Pojechaliśmy dzisiaj na zakupy, żeby świąteczne ozdoby kupić. Pamiętajcie, zanim to zrobicie, sprawdźcie ile czego macie w piwnicy ;) Koniec z końcem kupiliśmy parę rzeczy do kuchni, bo za nic nie mogłam sobie przypomnieć ile mam rzeczy do choinki. I tak jeszcze pewnie coś będzie trzeba dokupić, jak zrobię menu to się okaże czego i ile mi dokładnie brakuje. Poza przystrojeniem stołu, choinką, stroikiem na drzwi, nie bardzo mam koncepcję co kupić. Mieszkanie w bloku nie daje dużo miejsca do popisu, szczególnie jak się nie chce przesadzić i zawalić pokoju figurkami, których nie znoszę, bo tylko się kurzą i ogólnie mnie wkurzają. Brakuje mi Home Sense, niby jest coś do wyboru, ale ja nie mam większego talentu do urządzania wnętrz, a na dodatek 90% tego co jest w sklepach mi się nie podoba... Łatwo przekroczyć granicę kiczu.
wtorek, 6 grudnia 2011
środa, 30 listopada 2011
Jak polski rząd tęskni za IV Rzeszą, czyli ile absurdu mieści się w jednym dniu
Głupota ludzka, niechęć do logiki, czytania ze zrozumieniem i oderwanie od rzeczywistości zawsze mnie wprawiało w lekką konsternację. Niby człowiek wie, że różne jednostki zaludniają ten świat i kraj, ale jednak co jakiś czas znajduje się ktoś, kto wprowadza nową jakość i nową definicję słowa "psychoza". Albo "obsesja".
Reakcja prawicowej opozycji po wczorajszym wystąpieniu Ministra Spraw Zagraniczny Radosława Sikorskiego w Berlinie, przeszła moje najśmielsze oczekiwania, kategoria mniej więcej równa brzozie atakującej samolot prezydencki i Rosjanom rozpylającym sztuczną mgłę.
Reakcja prawicowej opozycji po wczorajszym wystąpieniu Ministra Spraw Zagraniczny Radosława Sikorskiego w Berlinie, przeszła moje najśmielsze oczekiwania, kategoria mniej więcej równa brzozie atakującej samolot prezydencki i Rosjanom rozpylającym sztuczną mgłę.
poniedziałek, 28 listopada 2011
"Spod łóżka wylazł biskup"
Większość pewnie kojarzy skąd jest cytat w tytule - w kultowym "Kingu" T.Love już dawno temu śpiewał o biskupie wyłażącym spod łóżka i rządzącym miastem, niestety do dziś niewiele się w naszym biednym kraju zmieniło.
Dla osoby niewierzącej, jaką jestem ja, na dodatek ceniącą sobie spokój i nie podnoszenie ciśnienia, życie w kraju takim jak Polska ma tę niedogodność, że religia katolicka jest w życiu publicznych obecna stale. STALE. CODZIENNIE. Nie chcę wnikać w sam fakt wierzenia, bo nie odczuwam specjalnej potrzeby przekonywania kogoś do mojego punktu widzenia i nie o tym ma być ten tekst. Tekst ma być o zmęczeniu i pewnej rezygnacji w obliczu zjawiska, którego końca nie widać, a które się przepoczwarzyło w jeszcze bardziej upierdliwą formę niż dawniej.
Dla osoby niewierzącej, jaką jestem ja, na dodatek ceniącą sobie spokój i nie podnoszenie ciśnienia, życie w kraju takim jak Polska ma tę niedogodność, że religia katolicka jest w życiu publicznych obecna stale. STALE. CODZIENNIE. Nie chcę wnikać w sam fakt wierzenia, bo nie odczuwam specjalnej potrzeby przekonywania kogoś do mojego punktu widzenia i nie o tym ma być ten tekst. Tekst ma być o zmęczeniu i pewnej rezygnacji w obliczu zjawiska, którego końca nie widać, a które się przepoczwarzyło w jeszcze bardziej upierdliwą formę niż dawniej.
środa, 23 listopada 2011
Święta idą, czyli przystrajamy, czy nie przystrajamy?
Chciałam napisać posta o różnym podejściu do tego co w jakim wieku się robi, zainspirowana Przemyśleniami Resvarii, ale tam się już wywiązała dyskusja, to nie będę dublować. Wezmę Was kiedyś z zaskoczenia ;)
Monika napisała mi w mailu, że ten okres jest jej ulubionym, bo zbliżają się Święta i zaczynają się spotkania w pracy, ozdabianie domu i miły przedświąteczny rozgardiasz. Jak to przeczytałam, to zdałam sobie sprawę, że widzę różnice w świętowaniu pomiędzy Kanadą a Polską, różnice na które nigdy wcześniej nie zwracałam tak uwagi.
Zacznijmy od samego świątecznego nastroju. W Kanadzie na pewno zaczyna się wcześniej niż w Polsce. Wprawdzie tutaj już są choinki w centrach handlowych i wszystko iskrzy gwiazdkami, to jednak ludzie o Świętach nie myślą, a wręcz się wkurzają, że niedługo choinki się we wrześniu pojawią :) W Toronto sklep, w którym pracowałam, otworzył swój przedświąteczny magazyn pod koniec października i o tej porze (koniec listopada) to już mnóstwo ludzi zaopatrywało się w prezenty i już radośnie rozprawiali o czekających przyjemnościach. Zupełnie jakby nie wiedzieli co ich czeka... ;)
Monika napisała mi w mailu, że ten okres jest jej ulubionym, bo zbliżają się Święta i zaczynają się spotkania w pracy, ozdabianie domu i miły przedświąteczny rozgardiasz. Jak to przeczytałam, to zdałam sobie sprawę, że widzę różnice w świętowaniu pomiędzy Kanadą a Polską, różnice na które nigdy wcześniej nie zwracałam tak uwagi.
Zacznijmy od samego świątecznego nastroju. W Kanadzie na pewno zaczyna się wcześniej niż w Polsce. Wprawdzie tutaj już są choinki w centrach handlowych i wszystko iskrzy gwiazdkami, to jednak ludzie o Świętach nie myślą, a wręcz się wkurzają, że niedługo choinki się we wrześniu pojawią :) W Toronto sklep, w którym pracowałam, otworzył swój przedświąteczny magazyn pod koniec października i o tej porze (koniec listopada) to już mnóstwo ludzi zaopatrywało się w prezenty i już radośnie rozprawiali o czekających przyjemnościach. Zupełnie jakby nie wiedzieli co ich czeka... ;)
środa, 16 listopada 2011
Biskupin, czyli trochę więcej historii
Ponieważ nie wszyscy czytają komentarze, a widzę, że Biskupin wzbudził zainteresowanie, zgodnie z obietnicą zgrałam zdjęcia od Mamy i trochę przybliżę historię tej osady. Artykuły w Wikipedii na temat Biskupina i kultury łużyckiej są naprawdę solidnie opracowane, więc bazowałam na nich, na oficjalnej stronie Muzeum, na http://www.muzarp.poznan.pl oraz na krótkiej notce ze strony http://www.biskupin.com/
niedziela, 13 listopada 2011
Może to nie Ontario...
... i jesień już się praktycznie kończy, a jak była ta najładniejsza to nie zrobiłam zdjęć, ale i tak sie udało jeszcze co nieco uchwycić. Za nami przemiły weekend spędzony na koncertowym spotkaniu z daaaawno nie widzianymi znajomymi, leczeniu kaca i wypadzie do Kórnika. Wcześniej jeszcze zaliczyliśmy Biskupin, ale rozczarował nieco, pamiętamy go nieco inaczej i planujemy wrócić na wiosnę, jak z powrotem się zaczną pokazy, lepienie garnków i zamiast pustki będą się pałętać ludzie w strojach z epoki :)
wtorek, 8 listopada 2011
To jak to jest z tą Polską?
Od wielu dni próbuję usiąść do podsumowania kanadyjskiego i kompletnie mi nie idzie. Co próbuję coś sklecić, to mi same banały i pierdoły wychodzą, więc może zamiast się zmuszać do tego tematu i nic nie pisać, na razie popiszę o czymś innym :)
Wywołana prośbami fanów (haha), dziś na tapetę wezmę Polskę.
Wywołana prośbami fanów (haha), dziś na tapetę wezmę Polskę.
poniedziałek, 17 października 2011
Bez komentarza, czyli historia obrazkowa
Dzisiaj nie będzie moich wypocin, choć coś tam jeszcze mam do powiedzenia ;)
Ponieważ wizyta w Akwarium w Vancouver przebiegała pod kątem patrzenia na zwierzaki, to też i nie bardzo jest co pisać. Zapraszam więc do patrzenia :)
Ponieważ wizyta w Akwarium w Vancouver przebiegała pod kątem patrzenia na zwierzaki, to też i nie bardzo jest co pisać. Zapraszam więc do patrzenia :)
środa, 12 października 2011
Whistler, czyli rozjechaliśmy góry
W sumie zostały już dwie opowieści, w tym jedna głównie obrazkowa. Po powrocie do Vancouver i wizycie w Akwarium (co będzie historią obrazkową), pojechaliśmy w okolice Whistler. Czas nam się kończył, koncepcje i pieniądze też, więc jeden dzień spędziliśmy znowu na jeżdżeniu bezsensownym i szukaniu szlaków i plaży, które w końcu okazały się być zupełnie nie tam, gdzie pierwotnie sądziliśmy. Widoki, oczywiście, były znowu zachwycające, ale okazało się, że bez własnego sprzętu (rower, windsurfing, cokolwiek) lub pieniędzy na wypożyczenie, nie bardzo jest co robić.
piątek, 7 października 2011
Jeszcze chłoniemy ;)
Na dowód, że żyjemy i mamy się dobrze :)
W najbliższych dniach wrócę do bloga, obiecuję i dokończę wakacyjną opowieść, choć już niewiele do opowiadania zostało.
Już prawie wszystko mamy ogarnięte, motocykle stoją grzecznie w ciepłym garażu obok zakupionego samochodu, jeden sprzęt był do naprawy za cenę nieco zbijającą z nóg, ale po analizie doszliśmy do wniosku, że w sumie jak na to, co musiało być zrobione, to nie wyszło źle. Przynajmniej mamy wreszcie spokojne głowy, że wszystko co było do zrobienia zostało zrobione i maszyna jest bezpieczna. Drugi sprzęt został sprawdzony, naoliwiony, czyli standard bez niespodzianek. Roczna przerwa o dziwo nie spowodowała większych dramatów w technice jazdy, zakręty jeszcze trochę kwadratowo wychodzą, ale ogólnie jest dobrze i pogoda nam się na tyle udała, że jeszcze była okazja, żeby trochę się przejechać.
Cały czas jestem w permanentnym szoku jak tu jest drogo. Drożej niż jak wyjeżdżaliśmy. Nie mam pojęcia jak żyją ludzie pracujący w magazynach i na innych kasach.
Sierściuch został sprowadzony z powrotem do Poznania, nie poznał nas na początku skubany. Roczny pobyt w raju nieco go spasł, ale szczupły w gruncie rzeczy nigdy nie był ;) Oswojenie nastąpiło szybko i z powrotem spędza dnie na spaniu pod stołem. Taki to ma dobrze ;)
Kampania wyborcza idzie pełną parą, wybory już w niedzielę, a my nadal z lekkim wytrzeszczem patrzymy na telewizyjne niusy i to nie dlatego, że przez większość pobytu w Kanadzie nie oglądaliśmy TV :)
Pogodę przywieźliśmy ładną, od czasu przyjazdu do dnia dzisiejszego było słońce i po 20-27 stopni, więc jesień prawie jak nie polska. Niestety już się ochładza i ma zacząć popadywać, więc wracamy do jesiennej normy. Chociaż prognozy długoterminowe zmieniają się z dnia na dzień, więc tak naprawdę to nie wiadomo.
Oprócz cen, szokujące są również rozmiary. Lodówka jakaś mała, kuchenka ledwo mieści blachę do pieczenia, takie kompaktowe wszystko jest ;) Zamarzyła mi się taka kuchenka:
Drobne 3700 euro ;))) Jak będę duża i bogata to sobie taką kupię :)
Pozdrawiamy i za chwilę wrócimy i będzie regularnie :)
W najbliższych dniach wrócę do bloga, obiecuję i dokończę wakacyjną opowieść, choć już niewiele do opowiadania zostało.
Już prawie wszystko mamy ogarnięte, motocykle stoją grzecznie w ciepłym garażu obok zakupionego samochodu, jeden sprzęt był do naprawy za cenę nieco zbijającą z nóg, ale po analizie doszliśmy do wniosku, że w sumie jak na to, co musiało być zrobione, to nie wyszło źle. Przynajmniej mamy wreszcie spokojne głowy, że wszystko co było do zrobienia zostało zrobione i maszyna jest bezpieczna. Drugi sprzęt został sprawdzony, naoliwiony, czyli standard bez niespodzianek. Roczna przerwa o dziwo nie spowodowała większych dramatów w technice jazdy, zakręty jeszcze trochę kwadratowo wychodzą, ale ogólnie jest dobrze i pogoda nam się na tyle udała, że jeszcze była okazja, żeby trochę się przejechać.
Cały czas jestem w permanentnym szoku jak tu jest drogo. Drożej niż jak wyjeżdżaliśmy. Nie mam pojęcia jak żyją ludzie pracujący w magazynach i na innych kasach.
Sierściuch został sprowadzony z powrotem do Poznania, nie poznał nas na początku skubany. Roczny pobyt w raju nieco go spasł, ale szczupły w gruncie rzeczy nigdy nie był ;) Oswojenie nastąpiło szybko i z powrotem spędza dnie na spaniu pod stołem. Taki to ma dobrze ;)
Kampania wyborcza idzie pełną parą, wybory już w niedzielę, a my nadal z lekkim wytrzeszczem patrzymy na telewizyjne niusy i to nie dlatego, że przez większość pobytu w Kanadzie nie oglądaliśmy TV :)
Pogodę przywieźliśmy ładną, od czasu przyjazdu do dnia dzisiejszego było słońce i po 20-27 stopni, więc jesień prawie jak nie polska. Niestety już się ochładza i ma zacząć popadywać, więc wracamy do jesiennej normy. Chociaż prognozy długoterminowe zmieniają się z dnia na dzień, więc tak naprawdę to nie wiadomo.
Oprócz cen, szokujące są również rozmiary. Lodówka jakaś mała, kuchenka ledwo mieści blachę do pieczenia, takie kompaktowe wszystko jest ;) Zamarzyła mi się taka kuchenka:
Drobne 3700 euro ;))) Jak będę duża i bogata to sobie taką kupię :)
Pozdrawiamy i za chwilę wrócimy i będzie regularnie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




