Tak, tak, wiem, nic nie piszę ;) Już nawet nie będę obiecywać, że sie poprawię :)
Póki co Wszystkiego Dobrego, jeśli 2012 był dobry, to jeszcze lepszego 2013, jeśli nie, to tym bardziej ;)
Na szybko: wiem, że jak prosiłam o spotkania, to miałam zablokowany email na bloggerze, w ogóle tego nie zauważyłam, wiec teraz dla wszystkich szwedzkich czytelników, którzy nadal będą chętni na spotkanie:
email: winnix@go2.pl
szwedzka komórka: +46 72 863 55 37
Wracam 2go i wtedy komórka będzie włączona :)))
Bawcie się dobrze!
poniedziałek, 31 grudnia 2012
niedziela, 2 grudnia 2012
Jak prawie nie zdążyłam na egzamin, czy zrobię w końcu pranie i kto chce iść ze mną na piwo :)
Ostatnie dwa miesiące upłynęły mi pod znakiem dość konkretnego stresu, stąd nawet nie miałam jak się skupić na czymkolwiek relaksującym, o pisaniu bloga nie spominając. Otóż postanowiłam uzupełnić moją finansową wiedzę i zaczęłam proces uzyskiwania finansowego certyfikatu CIMA. W Polsce jeszcze średnio to cokolwiek daje (może w Warszawie), ale w pozostałej części świata nie da się zrobić kariery w finansach bez jednego z certyfikatów. CIMA jest najbliższa temu, co robiłam i co chcę robić, czyli rachunkowości zarządczej. Generalnie polega to na tym, że mam 10 egzaminów do zaliczenia, dwie sesje egzaminacyjne w roku i jak to sobie rozłożę, w takim tempie całość zaliczę. Pierwszy egzamin przypadał 20go listopada i nie da się ukryć, że wypadłam nieco z rytmu naukowo-egzaminacyjnego, co sprowadziło na mnie ataki paniki i stresu, które były mi obce na studiach ;)
środa, 7 listopada 2012
Czy Szwedzi są niegrzeczni i egoistyczni?
Z taką opinią i emocjonalną dyskusją spotkałam się na blogu pewnej Amerykanki mieszkającej w Sztokholmie. Dyskusja pod postem przybrała ton dość szokujący, biorąc pod uwagę, że opinie były pisane przez ludzi zarzucających innym nieuprzejmość i brak wychowania. Tutaj znajdziecie notkę: Lost in Stockholm.
Przykładowy komentarz: "I’ve lived in Sweden for many years now (originally from the US) and I can say with some authority that the people here are among the rudest most self-centered people on the planet. And it’s not just folks from Stockholm. The entire culture is dominated by an utter contempt for their fellows."
Nie da się ukryć, że dosyć mocno się zdziwiłam tą opinią, ale przeczesywanie sieci połączone z przeczytaniem paru komentarzy próbujących wyjaśnić stan rzeczy, wyklarowały mi sytuację.
Przykładowy komentarz: "I’ve lived in Sweden for many years now (originally from the US) and I can say with some authority that the people here are among the rudest most self-centered people on the planet. And it’s not just folks from Stockholm. The entire culture is dominated by an utter contempt for their fellows."
Nie da się ukryć, że dosyć mocno się zdziwiłam tą opinią, ale przeczesywanie sieci połączone z przeczytaniem paru komentarzy próbujących wyjaśnić stan rzeczy, wyklarowały mi sytuację.
wtorek, 23 października 2012
Pochmurny spacer po Sztokholmie
Oczywiście, że pierwszy weekend mojego pobytu w Sztokholmie był deszczowy i pochmurny :) Podobnie jak jestem przekonana, że będzie sroga zima ;)
W sobotę padało praktycznie cały dzień, więc zrobiłam sobie leniwy dzień w hotelu, natomiast w niedzielę już nie było zmiłuj i pojechałam do centrum, chociaż nie zapowiadało się na rewelacyjną pogodę. Udało mi się zrobić zdjęcia, póki nie padało - pewnie ładniej by wyszły ze słońcem, ale jestem w Skandynawii, nie oczekujmy zbyt wiele w październiku ;)
Bez większego planu, pojechałam do najstarszej części, czyli Gamla Stan i stamtąd po prostu pałętałam się dalej, więc nie wiem na 100% co mam na zdjęciach ;) W tym tygodniu przyjeżdża Koala, więc zwiedzanie będzie już takie z przytupem, a póki co, po prostu obrazki.
W sobotę padało praktycznie cały dzień, więc zrobiłam sobie leniwy dzień w hotelu, natomiast w niedzielę już nie było zmiłuj i pojechałam do centrum, chociaż nie zapowiadało się na rewelacyjną pogodę. Udało mi się zrobić zdjęcia, póki nie padało - pewnie ładniej by wyszły ze słońcem, ale jestem w Skandynawii, nie oczekujmy zbyt wiele w październiku ;)
Bez większego planu, pojechałam do najstarszej części, czyli Gamla Stan i stamtąd po prostu pałętałam się dalej, więc nie wiem na 100% co mam na zdjęciach ;) W tym tygodniu przyjeżdża Koala, więc zwiedzanie będzie już takie z przytupem, a póki co, po prostu obrazki.
sobota, 20 października 2012
Gdzie są grubi ludzie?
No właśnie, kompleksów się normalnie nabawię ;) Jak wiadomo, reprezentatywnych danych nie mam, bo i po 2 tygodniach nie mam prawa mieć, ale dopiero dzisiaj po raz pierwszy w sklepie widziałam grubą parę, do tego czasu nic. Echo. Autentycznie, zaczęłam się obawiać, że jestem najgrubszą kobietą w Sztokholmie ;)
Na razie kursuję między hotelem, firmą a supermarketem, więc jedynie tam mogę obserwować ludzi, plus ten jeden dzień jak Sara nas obwoziła po Sztokholmie w poszukiwaniu mieszkań. Wytężałam wzrok mocno, aż w końcu dramatycznie zapytałam "Tutaj nie ma grubych ludzi, jak wy to robicie???", na co Sara odparła "A nie wiem, może dlatego, że wszyscy mają obsesję chodzenia na siłownię i biegania". Faktycznie, akurat zbliżała się pora obiadu i w okolicy parków można było wypatrzyć ludzi, którzy swoją przerwę obiadową wykorzystują na spalanie kalorii zamiast na ich przyjmowanie.
Na razie kursuję między hotelem, firmą a supermarketem, więc jedynie tam mogę obserwować ludzi, plus ten jeden dzień jak Sara nas obwoziła po Sztokholmie w poszukiwaniu mieszkań. Wytężałam wzrok mocno, aż w końcu dramatycznie zapytałam "Tutaj nie ma grubych ludzi, jak wy to robicie???", na co Sara odparła "A nie wiem, może dlatego, że wszyscy mają obsesję chodzenia na siłownię i biegania". Faktycznie, akurat zbliżała się pora obiadu i w okolicy parków można było wypatrzyć ludzi, którzy swoją przerwę obiadową wykorzystują na spalanie kalorii zamiast na ich przyjmowanie.
wtorek, 16 października 2012
Dlaczego wynajem w Sztokholmie jest sportem ekstremalnym?
Chciałam odpisać resvarii, ale jak zaczęłam zgłębiać temat wyszło parę rzeczy, które uznałam, że dobrze by było zapisać jako osobną notkę. Jakby ktoś szukał informacji :)
Dlaczego jest taka jazda bez trzymanki z mieszkaniami w Sztokholmie, jak również w innych częściach Szwecji? Powodów jest kilka i przynajmniej jeden jest dla mnie osobiście dość szokujący. Będę się skupiać na Sztokholmie, więc głowy nie dam, czy wszystko funkcjonuje dokładnie tak samo w pozostałych częściach kraju.
1. Mieszkań w Sztokholmie jest za mało. Cały czas się coś buduje, ale nadal to nie zaspokaja popytu. Na przykład w 2010 roku zbudowano zaledwie 6 400 nowych mieszkań, podczas gdy szacunki pokazują potrzebę przyrostu rzędu 25 000 rocznie. Jednym z powodów są spore restrykcje budowlane i wymogi (np. dotyczące ochrony środowiska), które podnoszą koszty budowy.
2. Wysokie są koszty przeprowadzki, więc siłą rzeczy Szwedzi są mniej mobilni - wysokie podatki, wysokie stawki agentów nieruchomości, to wszystko powoduje, że jak już ktoś ma mieszkanie, to w nim mieszka do oporu.
3. Wg mnie, powodem są też zarobki. W Szwecji zarobki są dość wyrównane i mało kogo stać na kupno mieszkania dla siebie i mieszkania na wynajem. Średnia pensja w Sztokholmie to 28 000SEK miesięcznie brutto, czyli 13 500zł, czyli ok. C$4 300. Wiem, że to średnia, ale biorąc pod uwagę podatki i koszty życia, to nie jest oszałamiająca kwota.
4. Chyba najważniejszym aspektem jest sztywny i bardzo mocno uregulowany rynek wynajmu. Najbardziej szokującą dla mnie informacją jest fakt, że kupując mieszkanie, nie jesteś de facto jego właścicielem w pełni tego słowa znaczeniu. Kupujesz prawo do zajmowania mieszkania, a właścicielem jest Bostadsrättsförenging (BRF), czyli taka wspólnota mieszkaniowa.
5. Chcąc wynając mieszkanie, musisz wystąpić o pozwolenie do owej wspólnoty. Wspólnota również ustala zasady, które, jak się można domyślić, sa korzystne dla wspólnoty, czyli długi okres wypowiedzenia umowy, maksymalny okres wynajmu, i tak dalej.Wspólnota również określa za ile możesz mieszkanie wynająć.
6. Podobno wspólnota może nawet nakazać właścicielowi sprzedaż mieszkania, jeśli ów się długo nie pojawia w kraju. Są również sytuacje, że właściciel sprzedaje mieszkanie, ponieważ wspólnota tak mocno utrudnia wynajem, że pojawia sie problem z utrzymaniem pusto stojącej przestrzeni.
7. Dzięki powyższym, kwitnie czarny rynek wynajmu, na którym ceny sa horendalne, a prawa żadne.
Wydaje mi się, że nie wszystkie mieszkania są objęte wspomnianymi wyżej wspólnotami, ale nie mam pojęcia jaki stanowią procent. Myślę, że sa zdecydowaną mniejszością. Co najlepsze, sporo Szwedów uważa, że ten system ma sens i nie chce go zmieniać. Nie mają nic przeciwko ograniczaniu własnej wolności w dysponowaniu swoja własnością w zamian za ochronę swoich praw, spokoju w budynku i "atmosfery". Argumentują, że wspólnota musi mieć coś do powiedzenia, bo w przeciwnym wypadku ludzie będą wynajmowac mieszkania komu popadnie, czyli głośnym studentom i innym aspołecznym przypadkom. Dość zaskakujący brak wiary w umiejętność jednostki do podejmowania racjonalnej decyzji...
Dlaczego jest taka jazda bez trzymanki z mieszkaniami w Sztokholmie, jak również w innych częściach Szwecji? Powodów jest kilka i przynajmniej jeden jest dla mnie osobiście dość szokujący. Będę się skupiać na Sztokholmie, więc głowy nie dam, czy wszystko funkcjonuje dokładnie tak samo w pozostałych częściach kraju.
1. Mieszkań w Sztokholmie jest za mało. Cały czas się coś buduje, ale nadal to nie zaspokaja popytu. Na przykład w 2010 roku zbudowano zaledwie 6 400 nowych mieszkań, podczas gdy szacunki pokazują potrzebę przyrostu rzędu 25 000 rocznie. Jednym z powodów są spore restrykcje budowlane i wymogi (np. dotyczące ochrony środowiska), które podnoszą koszty budowy.
2. Wysokie są koszty przeprowadzki, więc siłą rzeczy Szwedzi są mniej mobilni - wysokie podatki, wysokie stawki agentów nieruchomości, to wszystko powoduje, że jak już ktoś ma mieszkanie, to w nim mieszka do oporu.
3. Wg mnie, powodem są też zarobki. W Szwecji zarobki są dość wyrównane i mało kogo stać na kupno mieszkania dla siebie i mieszkania na wynajem. Średnia pensja w Sztokholmie to 28 000SEK miesięcznie brutto, czyli 13 500zł, czyli ok. C$4 300. Wiem, że to średnia, ale biorąc pod uwagę podatki i koszty życia, to nie jest oszałamiająca kwota.
4. Chyba najważniejszym aspektem jest sztywny i bardzo mocno uregulowany rynek wynajmu. Najbardziej szokującą dla mnie informacją jest fakt, że kupując mieszkanie, nie jesteś de facto jego właścicielem w pełni tego słowa znaczeniu. Kupujesz prawo do zajmowania mieszkania, a właścicielem jest Bostadsrättsförenging (BRF), czyli taka wspólnota mieszkaniowa.
5. Chcąc wynając mieszkanie, musisz wystąpić o pozwolenie do owej wspólnoty. Wspólnota również ustala zasady, które, jak się można domyślić, sa korzystne dla wspólnoty, czyli długi okres wypowiedzenia umowy, maksymalny okres wynajmu, i tak dalej.Wspólnota również określa za ile możesz mieszkanie wynająć.
6. Podobno wspólnota może nawet nakazać właścicielowi sprzedaż mieszkania, jeśli ów się długo nie pojawia w kraju. Są również sytuacje, że właściciel sprzedaje mieszkanie, ponieważ wspólnota tak mocno utrudnia wynajem, że pojawia sie problem z utrzymaniem pusto stojącej przestrzeni.
7. Dzięki powyższym, kwitnie czarny rynek wynajmu, na którym ceny sa horendalne, a prawa żadne.
Wydaje mi się, że nie wszystkie mieszkania są objęte wspomnianymi wyżej wspólnotami, ale nie mam pojęcia jaki stanowią procent. Myślę, że sa zdecydowaną mniejszością. Co najlepsze, sporo Szwedów uważa, że ten system ma sens i nie chce go zmieniać. Nie mają nic przeciwko ograniczaniu własnej wolności w dysponowaniu swoja własnością w zamian za ochronę swoich praw, spokoju w budynku i "atmosfery". Argumentują, że wspólnota musi mieć coś do powiedzenia, bo w przeciwnym wypadku ludzie będą wynajmowac mieszkania komu popadnie, czyli głośnym studentom i innym aspołecznym przypadkom. Dość zaskakujący brak wiary w umiejętność jednostki do podejmowania racjonalnej decyzji...
piątek, 12 października 2012
Namioty w parku, czyli jak mieszkać w Sztokholmie
Czy zostali jeszcze jacyś fani/czytelnicy? :))) Chyba muszę zacząć się reklamować na nowo, bo normalnie ponad miesiąc ciszy i nawet nikt się nie upomina ;)
A na poważnie, dużo różnych rzeczy w mojej głowie się ostatnio działo, którymi niespecjalnie chciałam się publicznie dzielić, więc znowu nastała przerwa. Nadal nie do końca mam wizję tego jaki ten blog ma być, bo w końcu podróżować bez końca nie będę, no ale póki co, jest obiecana Szwecja :) W międzyczasie było parę zawirowań, miała być Kopenhaga, potem Sztokholm, potem Szwajcaria, a w końcu stanęło na pierwotnym planie, czyli Szwecji. Tak to jest jak się ma szefa z tysiącem pomysłów na minutę ;)
Od poniedziałku mieszkać w Sztokholmie, na razie w hotelu, ponieważ.... No właśnie. Ponieważ rynek wynajmu mieszkań w Sztokholmie jest SZALONY. Naprawdę SZALONY!
A na poważnie, dużo różnych rzeczy w mojej głowie się ostatnio działo, którymi niespecjalnie chciałam się publicznie dzielić, więc znowu nastała przerwa. Nadal nie do końca mam wizję tego jaki ten blog ma być, bo w końcu podróżować bez końca nie będę, no ale póki co, jest obiecana Szwecja :) W międzyczasie było parę zawirowań, miała być Kopenhaga, potem Sztokholm, potem Szwajcaria, a w końcu stanęło na pierwotnym planie, czyli Szwecji. Tak to jest jak się ma szefa z tysiącem pomysłów na minutę ;)
Od poniedziałku mieszkać w Sztokholmie, na razie w hotelu, ponieważ.... No właśnie. Ponieważ rynek wynajmu mieszkań w Sztokholmie jest SZALONY. Naprawdę SZALONY!
czwartek, 30 sierpnia 2012
Sport-biz, czyli co powinno finansować państwo?
Euro się skończyło, igrzyska się skończyły, przez media przelewa się tradycyjna rozpacz i pytanie jak uzdrowić polski sport. W najnowszej Polityce na temat zasadności utrzymywania sportu zawodowego wypowiedział się Jacek Żakowski, odpowiedział mu natomiast Rafał Stec. Obaj panowie należą do grona moich ulubionych dziennikarzy, jednak tym razem nie zgadzam się w pełni z żadnym.
niedziela, 26 sierpnia 2012
Co wiemy o Szwecji?
Wyjazd do Sztokholmu zbliża się wielkimi krokami, więc wypada się jakoś przygotować. Niestety wyjeżdżam podczas najbardziej niewdzęcznych pór roku, bo na jesień i zimę, ale jest szansa, że projekt nie ruszy na czas i już się nieoficjalnie przebąkuje w firmie o dwóch miesiącach dodatkowych, więc jest szansa, że na wiosnę się też załapię :) W pierwszym odruchu miałam taką myśl, że w sumie niewiele wiem o Szwecji, która jest w mojej świadomości traktowana jako część bardzo ogólnej Skandynawii, ale jak zaczęłam się głębiej zastanawiać, to okazało się, że jednak wiem więcej niż początkowo myślałam.
sobota, 18 sierpnia 2012
Szklany sufit czy własny wybór?
Temat, nad którym myślę sobie od dawna - dlaczego mnóstwo jest kobiet na średnim szczeblu menedżerskim, a na samej górze można ich ze świecą szukać.
Popularny jest pogląd, że kobiety są na rynku pracy oraz w firmach dyskryminowane. Twierdzi się, że nie awansują, bo rodzą dzieci, zamiast nich dostają awanse koledzy, choć bywają mniej kompetentni. Ta opinia jest tak mocno rozpowszechniona, że praktycznie nikt się już nawet nad tym nie zastanawia, tylko wszyscy przyjmują jako fakt, że tak jest. Myślę jednak, że jest to kwestia znacznie bardziej skomplikowana i możnaby o niej bardzo dużo napisać, dlatego nie będę teraz wnikać w kwestię zachodzenia w ciążę, urlopu macierzyńskiego, wszechobecnych zwolnień, powrótów (bądź nie) po ciąży, a wyłuszczę swój pogląd na kwestie awansu tego już "najwyższego", czyli dyrektorsko-prezesowsko-nadzorczego.
Popularny jest pogląd, że kobiety są na rynku pracy oraz w firmach dyskryminowane. Twierdzi się, że nie awansują, bo rodzą dzieci, zamiast nich dostają awanse koledzy, choć bywają mniej kompetentni. Ta opinia jest tak mocno rozpowszechniona, że praktycznie nikt się już nawet nad tym nie zastanawia, tylko wszyscy przyjmują jako fakt, że tak jest. Myślę jednak, że jest to kwestia znacznie bardziej skomplikowana i możnaby o niej bardzo dużo napisać, dlatego nie będę teraz wnikać w kwestię zachodzenia w ciążę, urlopu macierzyńskiego, wszechobecnych zwolnień, powrótów (bądź nie) po ciąży, a wyłuszczę swój pogląd na kwestie awansu tego już "najwyższego", czyli dyrektorsko-prezesowsko-nadzorczego.
czwartek, 9 sierpnia 2012
Ponoć głupi naród na dorobku
Mieszkający w Polsce wiedzą o ostatniej aferze z Amber Gold. Mieszkający zagranicą, być może też, jeśli śledzą polską prasę. Chciałam napisać całą notkę o naiwności ludzkiej i przedziwnym podejściu do państwa i jego obowiązków, ale dziś przeczytałam "analizę" całej sytuacji, popartą naukowymi autorytetami, która to analiza mnie położyła na łopatki, więc notka nieco zboczy z pierwotnego szlaku.
Krótkie wyjaśnienie - firma Amber Gold została założona przez pana z wyrokami sądowymi za różnego rodzaju malwersacje finansowe. Oferowała inwestycje w złoto, obiecując po kilkanaście, albo i więcej, procent zysku rocznie. Wydawało by się, że wystarczająco się trąbi w prasie i telewizji o podstawowych zasadach bezpiecznego inwestowania, żeby ludzie po pierwsze się nie dali na takie bzdury łapać, a po drugie, nie wkładali oszczędności życia w jeden instrument...
Krótkie wyjaśnienie - firma Amber Gold została założona przez pana z wyrokami sądowymi za różnego rodzaju malwersacje finansowe. Oferowała inwestycje w złoto, obiecując po kilkanaście, albo i więcej, procent zysku rocznie. Wydawało by się, że wystarczająco się trąbi w prasie i telewizji o podstawowych zasadach bezpiecznego inwestowania, żeby ludzie po pierwsze się nie dali na takie bzdury łapać, a po drugie, nie wkładali oszczędności życia w jeden instrument...
niedziela, 5 sierpnia 2012
Jak smukło to wystarczająco smukło???
Pracuję z dziewczyną, która ma 166cm wzrostu, waży 46kg i chce jeszcze schudnąć. Jest chuda niemożliwie, niezbyt dobrze się odżywia, z tego co widzę i ma ten efekt typowy dla koszmarnie chudych osób, że głowa wygląda na nienaturalnie wielką w porównaniu do reszty ciała. Twierdzi, że na wagę nie patrzy (ale kilogram jeszcze chce schudnąć), bo najważniejsze jest to, że się dobrze czuje. Osobiście uważam, że takie stwierdzenia są adekwatne z ust osób, które oscylują w ramach w miarę normalnej wagi, bądź lekkiej niedowagi, bądź lekkiej nadwagi. Jak coś takiego mówi osoba otyła, bądź chorobliwie chuda, mam ochotę po łbie zdzielić... A odchudza się, bo ma niedługo ślub koleżanki, której jest świadkową i musi na tym ślubie smukło wyglądać. Jeśli 46kg to nie jest smukło, to ja kuźwa nie wiem co jest...
Druga dziewczyna ma obsesję na punkcie chemii w produktach i przy obiedzie co chwilę opowiada, czego nie może w ogóle tknąć, bo od razu chemię czuje (na przykład w lodach). Ja naprawdę rozumiem zdrowe odżywianie, ale jakiś środek dobrze by było znaleźć, bo można oszaleć, jak tak obie zaczną przy obiedzie nadawać.
Pomyślałam sobie, jak strasznie dzisiejszy świat porył dziewczynom głowy. Nigdy nie słyszałam mężczyzn rozmawiających o odchudzaniu się, czy odmawiających sobie obiadu, bo "wszystko jest sztuczne". Jak człowiek się nieco wyizoluje ze społeczeństwa na bezrobociu, to potem przechodzi dość poważny szok i tak się zastanawiam, czy to już jest norma, co te dziewczyny wyczyniają? Na szczęście kątem oka wyłapałam jednostki biorące ziemniaki i to nawet polane sosem, więc może jest jeszcze szansa na normalne towarzystwo ;)
Druga dziewczyna ma obsesję na punkcie chemii w produktach i przy obiedzie co chwilę opowiada, czego nie może w ogóle tknąć, bo od razu chemię czuje (na przykład w lodach). Ja naprawdę rozumiem zdrowe odżywianie, ale jakiś środek dobrze by było znaleźć, bo można oszaleć, jak tak obie zaczną przy obiedzie nadawać.
Pomyślałam sobie, jak strasznie dzisiejszy świat porył dziewczynom głowy. Nigdy nie słyszałam mężczyzn rozmawiających o odchudzaniu się, czy odmawiających sobie obiadu, bo "wszystko jest sztuczne". Jak człowiek się nieco wyizoluje ze społeczeństwa na bezrobociu, to potem przechodzi dość poważny szok i tak się zastanawiam, czy to już jest norma, co te dziewczyny wyczyniają? Na szczęście kątem oka wyłapałam jednostki biorące ziemniaki i to nawet polane sosem, więc może jest jeszcze szansa na normalne towarzystwo ;)
wtorek, 31 lipca 2012
Dawno takich tam nie było :)
No właśnie. W ogóle dawno niczego nie było, ale takich tam to już w ogóle :) Nie da się ukryć, że nie chciało mi się za bardzo pisać, bo w głowie były raczej obawy o pracę niż chęć dyskutowania o czymkolwiek, ale teraz wszystko powinno wrócić do normy. Na opis czeka jeszcze nasza majowa wycieczka do pałacu Raczyńskich i domu Arkadego Fiedlera, wpadliśmy też do Nowej Soli, która okazała się być bardzo sympatycznym miasteczkiem.
Dziś ostatni dzień lenistwa, od jutra zaczynam szkolenia i wdrażanie :) Myślę, ze nigdy w życiu tak się nie cieszyłam na perspektywę pracy ;) 2,5 roku minęło od czasu jak robiłam coś konkretnego, więc oprócz radości jest maly stres, czy ja w ogóle jeszcze pamiętam jak to się robi, ale pewnie po pierwszych dniach wszystko przejdzie. W najbliższym czasie będziemy na nowo organizować nasze życie, w takich małych szczegółach, jak "jak zorganizować gotowanie, żeby mieć co jeść". Wbrew pozorom, to kluczowa kwestia, szczególnie, że od tygodnia jestem na porządnej diecie i nie mam zamiaru tego spieprzyć.
Mam chwilową przerwę w bieganiu, obecne temperatury sprawiają, że mam do wyboru albo biegać wcześnie rano, albo późno wieczorem. Rano nie jestem w stanie się zwlec, chociaż parę razy wstawałam o takiej godzinie, ze dało się biec, chociaż pod koniec już było za ciepło. Wieczorem z kolei jestem zbyt rozleniwiona ;) Teraz powinno być lepiej, bo po pracy mogę iść biegać z rozpędu, a na dodatek będę miała karnet na siłownię. No i na basen muszę wrócić. Czy wystarczy mi czasu na to wszystko? ;)
Odchudzamy kota. Zważyłam skubańca i jakieś 1,5kg musi zrzucić. Na razie jest w histerii i zastanawiam się kiedy mi przegryzie grdykę ze złości :)
Euro się skończyło, zaczęły Igrzyska, na których z reguły mamy szanse podobne do polskich piłkarzy ;) Póki co honor uratowała Pani Strzelająca, zdobywając srebrny medal, walczą też siatkarze i pływacy. Nie chce mi się już nawet zastanawiać, dlaczego kraj wielkości Polski nie potrafi z siebie wypluć sportowców zdolnych zdobywać medale, pogodziłam się z tym dawno temu.
Wciągnęłam się w Grę o Tron. Skończył się drugi sezon serialu, więc się skusiłam na książkę, która mnie zbija z nóg i zostawia co chwilę z otwartą szczęką. Nie ma bezpiecznego bohatera, każdy w każdej chwili może umrzeć, co sprawia, że napięcie jest cały czas utrzymywane na wysokim poziomie. Oprócz tego mam na tapecie Billa Brysona "Notes from a Small Island", która zachwyca mnie używaniem bardzo wyrafinowanego angielskiego i rewelacyjnym portretem Wielkiej Brytanii :) Polecam szczerze, bardzo zabawny styl i przyjemna, choć wymagająca momentami słownika, lektura.
Polityke, póki co, przemilczę. Nie chce mi się w tym taplać, szczerze mówiąc :)
Kończę, bo siatkarze przegrywają 0:2 z Bułgarami i nie mogę się skupić na pisaniu ;)
Dziś ostatni dzień lenistwa, od jutra zaczynam szkolenia i wdrażanie :) Myślę, ze nigdy w życiu tak się nie cieszyłam na perspektywę pracy ;) 2,5 roku minęło od czasu jak robiłam coś konkretnego, więc oprócz radości jest maly stres, czy ja w ogóle jeszcze pamiętam jak to się robi, ale pewnie po pierwszych dniach wszystko przejdzie. W najbliższym czasie będziemy na nowo organizować nasze życie, w takich małych szczegółach, jak "jak zorganizować gotowanie, żeby mieć co jeść". Wbrew pozorom, to kluczowa kwestia, szczególnie, że od tygodnia jestem na porządnej diecie i nie mam zamiaru tego spieprzyć.
Mam chwilową przerwę w bieganiu, obecne temperatury sprawiają, że mam do wyboru albo biegać wcześnie rano, albo późno wieczorem. Rano nie jestem w stanie się zwlec, chociaż parę razy wstawałam o takiej godzinie, ze dało się biec, chociaż pod koniec już było za ciepło. Wieczorem z kolei jestem zbyt rozleniwiona ;) Teraz powinno być lepiej, bo po pracy mogę iść biegać z rozpędu, a na dodatek będę miała karnet na siłownię. No i na basen muszę wrócić. Czy wystarczy mi czasu na to wszystko? ;)
Odchudzamy kota. Zważyłam skubańca i jakieś 1,5kg musi zrzucić. Na razie jest w histerii i zastanawiam się kiedy mi przegryzie grdykę ze złości :)
Euro się skończyło, zaczęły Igrzyska, na których z reguły mamy szanse podobne do polskich piłkarzy ;) Póki co honor uratowała Pani Strzelająca, zdobywając srebrny medal, walczą też siatkarze i pływacy. Nie chce mi się już nawet zastanawiać, dlaczego kraj wielkości Polski nie potrafi z siebie wypluć sportowców zdolnych zdobywać medale, pogodziłam się z tym dawno temu.
Wciągnęłam się w Grę o Tron. Skończył się drugi sezon serialu, więc się skusiłam na książkę, która mnie zbija z nóg i zostawia co chwilę z otwartą szczęką. Nie ma bezpiecznego bohatera, każdy w każdej chwili może umrzeć, co sprawia, że napięcie jest cały czas utrzymywane na wysokim poziomie. Oprócz tego mam na tapecie Billa Brysona "Notes from a Small Island", która zachwyca mnie używaniem bardzo wyrafinowanego angielskiego i rewelacyjnym portretem Wielkiej Brytanii :) Polecam szczerze, bardzo zabawny styl i przyjemna, choć wymagająca momentami słownika, lektura.
Polityke, póki co, przemilczę. Nie chce mi się w tym taplać, szczerze mówiąc :)
Kończę, bo siatkarze przegrywają 0:2 z Bułgarami i nie mogę się skupić na pisaniu ;)
środa, 25 lipca 2012
Jak to z pracą było
Poszukiwanie pracy z pewnością nie jest łatwą sprawą, jak człowiek wie czego chce, przy obecnej ekonomii. Albo jak człowiek chce zacząć od nowa. Albo jak człowiek jest kobietą w "wieku rozrodczym". Albo jak człowiek jest po środku szczebli. Niemniej się udaje. Jakich szczebli, co od nowa? Już wyjaśniam :)
Chyba już kiedyś się chwaliłam, że mam generalnie szczęście w życiu. Nie przypisuję tego jakimś siłom wyższym, nie wiem czemu tak jest, że jeden, cytując polski kabaret, "i w dupie palec złamie", a innemu się udaje, cokolwiek zaplanuje. Nie łączyłabym tego z żadnym bogiem, bo z żadnym nie gadam i jeśli jakiś macza w tym palce, to albo się nieszczęśliwie zakochał, albo od wielu lat próbuje mnie zwabić (to pomysł Barbary ;)) z kiepskim skutkiem. Oczywiście pomagam szczęściu jak mogę, są jednak momenty, kiedy można w nie zwątpić i powoli zaczynało się tak dziać przez ostatni czas.
Chyba już kiedyś się chwaliłam, że mam generalnie szczęście w życiu. Nie przypisuję tego jakimś siłom wyższym, nie wiem czemu tak jest, że jeden, cytując polski kabaret, "i w dupie palec złamie", a innemu się udaje, cokolwiek zaplanuje. Nie łączyłabym tego z żadnym bogiem, bo z żadnym nie gadam i jeśli jakiś macza w tym palce, to albo się nieszczęśliwie zakochał, albo od wielu lat próbuje mnie zwabić (to pomysł Barbary ;)) z kiepskim skutkiem. Oczywiście pomagam szczęściu jak mogę, są jednak momenty, kiedy można w nie zwątpić i powoli zaczynało się tak dziać przez ostatni czas.
poniedziałek, 23 lipca 2012
Mamy wreszcie pracę!
Alleluja, chóry anielskie zaśpiewały, a właściwie ryknęły z pełną mocą, ponieważ telefon o pracy dostałam będąc na festiwalu w Jarocinie :) Pan Koala dostał pracę parę dni wcześniej, więc oboje zaczynamy niemal w tym samym czasie. Powiem tak - nie było łatwo i na pewno niedługo napiszę jak się szukało, ale warto było poczekać, bo oboje mamy dokładnie to, o co nam chodziło. Szczęście nas ogarnęło, a obie dobre wiadomości zostały oblane w doborowym towarzystwie :) Obecnie wyglądam jak Rudolf Renifer, ponieważ okazało się, że kapelusz mi nie przykrywał końcówki nosa, na szczęście mam tydzień na opanowanie tego efektu. Oraz tradycyjnej chrypki, którą zostaję obdarowana za każdym razem, kiedy muszę przekrzykiwać hałas.
Panie i Panowie, ja tu jeszcze wrócę ;)
Panie i Panowie, ja tu jeszcze wrócę ;)
sobota, 16 czerwca 2012
Mecz na żywo i mecz życia
Za nami mecz na pięknym, nowym poznańskim stadionie oraz tydzień prawdziwej uczty dla kibiców, bo raz, że turniej ma zaskakująco wysoki poziom, dwa, Polacy poraz pierwszy za mojego życia mają dwa punkty po dwóch meczach i realną szansę wyjścia z grupy. Na dokładkę kraj, a konkretnie miasta goszczące piłkarzy, został zalany przez obcokrajowców, którzy w większości nas chwalą, co mile łechce nasze ego i kompleksy ;) Do Poznania największa banda przyjechała z Irlandii, co okazało się szczęśliwym losem, bo banda jest niesamowicie przyjazna i pozytywna, a swoim dopingiem i tym co zaprezentowali w przegranym meczu z Hiszpanią zdobyli serca całego kraju i nie tylko.
czwartek, 14 czerwca 2012
My, kibice :)
W końcu wypadałoby coś o Euro napisać :) Czekałam najpierw na odbiór biletów na mecz, a potem stwierdziłam, że poczekam chwilę jak się zacznie, żeby nie pisać tylko o oczekiwaniach i wojnie kibiców z nie-kibicami. Koniec z końcem nie mogłam znaleźć weny i co zaczynałam pisać, jakoś nie szło, a jak już poszło, to miejsca wystarczyło tylko na "dlaczego się cieszę na Euro" :))) Bilety zostały już zużyte, mecz w niedzielę na pięknym poznańskim stadionie zaliczony, szaleństwo piłkarskie trwa nadal i jeszcze potrwa niecałe trzy tygodnie zostawiając nas zapewne z marskością wątroby ;)
czwartek, 31 maja 2012
Skansen w Olsztynku, czyli znowu obrazki
Miałam napisać długiego posta o Skansenie w Olsztynku, bo zdecydowanie to była najfajniejsza atrakcja naszego wyjazdu. Za śmieszne pieniądze (bodaj 12zł od osoby) jest dostępna niesamowita podróż w czasie, mnóstwo chatek do zwiedzania, rewelacyjnie zachowane eksponaty dostępne na wyciągnięcie ręki. Okazało się, że dodatkowo mają tak zrobioną stronę internetową, że praktycznie musiałabym przepisać to, co na niej jest, a na dodatek nie miało by to interaktywnej formy. Dlatego skupię się na obrazkach i kilku komentarzach, a wszystkich serdecznie zapraszam tutaj: Internaktywny Skansen. Chciało by się, żeby wszystkie atrakcje były tak dostępne. Jak ktoś lubi historię i tego typu miejsca - można sobie zaostrzyć apetyt :)
piątek, 25 maja 2012
Ostróda, czyli nie tylko reggae
Do Ostródy dotychczas jeździłam głównie w celach rozrywkowych, a ściślej na festiwal reggae :) Okazało się jednak, że jest to całkiem ciekawe i naprawdę ładne miasteczko.
poniedziałek, 14 maja 2012
Cofamy się w czasie, czyli zwiedzamy Warmię
Korzystając z pięknej pogody podczas jednego z legendarnych już polskich, długich weekendów, wybraliśmy się na Warmię. Plan był prosty - nocujemy w okolicach Ostródy i zwiedzamy co jest do zwiedzania w okolicy. Zatrzymaliśmy się w bardzo sympatycznym Hotelu Sajmino, który zaskakuje zarówno wielkością pokoi, jak i ofertą śniadania, jak na hotel z dwoma gwiazdkami. Zachęciła nas promocja, jaką mieli na majowy weekend - za 4 noclegi ze śniadaniem zapłaciliśmy 550zł.
Po dotarciu na miejsce, na pierwszy ogień wzięliśmy Grunwald.
Po dotarciu na miejsce, na pierwszy ogień wzięliśmy Grunwald.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




