasu jakiś się trafia (np. wczoraj łyknęłam 200km jako rozgrzewkę przed weekendowym zlotem). Tymczasem Kris donosi, że w Toronto upały... W tym roku w Toronto była wyjątkowo łagodna zima, a teraz praży słońce, jak znam życie, to po naszym przyjeździe trafi się zima stulecia i wyjątkowo zimne lato ;)))))

Nadeszła wiekopomna chwila i mamy zarezerwowane bilety do Kanady :) Dokładnie 19 września o godzinie 20:15 (czasu kanadyjskiego) nasze osoby zaszczycą swoją obecnością ziemię kanadyjską :) Emocji sporo, bo zarezerwowanie biletu przeniosło wyjazd ze sfery "gadamy" w sferę "no to trzeba zacząć się zbierać".

W ten weekend wybieramy się na zlot, więc przed nami ok 370km z jedną stronę, a prognozy pogody zmieniają się z minuty na minutę. Tak jak mamy mniej więcej pewność, że jutro deszcz nas ominie, tak prognozy w niedzielę wahają się od lekkiego deszczyku późnym popołudniem, po napierdzielanie deszcze cały dzień, przez całą trasę. Niestety przeciwdeszczowych kondomów nie posiadamy, więc jak nas dorwie na  trasie to będzie cudownie. Ciuchy texowe przemakają później niż dżinsy, ale jednak.

A oto nasze maleństwa:
Moje
Image Hosted by ImageShack.us

Pana Koali:
Image Hosted by ImageShack.us


Wiem, wiem, są piękne :)

Tymczasem wracam do kontemplowania przepięknej pogody i planowania co mam jutro ze sobą zabrać, żeby się po pierwsze nie zatelepać na śmierć podczas trasy, a z drugiej strony przeżyć długi wieczór na świeżym i zimnym powietrzu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz