czwartek, 9 sierpnia 2012

Ponoć głupi naród na dorobku

Mieszkający w Polsce wiedzą o ostatniej aferze z Amber Gold. Mieszkający zagranicą, być może też, jeśli śledzą polską prasę. Chciałam napisać całą notkę o naiwności ludzkiej i przedziwnym podejściu do państwa i jego obowiązków, ale dziś przeczytałam "analizę" całej sytuacji, popartą naukowymi autorytetami, która to analiza mnie położyła na łopatki, więc notka nieco zboczy z pierwotnego szlaku.

Krótkie wyjaśnienie - firma Amber Gold została założona przez pana z wyrokami sądowymi za różnego rodzaju malwersacje finansowe. Oferowała inwestycje w złoto, obiecując po kilkanaście, albo i więcej, procent zysku rocznie. Wydawało by się, że wystarczająco się trąbi w prasie i telewizji o podstawowych zasadach bezpiecznego inwestowania, żeby ludzie po pierwsze się nie dali na takie bzdury łapać, a po drugie, nie wkładali oszczędności życia w jeden instrument...

niedziela, 5 sierpnia 2012

Jak smukło to wystarczająco smukło???

Pracuję z dziewczyną, która ma 166cm wzrostu, waży 46kg i chce jeszcze schudnąć. Jest chuda niemożliwie, niezbyt dobrze się odżywia, z tego co widzę i ma ten efekt typowy dla koszmarnie chudych osób, że głowa wygląda na nienaturalnie wielką w porównaniu do reszty ciała. Twierdzi, że na wagę nie patrzy (ale kilogram jeszcze chce schudnąć), bo najważniejsze jest to, że się dobrze czuje. Osobiście uważam, że takie stwierdzenia są adekwatne z ust osób, które oscylują w ramach w miarę normalnej wagi, bądź lekkiej niedowagi, bądź lekkiej nadwagi. Jak coś takiego mówi osoba otyła, bądź chorobliwie chuda, mam ochotę po łbie zdzielić... A odchudza się, bo ma niedługo ślub koleżanki, której jest świadkową i musi na tym ślubie smukło wyglądać. Jeśli 46kg to nie jest smukło, to ja kuźwa nie wiem co jest...

Druga dziewczyna ma obsesję na punkcie chemii w produktach i przy obiedzie co chwilę opowiada, czego nie może w ogóle tknąć, bo od razu chemię czuje (na przykład w lodach). Ja naprawdę rozumiem zdrowe odżywianie, ale jakiś środek dobrze by było znaleźć, bo można oszaleć, jak tak obie zaczną przy obiedzie nadawać.

Pomyślałam sobie, jak strasznie dzisiejszy świat porył dziewczynom głowy. Nigdy nie słyszałam mężczyzn rozmawiających o odchudzaniu się, czy odmawiających sobie obiadu, bo "wszystko jest sztuczne". Jak człowiek się nieco wyizoluje ze społeczeństwa na bezrobociu, to potem przechodzi dość poważny szok i tak się zastanawiam, czy to już jest norma, co te dziewczyny wyczyniają? Na szczęście kątem oka wyłapałam jednostki biorące ziemniaki i to nawet polane sosem, więc może jest jeszcze szansa na normalne towarzystwo ;)

wtorek, 31 lipca 2012

Dawno takich tam nie było :)

No właśnie. W ogóle dawno niczego nie było, ale takich tam to już w ogóle :) Nie da się ukryć, że nie chciało mi się za bardzo pisać, bo w głowie były raczej obawy o pracę niż chęć dyskutowania o czymkolwiek, ale teraz wszystko powinno wrócić do normy. Na opis czeka jeszcze nasza majowa wycieczka do pałacu Raczyńskich i domu Arkadego Fiedlera, wpadliśmy też do Nowej Soli, która okazała się być bardzo sympatycznym miasteczkiem.

Dziś ostatni dzień lenistwa, od jutra zaczynam szkolenia i wdrażanie :) Myślę, ze nigdy w życiu tak się nie cieszyłam na perspektywę pracy ;) 2,5 roku minęło od czasu jak robiłam coś konkretnego, więc oprócz radości jest maly stres, czy ja w ogóle jeszcze pamiętam jak to się robi, ale pewnie po pierwszych dniach wszystko przejdzie. W najbliższym czasie będziemy na nowo organizować nasze życie, w takich małych szczegółach, jak "jak zorganizować gotowanie, żeby mieć co jeść". Wbrew pozorom, to kluczowa kwestia, szczególnie, że od tygodnia jestem na porządnej diecie i nie mam zamiaru tego spieprzyć.

Mam chwilową przerwę w bieganiu, obecne temperatury sprawiają, że mam do wyboru albo biegać wcześnie rano, albo późno wieczorem. Rano nie jestem w stanie się zwlec, chociaż parę razy wstawałam o takiej godzinie, ze dało się biec, chociaż pod koniec już było za ciepło. Wieczorem z kolei jestem zbyt rozleniwiona ;) Teraz powinno być lepiej, bo po pracy mogę iść biegać z rozpędu, a na dodatek będę miała karnet na siłownię. No i na basen muszę wrócić. Czy wystarczy mi czasu na to wszystko? ;)

Odchudzamy kota. Zważyłam skubańca i jakieś 1,5kg musi zrzucić. Na razie jest w histerii i zastanawiam się kiedy mi przegryzie grdykę ze złości :)

Euro się skończyło, zaczęły Igrzyska, na których z reguły mamy szanse podobne do polskich piłkarzy ;) Póki co honor uratowała Pani Strzelająca, zdobywając srebrny medal, walczą też siatkarze i pływacy. Nie chce mi się już nawet zastanawiać, dlaczego kraj wielkości Polski nie potrafi z siebie wypluć sportowców zdolnych zdobywać medale, pogodziłam się z tym dawno temu.

Wciągnęłam się w Grę o Tron. Skończył się drugi sezon serialu, więc się skusiłam na książkę, która mnie zbija z nóg i zostawia co chwilę z otwartą szczęką. Nie ma bezpiecznego bohatera, każdy w każdej chwili może umrzeć, co sprawia, że napięcie jest cały czas utrzymywane na wysokim poziomie. Oprócz tego mam na tapecie Billa Brysona "Notes from a Small Island", która zachwyca mnie używaniem bardzo wyrafinowanego angielskiego i rewelacyjnym portretem Wielkiej Brytanii :) Polecam szczerze, bardzo zabawny styl i przyjemna, choć wymagająca momentami słownika, lektura.

Polityke, póki co, przemilczę. Nie chce mi się w tym taplać, szczerze mówiąc :)

Kończę, bo siatkarze przegrywają 0:2 z Bułgarami i nie mogę się skupić na pisaniu ;)

środa, 25 lipca 2012

Jak to z pracą było

Poszukiwanie pracy z pewnością nie jest łatwą sprawą, jak człowiek wie czego chce, przy obecnej ekonomii. Albo jak człowiek chce zacząć od nowa. Albo jak człowiek jest kobietą w "wieku rozrodczym". Albo jak człowiek jest po środku szczebli. Niemniej się udaje. Jakich szczebli, co od nowa? Już wyjaśniam :)

Chyba już kiedyś się chwaliłam, że mam generalnie szczęście w życiu. Nie przypisuję tego jakimś siłom wyższym, nie wiem czemu tak jest, że jeden, cytując polski kabaret, "i w dupie palec złamie", a innemu się udaje, cokolwiek zaplanuje. Nie łączyłabym tego z żadnym bogiem, bo z żadnym nie gadam i jeśli jakiś macza w tym palce, to albo się nieszczęśliwie zakochał, albo od wielu lat próbuje mnie zwabić (to pomysł Barbary ;)) z kiepskim skutkiem. Oczywiście pomagam szczęściu jak mogę, są jednak momenty, kiedy można w nie zwątpić i powoli zaczynało się tak dziać przez ostatni czas.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Mamy wreszcie pracę!

Alleluja, chóry anielskie zaśpiewały, a właściwie ryknęły z pełną mocą, ponieważ telefon o pracy dostałam będąc na festiwalu w Jarocinie :) Pan Koala dostał pracę parę dni wcześniej, więc oboje zaczynamy niemal w tym samym czasie. Powiem tak - nie było łatwo i na pewno niedługo napiszę jak się szukało, ale warto było poczekać, bo oboje mamy dokładnie to, o co nam chodziło. Szczęście nas ogarnęło, a obie dobre wiadomości zostały oblane w doborowym towarzystwie :) Obecnie wyglądam jak Rudolf Renifer, ponieważ okazało się, że kapelusz mi nie przykrywał końcówki nosa, na szczęście mam tydzień na opanowanie tego efektu. Oraz tradycyjnej chrypki, którą zostaję obdarowana za każdym razem, kiedy muszę przekrzykiwać hałas.

Panie i Panowie, ja tu jeszcze wrócę ;)

sobota, 16 czerwca 2012

Mecz na żywo i mecz życia

Za nami mecz na pięknym, nowym poznańskim stadionie oraz tydzień prawdziwej uczty dla kibiców, bo raz, że turniej ma zaskakująco wysoki poziom, dwa, Polacy poraz pierwszy za mojego życia mają dwa punkty po dwóch meczach i realną szansę wyjścia z grupy. Na dokładkę kraj, a konkretnie miasta goszczące piłkarzy, został zalany przez obcokrajowców, którzy w większości nas chwalą, co mile łechce nasze ego i kompleksy ;) Do Poznania największa banda przyjechała z Irlandii, co okazało się szczęśliwym losem, bo banda jest niesamowicie przyjazna i pozytywna, a swoim dopingiem i tym co zaprezentowali w przegranym meczu z Hiszpanią zdobyli serca całego kraju i nie tylko.


czwartek, 14 czerwca 2012

My, kibice :)

W końcu wypadałoby coś o Euro napisać :) Czekałam najpierw na odbiór biletów na mecz, a potem stwierdziłam, że poczekam chwilę jak się zacznie, żeby nie pisać tylko o oczekiwaniach i wojnie kibiców z nie-kibicami. Koniec z końcem nie mogłam znaleźć weny i co zaczynałam pisać, jakoś nie szło, a jak już poszło, to miejsca wystarczyło tylko na "dlaczego się cieszę na Euro" :))) Bilety zostały już zużyte, mecz w niedzielę na pięknym poznańskim stadionie zaliczony, szaleństwo piłkarskie trwa nadal i jeszcze potrwa niecałe trzy tygodnie zostawiając nas zapewne z marskością wątroby ;)

czwartek, 31 maja 2012

Skansen w Olsztynku, czyli znowu obrazki

Miałam napisać długiego posta o Skansenie w Olsztynku, bo zdecydowanie to była najfajniejsza atrakcja naszego wyjazdu. Za śmieszne pieniądze (bodaj 12zł od osoby) jest dostępna niesamowita podróż w czasie, mnóstwo chatek do zwiedzania, rewelacyjnie zachowane eksponaty dostępne na wyciągnięcie ręki. Okazało się, że dodatkowo mają tak zrobioną stronę internetową, że praktycznie musiałabym przepisać to, co na niej jest, a na dodatek nie miało by to interaktywnej formy. Dlatego skupię się na obrazkach i kilku komentarzach, a wszystkich serdecznie zapraszam tutaj: Internaktywny Skansen. Chciało by się, żeby wszystkie atrakcje były tak dostępne. Jak ktoś lubi historię i tego typu miejsca - można sobie zaostrzyć apetyt :)

piątek, 25 maja 2012

Ostróda, czyli nie tylko reggae

Do Ostródy dotychczas jeździłam głównie w celach rozrywkowych, a ściślej na festiwal reggae :) Okazało się jednak, że jest to całkiem ciekawe i naprawdę ładne miasteczko.

poniedziałek, 14 maja 2012

Cofamy się w czasie, czyli zwiedzamy Warmię

Korzystając z pięknej pogody podczas jednego z legendarnych już polskich, długich weekendów, wybraliśmy się na Warmię. Plan był prosty - nocujemy w okolicach Ostródy i zwiedzamy co jest do zwiedzania w okolicy. Zatrzymaliśmy się w bardzo sympatycznym Hotelu Sajmino, który zaskakuje zarówno wielkością pokoi, jak i ofertą śniadania, jak na hotel z dwoma gwiazdkami. Zachęciła nas promocja, jaką mieli na majowy weekend - za 4 noclegi ze śniadaniem zapłaciliśmy 550zł.

Po dotarciu na miejsce, na pierwszy ogień wzięliśmy Grunwald.